czwartek, 7 lutego 2013

The Liebster Awards x

Jeszcze nigdy się w to nie afiszowałam, ale postanowiłam chociaż raz spróbować :)
Więc zostałam nominowana do The Liebster Awards przez  http://never-ending-story-of-me-and-1d.blogspot.com/p/liebster-awards.html :)

A więc muszę:
- odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez nominującego;
- nominować 10 blogów;
- powiadomić autorów tych blogów o nominacji;
- zadać im 11 pytań.


Pytania które otrzymałam :
  1.  Twój idol?
  2.  Ulubiony film?
  3.  Co chciałabyś przeżyć jeszcze raz?
  4.  Jesteś tolerancyjna?
  5.  Co byś zmieniła w Polsce?
  6.  Kim chcesz być w przyszłości?
  7.   Sentencja życiowa?
  8.  Twoje najgłupsze marzenie?
  9.  Czego nienawidzisz?
10.  Co byś w sobie zmieniła?
11.  Twój największy talent, dar? 

Odpowiedzi:

1. Idole! One direction :) and Ed Sheeran.
2.Uprowadzona.
3.Obóz na którym byłam zeszłego lata :)
4.Oczywiście.
5. W naszej kochanej Polsce jest mało osób tolerancyjnych, więc właśnie to bym zmieniła!
6. Nie mam pojęcia. (Kocham pisać, ale to na pewno nie będzie moim zawodem)
7. "Kiedy zastanawiasz się czy przypadkiem się nie zakochałaś, wiedz,że to tylko oznacza brak miłości do danej osoby"
8. Jest ich wiele. Ale tak najgłupsze to, chyba napisanie własnej książki. (Oczywiście ADHD razem z Lou, łóżko z Hazzą, Spokojna rozmowa z Liamem, Jedzenie przy wspólnym stole z Niallem i przekraczanie granic z Malikiem *-* Tak w nawiasie to raczej to jest moje najgłupsze xD)
10. Wygląd :x jestem potworem hahahaha.
11.NIE POSIADAM! Nie wiem gdzie ja stałam kiedy talent dawali! .. jak by się tak zastanowić to mój dar to- robić z siebie debila <3

 Nominuję :
-  http://directioner-dreams.blogspot.com/
- http://i-and-one-direction.blogspot.com/
- http://i-walking-away.blogspot.com/
- http://freeze-this-moment-in-a-frame.blogspot.com/
- http://julietxonedirection.blogspot.com/
- http://its-between-me-and-you.blogspot.com/

Aktualnie, mam tylko 6 blogów! Bo przecież nie wezmę byle jakich :)
A tą szóstkę właśnie czytam! x

Pytania:
1.Od kiedy jesteś Directioner?
2.Twoi ulubieni wykonawcy muzyczni?
3.Czy sądzisz, że ktokolwiek zasługuję na drugą szanse?
4.W jakim kraju chciałbyś zamieszkać?
5.Co Cię podkusiło aby zacząć pisać?
6.Co/kto jest twoją inspiracją?
7.Jakie masz cel w życiu który zamierzasz za wszelką cenę osiągnąć?
8. Wyobraź sobie, że jesteś w Uk i idąc do sklepu napotykasz na drodzę Malika, jaka reakcja?
9.Co byś pragnęła zmienić w swoim życiu?
10. Czego nie tolerujesz u ludzi?
11.Twoja największa wada?

To wszystko!
:)







wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 18 :)x



-Louis przepraszam, już mi się całkowicie namieszało w głowie. Nie powiedziałam tego świadomie.-Zaczęłam się tłumaczyć ale to wcale nie przychodziło mi z łatwością. Jego twarz nie okazywała złości tylko smutek i to mnie bardziej zabolało.

-Czemu akurat on?- Spytał dalej z tą piekielnie zagubioną miną.

-Nie rozumiem, możesz jaśniej?- Spytałam naprawdę nie wiedząc, co w tej chwili chodzi mu po głowie.

-Przecież widzę. Harry w całości Cię urzekł. Zauroczyłaś się w nim jak nigdy, widzę jak na niego patrzysz, jak do niego mówisz, jak uśmiechasz się na jego widok. Nie zaprzeczaj bo wiem jak jest. To zawsze ja jestem na ostatnim miejscu aż od początku, to zawsze on dostaję to czego chcę.- Lou, zaczął nawijać bez przerwy a kiedy chciałam coś powiedzieć od razu karcił mnie wzrokiem na znak, że jeszcze nie zakończył swojej długiej wypowiedzi. To co mówił było w połowie prawdą, a w drugiej połowie rzeczywistym kłamstwem. Ale już na pierwszy rzut oka widziałam, że nie uda mi się niczego wytłumaczyć bo był tak cholernie zawzięty swoją tezą, a ja nie miałam nic do gadania. Przecież był przyjacielem Harrego, nie wiedziałam, że czegokolwiek mógłby mu zazdrościć. Ale to wszystko bardzo możliwe, bo nie raz słyszałam określenie, że Harry to najzupełniejszy bożyszcz nastolatek.

-Louis to nie tak!- Krzyknęłam na niego już całkiem wyprowadzona z równowagi.

-Czyżby? To popatrzy mi w oczy i powiedz, że nic do niego nie czujesz. Rozumiesz? Popatrz i powiedz to! –Jego głos coraz bardziej się podnosił, a ja nie miałam pojęcia co w tej chwili zrobić. Było mi go tak cholernie szkoda, naprawdę nie chciałam go ranić zważając na tym, że grubo mi na nim zależało a teraz wszystko od tak runęło, była to tylko i wyłącznie moja wina. Zresztą jak zawsze.

-Louis..- Szepnęłam błagalnym wzrokiem żeby w końcu odpuścił. Ale widziałam w jego oczach, że wcale nie ma takiego zamiaru. Moje niecierpliwe łzy, pomału zaczęły ukazywać się światłu dziennemu, ale łatwo się było po mnie tego spodziewać.

-Jeśli uważasz, że to nie prawda to powiedz to.-Syknął, a jego ciało nerwowo drgało.-Powiedz to!- Wiedziałam, że już całkowicie wychodzi z równowagi.

-Nie mogę.. – Szepnęłam cichutko, coraz bardziej unikając jego wzroku. Gdybym powiedziała, że nic nie czuje do Harrego byłoby to kłamstwem.. całkowitym kłamstwem a nie chciałam go oszukiwać. Ale to wcale nie znaczyło, że sam Tomlinson jest mi obojętny, bo ani trochę nie był.

-Tak myślałem.- Syknął przewrażliwiony i wyszedł z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Moje myśli były roztrzaskane na milion kawałków. Łzy łapczywie spływały po mej twarzy, to był istny terror dla moich emocji. Oparłam się o ścianę a po chwili bezwładnie się po niej osunęłam zakrywając dłońmi twarz. Usłyszałam kroki dochodzące z za drzwi. Po chwili ktoś wszedł do mojego pokoju bez żadnej zapowiedzi.

-Ellen, mam złą wiadomość.-Rozpoznałam głos Alice, powiedziała to zdanie jednym tchem a dopiero po chwili zauważyła mnie, w jak podłym jestem stanie.-Co się stało?- Dodała przerażona u klękając przy mnie.

-Pokłóciłam się z Lou. On mnie nienawidzi!- Wydarłam się a potok łez dalej nie przestawał płynąć z moich oczu.

-Ej, uspokój się na pewno tak nie jest. Wszystko się ułoży. O co poszło?- Zapytała zmartwionym głosem. Widać, że było jej mi szkoda. Ale wcale się nie dziwię bo sama nie widziałam w lustrze swojej twarzy ale prawdopodobnie wyglądam cała taka pobeczana i rozmazana od tuszu jak wrak człowieka, a to za dobrze nie brzmi.

-Poszło o Harrego ale to już mało ważne. A teraz ty mów co się stało?- Spytałam pozbywając  się z twarzy ostatnich słonych łez.

-Będę musiała wrócić do Polski, jeszcze w tym tygodniu.- Szepnęła mało słyszalnie. Dopiero po chwili do mojego mózgu dotarła ta potworna wiadomość.

-Nie możesz! Czemu? Przecież miałaś zostań na całe wakacje! A nawet i dłużej!- Wstałam patrząc na nią błagalnie.

-To jest wyjątkowo poważna sprawa. Moja babcia wylądowała w szpitalu, miała zawał serca jest w złym stanie, nawet bardzo złym.- Mówiła nadal szeptem. Czemu akurat mi zdarzają się takie rzeczy? Wszystkie osoby które kocham muszą cierpieć!

-Przykro mi.- Szepnęłam współczująco i widząc jak moja przyjaciółka zaraz się rozpłacze, podeszłam do niej wolnym krokiem i przytuliłam ją jak to przystaje na przyjaciela. Ja też byłam nieco obruszona po tej kłótni z Lou, ale mój problem przy problemie Alice to tylko błahostka, ponieważ zawsze była blisko ze swoją babcią, więc nawet nie miała bym prawa prosić żeby jednak została. To by była istna samolubność z mojej strony, a ja nie jestem snobem żeby tak postępować w stosunku do osoby którą kocham, ani mi się śni. Ali poprosiła mnie o pomoc, żebyśmy razem sprawdziły bilety na lot który zaplanowała na pojutrze, oczywiście zrobiłam to bez problemu. Trochę w niemrawy sposób zamówiłyśmy bilet na 15 po południu, ale szczerzę mówiąc może i robiłyśmy to ponuro i nieco leniwie to i tak nie miałyśmy jakichkolwiek zastrzeżeń.

-Chłopaki już poszli?- Spytałam od niechcenia.

-Tak, kiedy dostałam telefon od mamy z wiadomością co stało się z babcią, wyjaśniłam Zaynowi o co chodzi i że to jest naprawdę poważna sprawa, więc  powiedział, że nie będą przeszkadzać i przyjadą tylko jutro się pożegnać.. – Powiedziała łamliwym głosem, na co ja ponownie ją przytuliłam. Tkwiłyśmy tak bez ruchu przez jakiś czas aż w końcu Alice skrucho się odezwała.- Ellen.. Tak cholernie mi się tu podobało. Tak polubiłam tych chłopaków.. A szczególnie Malika, chciałam tak bardzo pobyć z Tobą! Rozumiesz? Z moją przyjaciółką!- Zaczęła ponownie łkać.

-Wszystko będzie okej, jeszcze nie raz do mnie przyjedziesz, rozumiesz? Jeśli stan twojej babci się poprawi to pakujesz manatki i przyjeżdżasz tu do mnie!- Zaczęłam ją pocieszać. Przynajmniej taki miałam zamiar, ale chyba się powiodło ponieważ zauważyłam jak przez łzy pojawia się chwilowy uśmiech. Zwycięstwo! Jednak czasem się do czegoś nadaje. A tak z ni z pietruszki ni z gruszki, to chłopakiem który wpadł jej w oko jest Malik? Moje zdziwienie się kłoni niczym oddany sługa. Nie spodziewałam się, że to będzie Zayn.

-Czyli twoim księciem z bajki jest Zayn?- Zapytałam przez śmiech. Na co od razu dostałam kuksańca w ramię.- Auć! –Skarciłam ją wzrokiem.

-Cicho.- Szepnęła a jej usta wygięły się w kształt banana.

-Jaka mina, moja droga! Teraz zdradź mi co między wami zaszło?- Wyjechałam jak z procy, co było kolejnym powodem kiedy na twarzy Ali pojawiły się kolejne uśmiechy.

-Nic takiego.- Zaśmiała się, a jej brwi znacząco podskakiwały raz w górę raz w dół. Już wiedziałam o co chodzi. Te przejrzyste miny dały mi dużo do zrozumienia i zdradziły jej przebiegłą maskę za którą się ukrywała myśląc, że ucieknie przed rzeczywistą prawdą.

-Całowaliście się! –Krzyknęłam na cały głos.

-Cicho! Jesteś wredna! –Syknęła ciągle się śmiejąc. Ale po chwili spoważniała a jej twarz przybrała ponury widok.

-Co jest grane?- Spytałam zawiedziona, że może tym razem nie wszystko poszło po jej zawsze nastawionej pozytywnie myśli.

-To nie ma sensu,  jeśli taka odległość będzie długo trwała, to wcale nie wyjdzie nam na dobre.- Jęknęła z po wątpieniem zakrywając twarz rękoma.

-Jeśli będziesz w to wątpić to się spieprzy, a jeśli będziesz wierzyć to wszystko pójdzie idealnie, rozumiesz?- Pewność siebie niemal ode mnie biła, nieziemskim żarem. Po godzinie rozmawiania, postanowiłyśmy się ujawnić i wyszłyśmy z pokoju. Mój ojciec co dziwo nie był dziś w pracy, więc od razu zaczęłam z nim rozmawiać na temat tego co się stało w Polsce z babcią Alice, jego mina była współczująca. Stwierdził, że osobiście odwiedzie nas na lotnisko, przecież i tak by musiał. Po chwili poczułam lekko ulgę, przypominając sobie, że mam jeszcze jedną przyjaciółkę u boku, Darcy.

Przez kolejne dwa dni próbowałam dodzwonić się do Louisa, ale najwidoczniej miał mnie głęboko w dupie, za przeproszeniem iż nie miał zamiaru odebrać. Postanowiłam odpuścić, bo jak widać jego zachowanie świadczy tylko o tym, że chociaż jedna rozmowa ze mną nie jest mu na rękę, więc nie będę mu przeszkadzać, nie będę już więcej urażać jego skromnej dumy. Jak widać to nawet nasz szanowny Styles nie miał zamiaru się do mnie odzywać. Tylko Liam zadzwonił czy wszystko ze mną w porządku, zamęczając mnie pytaniami czy aby na pewno dobrze się już czuje. Oprócz tego, że jego dwóch przyjaciół całkowicie oszalało, i przyprowadza mnie o całkowitą męczarnie w której moje myśli kompletnie się gubią już nie mówiąc o normalnym funkcjonowaniu.

 Chłopaki przyjechali na wieczór, ich wizyta nie trwała długo. Tak jak obiecali to przyjechali, dzień przed wyjazdem All. Harry z Lou w ogóle się nie odzywali. Rozumiem Tomlinsona, ale o co chodziło Hazzie? Raczej wolałam unikać tego tematu. Kiedy Alice i Zayn zniknęli w jednym z pokoi, atmosfera między nami zrobiła się nieco sucha i niezręczna. Niall oraz Darcy dostrzegając to postanowili działać próbując co jakiś czas wprowadzić nas w jakąś konwersacje. Widziałam tylko Liama który się do nich przyłączył ale jak widać ja i pozostała dwójka nie miała takiego zamiaru. Spojrzałam tylko na nich teatralnie przewracając oczyma i wyszłam z pomieszczenia zaszywając się w swoim pokoju, ale i tak nikt nie raczył mnie zaszczycić swoją obecnością.  Pozbawiając się ostatnich przerażających myśli, usnęłam z tą okropną świadomością, że jedna z moich przyjaciółek, jutro powraca do domu.

*Rano*

-Dziewczyny pośpieszcie się, powinniśmy już wyjeżdżać!- Krzyknął do nas tata, który był już gotowy do wyjścia. Przez jakiś czas razem z Darcy próbowałyśmy ściągnąć ze schodów dwie ogromne walizki Alice, która wcale nie próbowała nam pomóc. Po chwili mój ojciec pofatygował się i wyszedł na górę aby na pomóc.

Nim się obejrzałyśmy nasze osoby stały już na lotnisku, pocieszając zapłakaną Ali, nie zaprzeczę, że z moich oczu łzy też nie poleciały, ponieważ wypłynęła ich nawet spora ilość. Ostatni raz zawzięcie ją przytuliłyśmy i znikła nam ze swoich zapłakanych oczu…


***
Cześć! Miałam dodać ten rozdział po szkole ale w końcu dodaje teraz x
Muszę przyznać, że to jest pierwszy rozdział który mi się podoba! 
+ mam nadzieję, że wam też się spodoba x 
+ Hahaha kolejna osoba wspomina o książce którą mogła bym wydać, chciałabym ale wątpię :) 
 
Dużo nowych czytelników? Świetnie x
34 obserwujących? jeszcze lepiej <3
  Wyświetlenia: 7050 <3
23 komentarze pod ostatnim rozdziałem, dziękuję :)x!
Ponad 60 osób które informuje na TT AMAZING ! *_*
Jesteście niemożliwi *o*

Dominiko F jeśli to czytasz to SIEMANKO bejbasku <3

Coraz więcej tych długich komentarzy! Nawet nie wiecie jak ja to lubię!
I jest też moja ukochana Curly ;3 Która jest ich mistrzem :)x  
 





sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 17 :)x



Od rana mnie całkowicie mroziło, jeszcze mi przeziębienia brakowało.  Gdy tylko wstałam dom był cały opustoszały co oznaczało, że wszyscy się zmyli. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem po czym zasiadłam przy stole. Otuliłam się kocem żeby zapobiec drganiom spowodowanym zimnem. Usłyszałam, że ktoś wszedł do domu, obróciłam tylko leniwie głowę oczekując jakiegokolwiek osobnika.
-Cześć- W progu  drzwi pojawił się mój tata. Po jego wczorajszym wiadomości uznałam to za trochę podejrzliwe, zważając na to, że mój ojciec nigdy tak nie postępował. Nigdy nie zostawał w pracy na noc.
-Hej, czemu wczoraj nie wróciłeś na noc?- Wypaliłam od razu, żeby nie zamęczać się w środku. Widziałam jak zmieszanie rysuje się na jego twarzy. Czy tak trudno było odpowiedzieć na to pytanie?
-No bo wiesz.. miałem dużo do nadrobienia więc postanowiłem przenocować w biurze, chyba rozumiesz prawda?- Spytał uporczywie, jak by to przed minutą wymyślił.
-Ah, w porządku.- Przytaknęłam. Nie miałam zamiaru go już dłużej męczyć. Może, naprawdę miał dużo zaległości, więc nic mi do tego. Tata spojrzał tylko na mnie z podejrzliwą miną i rozpłyną się w stronę swojego pokoju.  Przetarłam zmęczone oczy i poszłam obudzić dziewczyny. Najpierw wparowałam do pokoju Alice, ponieważ był mi po drodze. Wskoczyłam na jej łóżko i zaczęłam ją łaskotać dobrze wiedząc jak bardzo tego nie lubi.
-Wstawaj śpiochu! –Krzyknęłam wciąż ją łaskocząc.- Ruszaj się!- Byłam bardziej natarczywa na co ona, z zamkniętymi oczami wymachiwała rękami żeby pozbyć się mojej osoby z łóżka.
-Co wy tu robicie?- Spytała Darcy która w tej chwili wleciała do naszego pokoju niczym burza. Ja tracąc panowanie nad swoim ciałem runęłam na podłogę, przez chwilę się nie odzywałam, co wyglądało jakby upadek szczerze mi zaszkodził.
-Ellen? Wszystko okej?- Spytała przerażona Ali (Na moje szczęście już obudzona) kontem oka widziałam jak obie koło mnie uklękły.
-Buuuuuuuu! –Wrzasnęłam, podnosząc się na równe nogi.
-Jesteś beznadziejna! – Oburzyła się Darcy.
-Dokładnie!- Poparła ją Ali.
-Nie znacie się na żartach.- Zaśmiałam się chaotycznie, co jakiś czas łapiąc się za brzuch, który coraz bardziej nabolewał z powodu ciągłego śmiechu. W przerwach moich wybuchów, zauważyłam jak Alice podnosi swoją komórkę która ciągle wydawała z siebie jakiś głośny dźwięk. Przyłożyła ją do ucha i zaczęła się jakaś najęta konwersacja której ani trochę nie mogłam zrozumieć ale jedyne na to wytłumaczenie to takie, że bez przerwy się chichrałam i mogę być z siebie dumna bo po chwili dołączyła się do mnie także Darcy, którą mimowolnie zaraziłam. Niemal tarzałyśmy się po podłodze. Kontem oka zauważyłam jak Alice odkłada telefon.
-Jest jakiś powód który mógł by wyjaśnić czemu się tak śmiejecie?- Zapytała nas skrzywiona Ali. Spostrzegłam jak Darcy przerzuca na mnie wzrok.
-Jest jakiś powód?- Spytała ciągle się śmiejąc.
-Nie wiem.- Syknęłam z wytrzeszczem oczu. Po kilku minutach zdążyłyśmy się opanować i obie siadłyśmy pomiędzy Alice która przez ten cały czas próbowała nam coś przekazać.
-Dzwonił Zayn..
-Co chciał?- Spytałam wchodząc jej w zdanie.
-Uspokój się, właśnie to usiłuje wam powiedzieć, ale jak mam dokończyć skoro..
-Nie biadol, tylko mów po co dzwonił?- Zniecierpliwiła się Darcy.
-Okej, okej. A więc spytał czy może do nas przyjechać. Oczywiście się zgodziłam, bo kiedy chciałam was zapytać o zdanie nie mogłam dojść do słowa. Jesteście beszczelne.- Skrytykowała nas.
-A Louis przyjedzie?- Zapytałam z nutką nadziei, że wpadną jednak wszyscy.
-Jak już mówiłam, to nic o nich nie wspomniał.- Stwierdziła szybko All.
-W porządku.- Przytaknęłam już bardziej ponuro.
-Ej, ej! Widzisz to Darcy?- Zapytała zdumiona Alice, łapczywie przyglądając się mej twarzy.
-Mam coś na twarzy?- Spytałam zdziwiona jej reakcją, po czym sama zaczęłam jeździć rękoma po twarzy jak bym miała zamiar coś z niej zetrzeć.
-Alice, chyba wiem co masz na myśli.- Powiedziała przez śmiech Darcy a jej brwi zaczęły znacznie podskakiwać do góry na co ja wpadłam w całkowite zdezorientowanie. Czyli jednak nie chodzi o moją twarz? Pytanie jeździło mi w głowie niczym przebiegły rajdowca. Wgapiłam się w nie jak opętana. Skrzywiłam twarz w grymasie i czekałam aż coś powiedzą.
-Czy aby mi się zdaje czy nasza droga, zawsze niedostępna Ell..
-Alice! Mów o co chodzi albo zaraz przejdę do rękoczynów.-Przerwałam jej zniecierpliwiona ale i tak nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Podoba Ci się Louis!- Wrzasnęła na cały głos Darcy tak, że moje bębenki aktualnie dostały totalnego bzika.
-Tak! I podoba mi się też Harry i Zayn, Niall a także Liam.- Stwierdziłam nadal udając zdezorientowanie, przed chwilą i może one było w okazałości prawdziwe a teraz? Chyba wiem jednak co im chodziło po głowie! Ja? Louis? Jakoś musiałam je przetransportować myślami na inny trop. Tak, przyznaję podoba mi się Louis ale to nie znaczy, ze reszta nie. Wiem, że to bardziej wygląda na wybrnięcie z sytuacji. Ale polubiłam każdego z nich, mimo, że ten blondas który je dzień w dzień, godzinę w godzinę, minutę w minutę oraz sekundę w sekundę muszę z rękom na sercu powiedzieć, że bardzo mnie irytuje, ale mimo wszystko lubię go i chyba tak pozostanie. Każdy z nich w jakiś sposób na mnie działa i ..
-A Harry?- Wypaliła nagle Ali, wyciągając mnie z rozmyśleń które wciągnęły mnie jak nigdy dotąd, coś podobnego do rutyny, przyzwyczajeń i tak mam już wiele.
-Co Harry?- Spytałam unosząc na nią wzrok. Przed chwilą Lou teraz Hazza, sama nie wiem czy same są pewne tego co mówią.
-Myślałam, że jest coś między wami. Przynajmniej z mojej perspektywy wygląda na to, że on jest Tobą zainteresowany. Ciekawość mnie zżera od środka, więc mów który Ci zawrócił w głowie!- Powiedziała błagalnie Ali, jak by normalnie dała sobie rękę uciąć za kolejną dawkę informacji z mojej strony.
-Powinnaś wiedzieć, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Odpowiedziałam pokrywając moją odpowiedź zupełnym sarkazmem. W sumie to sama byłam ciekaw tego co ja myślę. Raz tkwił w mojej głowię Harry a raz Tomlinson. To już przerastało się w mój kolejnych nawyk, a jest ich spora lista a sama nie jestem pewna czy chociaż część z nich ma jakieś pozytywy. Ale mniejsza z tym, muszę się w końcu zdecydować czego chcę od życia.. a czego nie chcę, bo te moje piekielne niezdecydowanie same w końcu ukarze się chytremu światłu dziennemu i zrobi z tego wielkie halo więc albo teraz albo nigdy.. Ale, że teraz?
-Halo? Żyjesz?- Przed moimi oczami pojawiły się machające dłonie, które w pewien sposób dochodziły do wielkiej mazy, kremowej jakości.
-Żyję! Jakieś kolejne pytanie?- Spytałam mało zainteresowana ich dzisiejszym rozmysłom na temat tego, kto mi wpadł w oko.
-Jesteśmy twoimi przyjaciółkami! No powiedz?- Spojrzała na mnie błagalnie Darcy.
-Ale co?- Usłyszałam za sobą męski głos. Wszystkie trzy się napięcie odwróciłyśmy w stronę nowego przybysza. Do pokoju wszedł uśmiechnięty Harry a po chwili za nim pojawił się Niall i Zayn.- Twój tata powiedział, że was tu znajdziemy. A więc, zdradźcie nam o czym tak zawzięcie rozmawiałyście?- Spytał Harry, biorąc to wszystko na jeden wdech.
-O niczym.- Stwierdziłam szybko, potrząsając głową. Jeszcze mi tego brakowało, żeby Harold dowiedział się, że Alice i Darcy główkują który tak naprawdę bardziej mi się podoba, jeszcze tu jakiejś skali brakowało, kto lepszy a kto gorszy, to już przesada.
-Przecież słyszałem, no nie bądźcie takie tajemnicze!- Hazza zaczął jeździć wzrokiem po twarzach moich przyjaciółek, pewnie sam się domyślił, że ja nie pisnę mu ani słówka, ale nie miał się co łudzić one zresztą też.
- To Ellen!- Krzyknęły równo. Ale co ja? Co one do diabła znów wymyślają.
-Tak, Ellen? Więc, co Ellen?- Nadal wypytywał, widziałam po jego twarzy, że sam się w tym wszystkim gubi. Ja tylko spojrzałam na moje przyjaciółki karcącym wzrokiem, że mimo wszystko mają milczeć jak grup, ale jak widać to nie podziałało.
-Ell, właśnie nam opowiedziała, że śniłeś jej się ostatniej nocy.- Wyznała z uśmiechem Darcy. Ja nie mogąc dalej wytrzymać zaczęłam się krztusić własną śliną. Po prostu nie dowierzałam jak mogła palnąć taką głupotę!
-Ellen, wszystko w porządku?- Zmartwił się Harold widząc jak pobladłam na twarzy, próbując mnie uspokoić poklepał mnie po plecach chcąc zapowiedz dalszym zadławieniom - Chodź!- Pociągną mnie łapczywie w stronę drzwi. Nim się obejrzałam znaleźliśmy się w moim pokoju.
-Skąd wiedziałeś, że to mój pokój?- Próbowałam wyratować się z tego ciągłego milczenia.
-Nie wiedziałem, po prostu wszedłem.- Stwierdził, lustrując każdą rzecz która znajdowała się w mojej sypialni.-Co robiłem w twoim śnie?- Spytał wchodząc w ten temat którego chciałam najbardziej unikać. Bo co mu mam teraz powiedzieć? Zmyślić jakąś historię typu moje sny? To głupie.
-Wcale mi się nie śniłeś. One mają po osiemnaście lat a nadal zachowują się jak dzieci.- Skarciłam je na głos.
-Rozumiem.- Popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem. Przybliżył się nieco, tak że nasze ciała o mały włos się stykały. Była to dla mnie trochę krępująca sytuacja zważając na to, co stało się tu wczoraj z Lou..
Nie musiałam o tym dalej myśleć, bo ktoś uratował mnie od CHYBA nie właściwego zachowania, pukając do drzwi. Sama już nie wiem co czuje. Błądzę we własnych uczuciach. Odrywając oczy od tych niesamowicie zielonych tęczówek skierowałam się aby otworzyć drzwi.
-Cześć! –Zauważyłam przed sobą rozpromienioną twarz Tomlinsona.  Z początku patrzyłam na niego z przenikliwym zdziwieniem jak by był nieproszonym gościem, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że nie spodziewałam się jego osoby w moim domu, ponieważ wcześniej się nie ukazał przed moimi oczyma tak jak i Liam, który pewnie też zaginął w akcji, albo w rozmowie z moim tatą który tak często przeprowadzał z tą dwójką ciężkie konwersacje na temat niemal wszystkiego, ale jak widać im to dość spasowało bo nigdy nie próbowali mu się w jakiś chytry sposób wyrwać, tylko co dziwo zawsze z nim zawzięcie rozmawiali, ja bym tak nie mogła a to mój ojciec.
-Cześć, a co tu robisz?- Spytałam odwzajemniając uśmiech. Te pytanie było trochę z mojej strony nie na miejscu ale wszystko co ostatnio robię i mówię nie jest dość stosowne.
-Nieco szybciej załatwiłem kilka spraw na mieście i oto jestem sam Louis Tomlinson, we własnej osobie! Chyba nie przeszkadzam? –Zapytał spoglądając to na mnie to na Harrego. Nie dziwie się, że te pytanie wypadło z jego ust a po chwili na twarzy pojawiły się zarysy niezdecydowania ,wyglądał jakby przeszkodził komuś w czymś nieźle ostrym, a przecież tu nic nie zaszło!
-Pewnie, że nie. Wchodź.- Zaprosiłam go ochoczo z o wiele większym entuzjazmem i nachyliłam rękę ku drzwiom.
-Idę do reszty.- Stwierdził zmieszany Styles i zniknął za drzwiami. To było niemal dziwne. Chyba, że znów zrobili jakiś chory zakład tylko, że ten polegał by na czymś więcej niż pocałunek? Chyba bym zabiła, nic dodać no i nic ująć . Harry tak po prostu się zmył bez żadnego wyjaśnienia. Louis popatrzył na mnie lekko zmieszany a jego ramiona podskoczyły do góry. Był bliżej mnie niż wcześniej Harry, nasze ciała zaczęły przecierać się nawzajem, spojrzałam na niego, a na mojej twarzy pojawiły się kolejne rumieńce, ten chłopak mnie rozbrajał. Po całym moim ciele przejechał grom dreszczy. Tomlinson wyciągnął dłoń ku mojej twarzy i objął delikatnie mój policzek, jego druga ręka po chwili zrobiła to samo. Nie minęła minuta a nasze usta złączyły się w jedność. Nie mogłam uwierzyć, że to co się teraz dzieję jest istną prawdą. Nasze języki nie mogły się od siebie oderwać, Lou zaczął wodzić rękami po moich plecach, ja zatem wtarłam ręce w jego włosy. W takiej pozycji trwaliśmy przez pewien czas, aż w końcu oderwaliśmy się od siebie i patrzyliśmy na swoje twarze nieco zaskoczeni, pewnie z tak szybkiego potoku zdarzeń.
-Harry..
-Nie jestem Harry.- Przerwał mi, a ja dopiero teraz oprzytomniałam zdając sobie sprawę, że pomyliłam go z Hazzą. Zauważyłam jak jego wzrok błądzi po mojej twarzy, czekał na wytłumaczenie a mój mózg mnie zawodził bo nie mogłam wymyśleć nic co pomogło by się wydostać z tej niezręcznej sytuacji. Totalna klapa.



Cześć! Teraz rozdział jest jakiś mieszany ale powodem tego jest pewnie to, że w połowie dostałam weny, a przy końcu jej zabrakło. Mój mózg mnie czasem potrafi grubo rozczarować. No ale jestem i napisałam :D

Nasz Harry ma już 19 na karku <3

Ps: Jedna dziewczyna upomniała mnie, że zmieniłam sposób w kogo osobie piszę, wiem! Ale zapomniałam was o tym poinformować, ponieważ postanowiłam pisać w osobie Ellen bo tak mi lepiej : )

Pss: Dziękuję za komentarze! Uśmiech mimowolnie się pojawia gdy je czytam : )
Wow już 28 obserwatorów <3

Jej, jak czytam te długie komentarze to aż mnie mrozi z podniecenia <3

KatyK_LouT <3! Zawsze komentujesz moje rozdziały i to od  samego początku <3 Dziękuję bardzo.

Thank you very much everyone!

Psss: Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział, ale w wolnej chwili na pewno :) 

  Truly, Madly, Deeply Truly, Madly, Deeply Truly, Madly, Deeply <3 I love it!


wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 16 :)x



Tego dnia wstałam z uśmiechem na twarzy i byłam dość pozytywnie nastawiona ale jedyny powód mego zachowania to, to , że dziś wracam do domu. Nareszcie. Nie zniosła bym dłużej tego duszącego zapachu i tych ścian które przyprawiały mnie o konkretne mdłości, kilka dni dłużej i na serio wylądowała bym w prawdziwym psychiatryku, ale na szczęście udało się uniknąć tej wizyty bo i tak mojej głupoty nie jest nikt w stanie uleczyć. Przebrałam się w świeże ciuchy w których bez problemu mogłam pokazać się na ulicy, bo uwierzcie, że szpitalna koszula nie jest zbyt wyjściowa co nie zmienia faktu, że dobrowolnie wychodziłam z łóżka w takim stroju bo pielęgniarka wyciągała mnie z niego siłą, ale co się dziwić ponieważ pamięć mojego ojca minimalnie zanikała do zera, niemal kilkanaście razy na dzień powtarzałam mu, aby przywiózł mi jakąś normalną piżamę, ale do niego mówić jak .. nie ważne.

-Gotowa?- Spytała zadowolona Darcy która stanęła naprzeciwko mnie.

Uśmiech nadal nie schodził mi z twarzy, nawet nie wiecie jak cieszyłam się z powrotu do domu. Rzekomo miały być to dwa dni a spędziłam tu prawie tydzień, namawiałam lekarza, że jestem już w stanie wyjść, ale on był zbyt upierdliwy żeby mi odpuścić kolejne badania. Dziewczyny przesiadywały u mnie całe dnie, tak samo jak tych pięciu głupków z którymi nie dało się wytrzymać , zdążyli już kilkakrotnie wywołać zdenerwowanie mojego ukochanego lekarza, który codziennie po kilka razy przychodził do mnie a powodem było to żebyśmy się uspokoili bo nie przebywamy sami w tym szpitalu, ale można powiedzieć, że to i tak nie skutkowało. W sumie za te wizyty serdecznie im dziękuję bo jakbym miała spędzać te dnie sama, zanudziła bym się na śmierć a to by na dobre nie wyszło, dziewczyny też były widocznie zadowolone z obecności chłopaków, ale póki co nie zdążyły mi się konkretnie zwierzyć co się wokół nich działo kiedy ja przysypiałam, a coś działo się na pewno.

-Tak gotowa, możemy iść. A gdzie mój tata?- Spytałam kiedy znalazłyśmy się na korytarzu na którym czekała Ali. Za pewne się spóźni, jak zawsze.

-Twój tata nie mógł po nas przyjechać, przecież wiesz, że jest godzina w której on pracuje. Więc poprosił Harrego żeby nas bezpiecznie odwiózł do domu. Chyba nie masz mu tego za złe?- Spytała z uśmiechem.

-Nie, oczywiście, że nie. Jakoś przeżyje.- Sprostowałam mało poważnie. Tylko czemu akurat wybrał Hazze? Może uwiodły go te loczki? Mówiłam już, że całkiem głupieje? Raczej nie przypominam sobie żeby mój tato wspominał, że jest homoseksualistą albo, żeby zachowywał się jak on..

Moje myśli roztrzaskały się na milion kawałków i w najbliższym czasie postanowiłam, że nie będę do tego wracać, bo to czysta głupota. Migiem znalazłyśmy się w aucie Styles’a który co chwila obdarzał mnie tym swoim szczerym uśmiechem pokazując przy tym swoje dołeczki, które onieśmielały prawie każdą dziewczynę, odwróciłam wzrok całkiem niewzruszona ale to nie do końca była prawda, gdyż swoją twarz skierowałam w stronę okna, uniosłam tam kąciki ust, tak żeby nikt tego nie dostrzegł. Harold co chwile próbował mnie rozśmieszyć robiąc głupie miny, a dziewczyny które siedziały na tylnich siedzeniach ciągle chichotały pod nosem.

-Harry, nie rób z siebie głupka tylko patrz na drogę.-Skarciłam go ledwo co powstrzymując się od śmiechu.

On nie odezwał się już ani słowem i oczywiście nie robił już tych błazeńskich min. Po dziesięciu minutach co dziwo bezpiecznie dojechaliśmy do domu.

-Chłopaki mają zaraz przyjechać.- Uśmiechnął się Hazz.

-Chłopaki?- Na mojej twarzy pojawiła się zdziwiona mina, bo z jego wypowiedzi nic nie zrozumiałam. Czyżby szykowało się coś w moim domu? Przecież dopiero co wróciłam ze szpitala.

-Tak, twój tata zaproponował, żebyśmy dziś zostali u Ciebie jeśli mamy czas i dotrzymali wam towarzystwa.- Powiedział całkiem poważnie.

Mój tata już całkiem oszalał? A w tej chwili po prostu musiałam wrócić do mojej poprzedniej tezy, czyżby mojego tatę naprawdę zauroczyły loczki Harolda? Dziwne. Zaśmiałam się sama ze siebie. Po czym zauważyłam, że dziewczyny razem z Harrym wyczekująco na mnie spoglądają.

-Co Cię tak śmieszy?- Spytała zdziwiona Alice.

-Nic.- Szepnęłam cichutko i otworzyłam wejściowe drzwi. A co miałam im powiedzieć? Ah, pytasz co mnie śmieszy? No wiesz właśnie sobie wyobrażałam mojego tatę który zauroczył się w Hazzie, zabawne nie? Nawet bardzo.

Poszłam do kuchni a reszta rozsiadła się w salonie. Przygotowałam miski z chipsami i przeróżnymi słodyczami, bo jak zawsze tego mi w domu nie brakowało. Usłyszałam dzwonek do drzwi i natychmiastowo skierowałam się aby otworzyć. Oczywiście gdy uchyliłam lekko drzwi wpadłam na mnie czwórka kolesi! Łatwo zgadnąć kto to był.

-Nawet nie wiesz jaki jestem głodny!- Spiorunował mnie wzorkiem Nialler.

-A co mi do tego?- Popatrzyłam na niego krzywo.

On wiecznie był głodny więc co tu począć. A te wyrzuty to nie do mnie, proszę.

-Założę się, że masz coś w lodówce.- Spojrzał na mnie przelotnie i nie minęła sekunda a on już w niej szperał. Jedna myśl która nasunęła mi się w danej chwili do głowy to niewychowany bachor, ale czego by tu innego spodziewać się po Horanie? No właśnie niczego co dobre, ponieważ spędziłam z nim trochę czasu.. oczywiście w szpitalu. Co chwila miał coś w buzi, konsumując kolejną potrawę, nie obeszło się bez zbędnych komentarzy i kłótni typu „Ej zjadłeś to! To należało do mnie!”. Ale mogę stwierdzić, że spodziewałam się takiego napadu na moją wypasioną lodówkę z jego strony, więc dużego zdziwienia nie było.

-Ej, Niall nie ładnie tak.- Wydarł się do kolegi Liam. Po czym popatrzył na niego oskarżycielskim wzrokiem. Oczywiście nasz szanowny Horan nic sobie z tego nie robił dalej wypatrując czegoś zjadliwego.

Po chwili poczułam spory uścisk na swoim ciele, przez kolejną minutę próbowałam się z niego oswobodzić ale to były marne próby, ponieważ Lou nie dawał za wygraną.

-Oh! Nawet nie wiesz jak bardzo się za tobą stęskniliśmy!- Powiedział z ulgą, że w tej chwili może mnie ponownie dotknąć.

-Mów za siebie Tommo.- Zaśmiał się Niall który pozostawił moją lodówkę w spokoju i wziął się za paczkę chipsów którą chaotycznie przeżuwał. Liam i Zayn już dawno powędrowali do reszty domowników którzy siedzieli przed telewizorem jak zahipnotyzowani.

-Oj, przyznaj się, że też się stęskniłeś za naszą kochaną Ellen.- Powiedział teatralnie przewracając oczy.

-Może troszkę, ale pomimo wszystko to ty ciągle o Naszej kochanej Ellen hm, jak by to ująć.. nawijasz? Właśnie tak.- Stwierdził a brwi zaczęły mu znacznie podskakiwać do góry. Ja nic nie mówiąc tylko przysłuchiwałam się uważnie rozmowie tych dwóch matołów. Dojrzałam jak twarz Louisa nabiera koloru malinowego to świadczyło o tym, że się zawstydził.

-Ty za to gadasz ciągle o jedzeniu.-Ratował się Lou, ale za bardzo mu to nie wychodziło.  Zaśmiałam się tylko pod nosem widząc jak Tommo lustruje moją twarz. Trzeba przyznać, że zrobiło się trochę niezręcznie.

-Bo jedzenie to moja miłość!- Krzyknął Niall oskarżycielskim tonem.

-Tak, w tej kwestii nie da się zaprzeczyć.- Stwierdził Louis i na jego twarzy zagościł spory uśmiech. Trzeba się z tym zgodzić ale ta cała ich konwersacja dziwnie zabrzmiała. W tej chwili nabrałam trochę niepewności co do tego o czym rozmawiali. Głodomór wspomniał o tym, że Lou ciągle o mnie gada, a ten próbował się mu odgryźć, że za to on gada ciągle o jedzeniu.. A Niall kocha jedzenie i dlatego o nim bez przerwy nawija, a Lou nie kocha mnie więc jaki sens w ich rozmowie. Zatem już są dwa tematy do których nie powinnam wracać. A tak odwracając się do tego plecami to czyżby Louis naprawdę ciągle o mnie gadał? Ciekawiło mnie jedno, jaki był tego powód? Może kiedyś się dowiem. Zakończyłam swoje rozmyślenia po czym skierowałam się z chłopakami do salonu gdzie wszyscy byli zgromadzeni, zabierając ze sobą zapasy. Przez następną godzinę próbowaliśmy pogodzić swoją inność zdań i wybrać film który by każdemu podpadł do gustu. Po dłuższym czasie wszyscy zgodziliśmy się co do ‘Zmierzchu’, trzeba przyznać, że ten film to ja akurat lubiłam, więc strzał w dziesiątkę jak nie lepiej. Kanapa nie pomieściła nas wszystkich więc, dobrowolnie zwinęłam kołdrę z mego pokoju i usadowiłam się na podłodze zaraz przed wersalką. Nie minęła chwila a przysiadł się do mnie Tomlinson który jak widać nie miał zamiaru dłużej się gnieść z całą resztą, po chwili po drugiej mojej stronie znalazł się Niall który co chwilę coś przeżuwał. Harold spuścił nogi z kanapy, więc bez żadnej zgody postanowiłam się o nie oprzeć.

-Nie za wygodnie Ci?- Wyszeptał mi do ucha Hazz zauważając jak jestem ustawiona.

-Mogło być lepiej.- Zaśmiałam się.

-Cicho!- Uciszył nas Zayn który był umieszczony między moimi przyjaciółkami, jak widać to mu pasowało. Liam też popatrzył na nas karcącym wzrokiem, co oznaczało, że mamy raz na zawsze zamilknąć i tak też się stało. Byliśmy już w połowie filmu kiedy mój komórka cichutko zapikała. Wyciągłam ją z etui i szybko przeczytałam wiadomość, była od mojego ojca. Informował, że nie wróci na noc, tylko zostanie w biurze. Dziwne, przecież nigdy tego nie robił. Zapominając o tym wróciłam do oglądania filmu. Nim się obejrzałam na czarnym ekranie pojawiły się białe napisy które brnęły w dal, oznaczało to koniec filmu. Obejrzałam się za siebie, sprawdzając jak trzyma się reszta domowników i co się okazało? Wszyscy spali rozłożeni na sobie. Rozejrzałam się po bokach i jak się okazało to Niall i Lou także spali lekko pochrapując.

Bezszelestnie wstałam ponieważ nie chciałam narobić niepotrzebnego huku, skierowałam się cichutko do kuchni. Wyciągłam z za kredensu saszetkę proszku który miałam spożywać raz na dzień, ale to nie były jedyny leki które zostały mi wskazane, uwierzcie, że jest ich o wiele więcej. Zagotowałam wodę i wlałam ją do kubka z leczniczą substancją, usiadłam przy stole co chwile biorąc mały łyk, próbując przy tym nie poparzyć języka, ponieważ woda był wrząca i tak bez tego się nie obeszło. Wstając z krzesła zahaczyłam koszulką na co one spadło rozdźwięczając się po całym domu. Huk był ogromny, miałam tylko małą nadzieję, że nikogo nie zbudziłam ze snu. Kończąc napój który wcale a wcale nie przypadł mi do gustu skierowałam się wolnym krokiem do pokoju. Usłyszałam za sobą cichy szelest, a w ciemności ujrzałam przechodzącą sylwetkę. Mrukłam coś pod nosem z nadzieją, że to tylko moja mała paranoja która od czasu do czasu ukazuje się światłu dziennemu. Odwróciłam się i już szybszym krokiem podreptałam w stronę mej sypialni. Otwierając drzwi o mało co nie wydarłam się na cały głos iż poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie. Nieco się uspokoiłam gdy usłyszałam zaspany głos.. Louisa.

-Czyś ty kompletnie zwariował?- Spytałam a serce dalej biło mi jak szalone, że sama się temu dziwiłam, ale powodem chyba już nie był strach przed jakimś osobnikiem który już w tej chwili się ujawnił a powód był taki, że dłonie Tomlinsona dalej spoczywały na moich biodrach co minimalnie przyprawiało mnie o drobne dreszcze.. drobne to chyba one nie były.

-Przepraszam, nie chciałem Cię przestraszyć. Nie chcę na Ciebie składać ale to ty mnie obudziłaś.- Zaśmiał się. Ja tylko skarciłam go wzrokiem po czym pociągnęłam za nadgarstek do mojego pokoju, włączając momentalnie światło.

-Teraz nie zwalaj na mnie.- Powiedziałam już opuszczając z tonu.

Lou nic się nie odzywając usiadł na skraju łóżka, ja podreptałam za nim i klapnęłam koło niego.

-Ładnie tu masz.- Stwierdził uważnie rozglądając się po pokoju.- A tak zbaczając z tematu to ile muszę dać Ci czasu?- Dodał nagle, obracając się w moją stronę.

-Czasu na co?- Spytałam nieco zdezorientowana.

-Na to, żeby uznać mnie za człowieka który jest wart wszystkiego.-Powiedział z bijącą pewnością którą można było rozpoznać w głosie.

Zaraz, zaraz. Skądś kojarzyłam te słowa, przez chwile nie mogłam temu dowierzyć. Tak, teraz już pamiętałam dlaczego te słowa tak znajomo obracały mi się głowie. Pierwszego dnia, gdy znalazłam się w szpitalu, obudziłam się w nocy i dostrzegłam, że Lou śpi siedząc na krześle i wtedy mu to powiedziałam, że mam nadzieję, że poznam go na tyle dobrze aby uznać go za człowieka godnego wszystkiego. Ale ze mnie głupek, teraz to było oczywiste, że on wcale nie spał.

-Yhm, czyli z tego co wynika, wnioskuje, że nie spałeś?- Popatrzyłam na niego wyczekując odpowiedzi.

-Nie mógł bym zasnąć na tym nie wygodnym krześle.- Zaśmiał się. Kiedy zobaczył, że mi ani trochu nie jest do śmiechu, spoważniał.- Kiedy ujrzałam, że się budzisz postanowiłem, że trochę poudaje, bo nie chciałem się natchnąć na twój ostry charakterek.- Szybko dokończył zdanie.

-Aż tak bardzo mnie nie lubisz?- Spytałam wbijając wzrok w podłogę.

-Ej, no przestań. Ja Cię nie lubię tylko dlatego, że Cię uwielbiam, rozumiesz?- Obdarował mnie kolejnym uśmiechem po czym podniósł mój podbródek ku górze. Spojrzałam na niego, wbijając wzrok w te idealne lazurowe oczy. Patrzyliśmy na siebie tak przez chwile, aż w końcu.. zapytałam.

-Lou, mam do Ciebie takie pytanie.- Powiedziałam trochę nieśmiało, zważając na to, że to co powiem jest delikatnie mówiąc nie na miejscu.

-Słucham?

-Czy ty nie masz przypadkiem dziewczyny?- Spytałam wracając do jego oczu.

Prze chwilę patrzył na mnie zmieszany, ale po jakimś czasie jego twarz przybrała pewności. Chciałam o to zapytać tylko dlatego żeby później niczego nie żałował, bo jak było w moim śnie, w późniejszym czasie okazało się, że ma kogoś a ta sytuacja wcale nie była dla mnie miła.. ani trochę.

-Nie, nie mam. Jak byś zapytała o to dwa tygodnie temu to powiedział bym coś innego.- Odpowiedział spokojnie. Czyli wcześniej był z kimś związany. Ciekawe. Może i dobrze, że zapytałam o to w takiej chwili bo czar danej sytuacji prysł jak nigdy. Nie chodziło o to, że nie przepadam za Lou, tylko po prostu za bardzo mną poniosło, a nie jestem pewna czy dość poznałam tego chłopaka na tyle, żeby już mieć coś ze sobą wspólnego. Zatem nie wracając już do tematu, zaproponowałam Louisowi żeby przespał się w pokoju obok, ten może opornie to zrobił ale mimo wszystko zgodził się.



 ***




Postanowiłam, że dziś napisze rozdział i tak też zrobiłam. Ponieważ ferie się skończyły to kolejny dodam dopiero w sobotę, jeśli wszystko się uda. Mamy tu trochę głodnego Horanka no ale czemu nie<3 Uwielbiam tego blondasa i tyle. Następnie jest słodki Harry, może w next rozdziale będzie o nim więcej. Ale nie łudźcie się, że wszystko będzie perfekt bo w moim opowiadaniu nigdy a nigdy. Bo po to, to piszę żeby kąp likować naszej biednej Ellen te mało skromniutkie życie, to tyle z mojej strony na ten temat.


 (Jutro idę z klasą na łyżwy, módlcie się żebym nie połamała nóg :D)


+Carly! Cieszę się, że tak sądzisz <3 
Cieszy mnie coraz większa ilość komentarzy <3


Dziękuję wam wszystkim :3
Ps: Uwilbiam ten gif z Hazzą <3 

Hahaha koniecznie oglądnijcie ten filmik z chłopakami, sama przed chwilą znalazłam x ;
  http://www.youtube.com/watch?v=emJ_i6o7Vxw