wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 11 :)x



Przez chwile moim oczom ukazywała się ciemność. Wewnątrz czułam jakieś nadchodzące sygnały abym bezproblemowo otworzyła oczy. Posłuchałam rozkazów mózgu i moje powieki mimowolnie uniosły się ku górze. Z lekka mnie przymroczyło a obraz był dość nie wyraźny, przetarłam oczy dłońmi i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowałam. Towarzyszyły mi cztery, perfidnie białe ściany, nie mogłam dojrzeć na nich ani odrobinę skazy, poczułam się jak w psychiatryku. Spojrzałam na dłoń która była przyssana do przeźroczystej rurki, w środku spływała kroplówka. Nie mogłam nic pojąć. Chciałam się podnieść ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Przez chwile zastanawiałam się o co tu we wszystkim chodzi. Nie miałam pojęcia. Zamknęłam powieki i po pięciu sekundach otworzyłam ponownie licząc na to, że to zły sen. Niestety wszystko wskazywało, że to rzeczywistość. Usłyszałam mało cichy szmer. Mój tato stał w progu drzwi.

-Gdzie Louis? Gdzie oni wszyscy się podziewają? Możesz mi powiedzieć co ja tu robię? Co się stało? Jak się tu znalazłeś przecież byłeś daleko.. w delegacji? Tato, wyjaśnisz mi to?-  Zasypałam ojca pytaniami. Spojrzał na mnie jakby nie winnym wzrokiem i spuścił głowę. Zgubiłam się we własnych myślach, czyżby on też?

-Tato?- Popatrzyłam na niego pytająco. W końcu musiał wydusić z siebie chociaż jedno słowo, które cokolwiek dało by mi do myślenia.

-Byłaś w śpiączce. Znajdujesz się w szpitalu.

-Słucham? Dobrze się czujesz?- Spytałam z lekkim przerażeniem. Nie wiedziałam czy mam wierzyć czy nie. Moje myśli były rozstrojone. Nie byłam niczego pewna. Czy on właśnie oznajmił mi, że byłam w śpiączce? Czy to aby na pewno nie sen? Czy ja śnie? Tak mnóstwo pytań przechodziło mi przez głowę. Na żadne nie znałam odpowiedzi. Mogłam się jedynie domyślać.

-Kochanie.. Pamiętasz kiedy oznajmiłem Ci, że twoja przyjaciółka przyleci do nas na wakacje?-  Zapytał podenerwowany podchodząc do mnie i siadając na kancie mojego łóżka, które raziło istną bielą.

-Tak, pamiętam. Do czego zmierzasz?- Zlustrowałam jego twarz. Moje myśli dalej były roztrzaskane na milion puzzli. Nie mogłam ich ułożyć w nic sensownego.

-Kiedy wybiegłaś z domu, byłaś strasznie roztrzęsiona tą wiadomością. Przypominasz sobie co stało się później? –Ciągną dalej zadając mi kolejne pytanie.

-Tak oczywiście, że pamiętam. Szłam drogą.. No i chłopak o imieniu Harry wylał na mnie kawę. Płakałam wtedy.. więc mnie przytulił ja nie miałam do tego zastrzeżeń ale uciekłam .. tak po prostu. Tydzień później spotkałam go w tej restauracji w której dostałam posadę kelnerki no i…

Mówiłam i mówiłam. Nie opowiadałam ze szczegółami. Pominęłam co dokładnie stało się na imprezie i co zaszło między mną a Lou. Kiedy skończyłam tata wpatrywał się we mnie ze współczującą miną.

-To się nigdy nie zdarzyło.- Jękną cicho.

-Nie gadaj głupot.- Roześmiałam się widząc powagę taty.

-Ellen, posłuchaj. W tym dniu jak oznajmiłem, że Alice do Ciebie przyleci kiedy uciekałaś Harremu, potrąciło Cię auto. – Powiedział unikając mojego wzroku. Czy on mówił prawdę? Bezwładnie wpatrywałam się w białą ścianę. Czy to było prawdą? Każdy puzzel w mojej głowie układał się w jedność. On naprawdę mówi prawdę. Ja nigdy nie spotkałam tego zespołu. Nigdy nie poczułam smaku ust ani Stylesa ani Louisa. Nigdy ich nie widziałam.. pomijając te krótkie spotkanie z Harrym. To było jedyne zdarzenie które miało miejsce naprawdę. To co mnie z nimi łączyło to tylko kawa na moim swetrze, nic więcej. Oni wcale mnie nie poznali ani ja ich. Już nie miałam co się oszukiwać. Naprawdę byłam w śpiączce.

-Ile tu tak leże?- Spytałam cichym głosem, nie stać mnie było na nic więcej.

-Miesiąc.- Jego słowo automatycznie zaczęło powtarzać mi się w głowie. A więc leżałam tu miesiąc ..

-Ten chłopak o imieniu Harry był tutaj kilka razy.- Oznajmił ojciec nerwowo splątując swoje palce.

-Kiedy ostatnio?- Spytałam dalej wpatrując się w hipnotyzująco białą ścianę. Oczy miałam nieco przeszklone. Cała sytuacja była powodem tego, że mój umysł był na tyle głupi aby wprowadzać to wszystko do mojego wnętrza. Jak przez chwile mogłam pomyśleć, że to stało się naprawdę?

-Jakiś niecały tydzień temu, wspomniał coś, że wyjeżdża w trasę koncertową.

****
UWAGA : 



 Ten rozdział stworzyłam ponieważ stwierdziłam, że pisałam totalne bzdety. To wszystko nie łączyło się.. Zaszło tak szybko, że wydawało się mało realne, więc takie BUM!

Ostatnia informacja to taka, że ponad 30 osób prosiło mnie o informowanie o nowych rozdziałach! A robię to nie wiedząc czy te osoby naprawdę to czytają, więc proszę zaszczycie mnie i komentujcie chcę wiedzieć, że nie czyta mnie PIĘĆ osób tylko o wiele więcej.
Nie wiem czy moje pisanie ma jakikolwiek sens.

Jeśli pod tym rozdziałem nie pojawi się przynajmniej 15 komentarzy, raczej z tym kończę.





  

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 10 :)x



Spojrzałam w zegar zwisający na kremowej ścianie. Było już dwanaście po dziewiątej. Przetarłam zaspane oczy i wtedy dojrzałam, że w moim łóżku znajduję się czwórka chłopaków. Dopiero po chwili oprzytomniałam sobie kiedy sama wczoraj zaproponowałam Stylesowi żeby położył się obok mnie, ale czy proponowałam to pozostałej trójce? Myślę, że jednak nie. Co się ze mną dzieje do cholery? Nie jestem już tą samą Ellen Srut! Dlaczego to mnie tak denerwuję? Chyba dlatego, że nadal pozostała cząstka dawnej mnie, może maleńka ale jednak. Nie powinno ich tutaj być. Wolałam tą starą Ell która nienawidziła wszystkich którzy stawali jej na drodze, która robiła niemal wszystko, żeby ludzie uważali ją za nic.. Byłam przyzwyczajona do samotności, lubiłam ją. Była ona moją niewidzialną przyjaciółką pomijając te dwie które pozostawiłam w Polsce. To przykre, że nie mogę ich tu mieć, a przynajmniej nie chcę. Albo nie chciałam do tej pory. Alice zawsze była mi bliska, kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce byłyśmy naprawdę nie rozłączne, to się zmieniło kiedy.. kiedy moja mam umarła a ja stałam się wrodzonym diabłem.. Taa to chyba moje drugie ja. Ale do tej pory nie wspominałam o mojej kuzynce, Darcy tak ma na imię. Od dziecka spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Ale jak i ja wyjechałam do Anglii to i ona do Włoch, zawsze marzyła aby tam zamieszkać, oczywiście ze swoim chłopakiem u boku. Ponownie otworzyłam oczy a kiedy spojrzałam przed siebie leżałam twarzą w twarz z szanownym Harrym, dzieliły nas zaledwie milimetry przybliżył ją bliżej i bliżej..
-Fajne masz majteczki- Powiedział z chytrym uśmieszkiem. Ja od razu poczułam, że cała moja twarz pokrywa się malinowym rumieńcem gdyż mój dół od bielizny był w smerfy, co za wstyd.
-Dobra! Koniec tego dobrego! Wstawać! I do jasnej cholerki co wy wszyscy robicie w moim łóżku?- Krzyknęłam szturchając każdego po kolei.
-Cicho..- Szepnęli próbując mnie zgasić.
-Nie ma żadne cicho!- Warknęłam zdenerwowana po czym stargałam z nich kołdrę.
Harold oczywiście przyglądał się temu wszystkiemu z lekkim śmiechem.
-Dobra chłopaki a teraz naprawdę wstawajcie bo musimy ogarnąć dom! Przecież dziś mieliśmy robić domówkę! Już zapomnieliście? – Wtrącił Styles Patrząc na nich z wyrzutem.
-Alkohol!- Krzyknął podniecony Zayn od razu stając na równe nogi.
-Ooo tak jedzenie!- Syknął szczęśliwy Niall dorównując krokowi mulata który zmierzał do kuchni.
-Liam, proszę Cię wstań. Przynajmniej ty zrób to bez żadnego przekupstwa.- Spojrzałam na niego błagalnie. Byłam pewna, że mnie posłucha.. przynajmniej taką miałam nadzieję.
-Eh, przepraszam, że wpakowaliśmy Ci się do łóżka ale uwierz, że po godzinnym leżeniu na podłodze kręgosłup maksymalnie boli a my do takich warunków to za bardzo nie jesteśmy przyzwyczajeni.- Przeprosił naprawdę żałując wczorajszej decyzji.
-Spokojnie. Na szczęście żyje i jak widać jest ze mną ‘chyba’ w porządku. A teraz chodźcie coś przekąsić.- Powiedziałam po czym skierowałam się ku lodówce oglądając jak Niall naprawdę rozgaszcza się w moim domu i przeszukuje jej zawartość.
-Masz chyba pełniejszą lodówkę od nas! – Popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem. Jego wzrok spowodował, że wszyscy momentalnie pokryli się śmiechem wliczając też mnie oczywiście.
-Widzisz! Ja też uwielbiam jeść!- Powiedziałam po raz kolejny próbując utrzymać przy sobie chociaż trochę powagi.
-Jasne.. –Szepnął zrezygnowany. Widocznie nie mógł dowierzyć, że jest na świecie taka osoba która kocha jedzenie bardziej niż on.. Chyba jednak przesadziłam, raczej nie mogłabym je wielbić bardziej niż ten blond żarłok.
-Przyjdziesz dziś do nas prawda?- Spytał Harry kiedy stali już w drzwiach.
-Jak zapraszacie to raczej wpadnę, jeżeli moje plany się nie zmienią.- Odpowiedziałam po czym odmachałam na pożegnanie. Tak jasne, nie wiem w jaki sposób miałyby się zmienić skoro i tak nie miałam tu wielu znajomych z którymi dzieliłam jakikolwiek kontakt. Chyba, że postanowiłabym przeleżeć cały dzień z laptopem pochłaniając kolejne części Pamiętników Wampirów, o tak to bardzo dobry pomysł tym bardziej, że wczoraj to oni przeszkodzili mi w oglądaniu. Poczułam wibracje w kieszeni, wiadomość była od szanownego Stylesa „Przyjadę po Ciebie o 18”. No to nie miałam wyboru.
- W takim razie będę musiała tam pojechać..- Odetchnęłam z nieco kapryśną miną na myśl, że będę musiała zanudzać się sama.. w koncie. Przysnęłam. Po prostu położyłam się na kanapie a oczy momentalnie się zamknęły. Popatrzyłam na wyświetlacz komórki. Była równa Siedemnasta. Dopiero teraz się zorientowałam, że jeśli się nie pospieszę PAN Harold będzie musiał czekać na mnie, a ja jak głupek będę biegać po całym domu szukając tego i owego.. a takiej sytuacji nie chciałam. Szybko runęłam pod prysznic. Kiedy wyszłam zaczęłam suszyć włosy ciągle zastanawiając się co włożę. Gdy włosy były już całkiem suche szybkim ruchem jeździłam po nich prostownicą były dość długie, dosięgały prawie do pasa. Ruszyłam w stronę garderoby. Jakieś dziesięć minut przed nią stałam, zastanawiając się co tu wybrać. W końcu oprzytomniałam zdając sobie sprawę, że kiedy moja rodzicielka żyła, na osiemnaste urodziny podarowała mi brzoskwiniową sukienkę, która idealnie pasowała na tą okazje. Była ona bez ramiączek, utrzymywała się na biuście, a muszę przyznać, że spory mam. Koniec sukienki był przedstawiony w postaci bombki. Na stopy wcisnęłam szpilki podobnego koloru tylko, że w jaśniejszym odcieniu. Wróciłam przed lustro nakładając niewielką warstwę makijażu. Po chwili usłyszałam dzwonek pochodzący z drzwi. Szybkim ruchem chwyciłam torebkę.
-Cześć Harry.. Liam?- Spytałam zdezorientowana widząc, że nie Hazza stoi pod moimi drzwiami.

-Tak to ja Liam! We własnej osobie. Niestety nasz Harry był zbyt zajęty. A więc gotowa?- Spytał spoglądając na mnie ukradkiem.

-Pewnie, chodźmy.- Szepnęłam z uśmiech i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

-W końcu na miejscu.- Powiedział Liam przerywając niezręczną cisze.
Gdy dotarliśmy do środka impreza była już nieźle rozkręcona. Głośnie dźwięki puszczane z głośników powodowały, że nie słyszałaś żadnych ludzkich głosów. Po prostu dwa słowa głucho i głośno. Nim się obejrzałam, Liam zniknął mi z oczu przemieszczając się gdzieś w tłumie.
-Super, jak zawsze sama. – Syknęłam złowieszczo rozglądając się po tańczących.
-Cześć kochana!- Krzyknął ktoś, wtedy poczułam straszliwy odór alkoholu. Pięknie jeszcze mi tu Louisa brakowało.
-Nie za dużo się wypiło?- Burkłam, krzywiąc się na jego widok.
- A ty co w mamusie się bawisz?- Zaśmiał się sarkastycznie po czym podał mi do połowy upitego drinka. Z chęcią go wzięłam zważając na to, że na trzeźwo nie przeżyła bym tu dłużej niż 20 minut.
-Ślicznie wyglądasz.- Szepnął mi do ucha Tomlinson. A na całym moim ciele pojawiły się ciarki. On to potrafił na człowieka działać.
-Ty też nie wyglądasz źle.- Powiedziałam objeżdżając go z góry do dołu. Miał na sobie białą koszule włożoną do czarnych NIEŹLE obcisłych rurek, do tego dostrzegłam niskie białe trampki.
-Idziemy usiąść? – Spytał Lou ciągnąc mnie za rękę. Po co do jasnej cholery on mnie o to pyta jak nie mija sekunda a on szarpie mnie za sobą? BOŻE co za ludzie! Tomlinson usiadł naprzeciwko mnie ciągle przyglądając się mojej twarzy.
-Jesteś pociągająca- Szepnął mi do ucha przybliżając się do mnie powodując, że nasze policzki znacząco się ocierały.
-Spadaj!- Pokręciłam przecząco głową, dając znak, że jego zachowanie mnie cholernie irytuje.
-Gdzie twoja dziewczyna?- Dodałam po chwili.
-Odwiozłem ją do domu, źle się poczuła. A co zazdrosna?- Spytał z zadziornym uśmieszkiem.
-Uspokój się .Chyba emocje Cię ponoszą albo za dużo alkoholu, wstrzymaj się chociaż trochę.- Popatrzyłam na niego karcącym wzrokiem po czym sama popijałam już „dość szybko” kolejnego drinka.
-Pójdziemy zatańczyć?- Spytał śliniąc się.
-Nie.- Powiedziałam stanowczo. Może i wypiłam dość sporo ale na żadne tańce nie miałam ochoty. Siedzieliśmy tak razem wlewając z siebie duże ilości alkoholu. Po gołych nogach które kryłam pod stołem przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili główkowania, poczułam, że czyjaś dłoń delikatnie jeździ mi po udzie, bez zastanowienia spojrzałam na Tomlinsona byłam pewna, że to on. Nie myliłam się. Patrzył na mnie ze zdumieniem nie przerywając tej czynności która można powiedzieć bardzo mi się podobała. Lou zatrzymał swoje oczy przy moich i przybliżył swoje ciało. Nasze języki zaczęły wariować. Raz całowaliśmy się w sposób namiętny, raz nasze umysły przechodziły dalej a podniecenie rosło w gorę. Poczułam jak Louis sięga pod moje intymne miejsce, nim się zorientowałam jego ręka jeździła po mojej nie naruszonej skórze wzdrygnęłam się ale nie pozwoliłam żeby przerywał tą czynność…
____________

Napisałam dłuższy! Aww miałam wenę, więc postanowiłam to

wykorzysztać! Mam nadzieję, że się spodobał. Wiem trochę ze mnie

 zboczeniec! Ale jeżeli nie chcecie takich scen to piszcie a ja będę

je ograniczać albo w ogóle wypadną :D 

+ Wasze komentarze mnie piekielnie motywują do dalszego pisania

 (a najbardziej te długie <3)

+Kocham was <3 I liczę na szczerą opinie :Dx

 

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 9 :)



Znów miałam te koszmary tylko tym razem nie dotyczyły żadnych moich zawodów miłosnych, na szczęście. Wstałam robiąc sobie omlety z czekoladową polewą, taak właśnie na to przez ten cały czas miałam ochotę. Taty jeszcze nie ma ponieważ jak już wspominałam wyjechał w delegacje. Więc jestem sama jak palec, ale można powiedzieć, że do tego jestem niezmiernie przyzwyczajona, przecież jak wiadomo ostatnim czasem spędzałam dni samotnie, można nawet powiedzieć miesiące dopóki.. dopóki nie spotkałam ich. Czasem się zastanawiam czy tak właśnie miało być .. Czy oni mają mnie zmienić na kogoś lepszego? Czy zdołają to zrobić? Nie wiem. Nie mam pojęcia. A czy ja w ogóle sama tego chcę? I oto jest pytanie. Może zrobię sobie dzisiaj taki samotny dzień jak kiedyś? O taak.

Wzięłam paczkę chipsów i żelki. Usiadłam na łóżku przed laptopem wtapiając się w kolejne części mojego ulubionego serialu, pamiętniki wampirów. Wiem to dziwnie brzmi, tak zwyczajnie. Jestem nastolatką która poznała ONE DIRECTION i zamiast teraz latać za nimi jak opętana siedzę przed laptopem zanurzając się w mój durny serial. Oczywiście nie obeszło się bez telefonu który ciągle wydawał z siebie dźwięk.

-Słucham?- Odezwałam się oschle do słuchawki dając znać, że nie mam najmniejszej ochoty na dłuższe pogawędki a przynajmniej w tej chwili.

-To ja! Niall!

-I co związku z tym?

-Możemy wpaść?

-Jestem zajęta!

-Niby czym?

-Nialler! Nie bądź wścibski!

-Zaraz będziemy, też Cię kochamy. Pa!

Nawet nie zdążyłam zaprzeczyć gdyż usłyszałam sygnał zakańczający rozmowę.

-ŚWIETNIE! Nawet jednego dnia nie mogę spędzić bez tych gówniarzy!- Wydarłam się sama do siebie.

Nawet nie minęło 10 minut a oni już sterczeli przed moimi drzwiami obładowani stertą siatek jak było widać były one zapełnione słodyczami. Nie powiem, że nie ale to im się udało, słodycze! Może i jestem chuda, ale kocham jeść mimo tego, że nie widać po mnie to, to jest mój lek na uspokojenie.. pomijając papierosy. Niall, Zayn, Liam, Harry ale Louisa nie było. Ale z jednej strony dobrze byłabym widocznie skrępowana widząc Lou i Hazze w jednym pokoju i w dodatku ze mną. Wszyscy jak zwykle przywitali mnie z ogromną radością.

-Słyszałem, że pogodziłaś się z Lou?- Bardziej stwierdził niż zapytał.

-Tak Zayn, na to wygląda.

-To świetnie.

-A jeśli mogę wiedzieć to gdzie on się w tej chwili podziewa?

-Miałem nadzieje, że nie spytasz oto..

-Zayn?

-Muszę?

-Mów.- Popatrzyłam na niego z wyrzutem co dało mu do zrozumienia, że i tak nie odpuszczę.

-Zatem.. No w sumie to nie mam co ukrywać podobno już sobie wyjaśniliście to i owo..

-Do rzeczy!

-No bo podobno oboje się zgodziliście z tym, że to wszystko było jedną wielką pomyłką i że to co niby czuł do Ciebie Louis to tylko zauroczenie.

-Nie bredź tylko mów o co chodzi!

-Więc jak już nie macie nic do siebie ani nic z tych rzeczy.. To Louis wrócił do Eleanor i powiedział jej, że to było błędem. To, że z nią zerwał i że bardzo ją kocha..

-Skończ.

-Czy to znaczy, że ty jednak coś do niego czujesz?- Spytał podejrzliwie.

-Nic do niego nie czuje. Nic. Rozumiesz?- Dobrze wiedziałam, że sama kłamie jak z nut. Nie chciałam psuć sobie tego jednego dnia skoro i tak wiedziałam, że reszta będzie jeszcze gorsza.

-Na pewno?

-Tak Zayn, na pewno. A teraz chodźmy bo Niall będzie się niepokoił o swoje jedzenie.

-W porządku. Zatem chodźmy.

Harry nie odzywał się do mnie. Nie był obrażony, przynajmniej tak mi się zdawało. Co chwile przyglądał się wyrazowi mojej twarzy. Co jakiś czas na jego ustach pojawiał się zarys uśmiechu. Był spokojny. Ja też wyglądałam na spokojną ale to były tylko pozory bo wewnątrz mnie aż się gotowało. Wiedziałam, że tylko Zayn to dostrzegł. Siedzieliśmy rozwaleni na fotelach oglądając jakąś denną komedie która ani trochę nie przypadła mi do gustu. Widziałam kątem oka jak mulat wstał w fotela i wygodnie ułożył się na podłodze obok mnie.

-Wszystko gra?- Spytał sam wiedząc, że zna odpowiedź na to pytanie.

-Nic nie gra Zayn, ja nie wiem czego chcę. Ja do cholery nic nie wiem.- Szepnęłam wściekła.

-Wiem. Rozumiem Cię. Ale w końcu nadejdzie taki czas kiedy będziesz pewna swoich uczuć.

-Mam nadzieje.

Na tym skończyła się nasza rozmowa. Kiedy skończyliśmy oglądać film chłopaki bez żadnych pytań usnęli to na podłodze to na kanapie. Okryłam ich tylko kocem i poszłam do swojego pokoju. Nie zmrużyłam ani oka. Spojrzałam na zegarek była trzecia nad ranem. Bałam się swojej niepewności. Bałam się tego, że wszystko schrzanię.

-Nie śpisz?- W drzwiach zobaczyłam Harrego z czupryną na głowie której powodem był sen na podłodze.

-Nie mogę zasnąć.

-Twoja podłoga jest dość nie wygodna.

-Połóż się koło mnie.

Pokiwał lekko głową i jego ciepłe ciało znalazło się obok mnie, jego obecność sprawiła, że momentalnie zasnęłam.

******
Przepraszam, że tak nudny jak flaki z olejem.. 
A nawet gorzej! 
W ogóle nie miałam weny.. Ale nie chciałam was zawieść i wstawiłam dziś. Tylko nie uśnijcie.. proszę! 
pomysł z pamiętnikami wampirów? To pewnie dlatego, że sama na ich punkcie mam obsesje <3