piątek, 1 marca 2013

Rozdział 22




Minęły kolejne dwa tygodnie. Stan pogody nieco się poprawił wraz z moim humorem, który czasem samą mnie przyprawiał o męki. Ostatnimi dniami zauważyłam, że Dracy i Niall bardzo się do siebie zbliżyli, a słowo ‘bardzo’ to i tak chyba za słabe określenie. Alice coraz rzadziej dzwoniła i prawie w ogóle nie pojawiała się na znanych mi portalach internetowych, przez które często się z nią kontaktowałam. Zauważyłam też, że Zayn chodzi ostatnio coś przybity, kilka razy próbowałam z nim porozmawiać ale zawsze udawało mu się wykręcić jakimiś wymówkami których ja niestety nie mogłam poprzeć. Liam przez ten ostatni czas często przyprowadzał do nas Dan, w związku z tym mogłam ją poznać i okazało się iż jest naprawdę świetną dziewczyną z którą można pogadać niemal o wszystkim. Za to jeśli mam wspomnieć o Harrym, przechodził kryzys swojego wieku. Ponieważ raz latał niemal jak w skowronkach, a raz jak wcielone zło które wszystko burzyło co stało mu na drodze, czasem naprawdę mnie przerażał. Muszę przyznać, że nasze kontakty ze sobą nieco się zmniejszyły, od kiedy jestem z Lou a on z Tay, mniej ze sobą rozmawiamy. Trochę mnie to zaczęło przerastać ale co począć jak widzę gdy sam nie ma czasem ochoty na mnie patrzeć, od tego aż się przykro robi.

***

Louis pojechał z Liamem i Niallerem oraz Darcy do miasta. Ja za bardzo nie miałam ochoty na włóczenie się, zważając na to, że przez tą chorą pogodę trochę się pochorowałam. Taka fajna rzecz, kiedy jest brzydko na dworze jestem zdrowa jak rydz a kiedy znów robi się ciepło ja muszę dostawać jakiegoś napadu kaszlu. Kiedy tylko Zayn zauważył, że został ze mną i Hazzą sam na sam, także się zmył, a gdzie? Tego chyba nikt nie wie. Jedno jest wiadome, chciał uniknąć po raz kolejny rozmowy ze mną i tak w końcu do niej dojdzie. Bo muszę wiedzieć co tu jest grane. Więc jak już wiecie zostałam sam na sam z szanownym Harrym, który zapewne przez ten cały czas się do mnie nie odezwie, nie piśnie ani słówka. Wyszłam z pokoju Lou i skierowałam się do kuchni. Na początku szłam do kuchni z myślą iż spotkam tam Hazze, ale najwidoczniej moje przeczucia się pomyliły co do jego obecności w takim miejscu bo to w sumie nie Niall. Sięgnęłam po szklankę która była zamieszczona na najwyższej półce.

-Wiesz kiedy reszta wróci?- Spytał z nagła Harry. Nieco mnie przestraszył a efekt był taki, że szklanka wyleciała mi z rąk i wylądowała na płytkach tucząc się w drobny mak.-Co ty robisz do cholery?- Wrzasnął na mnie wściekły. Byłam trochę zdziwiona jego reakcją, a bardziej zawiedziona tym, że tak podle mnie traktował jakbym była dosłownie nikim, jakąś ścierą posiadającą brak jakich kol wiek uczuć.

-Przepraszam…- Popatrzyłam na niego a oczy momentalnie się zaszkliły. Moje łzy często wypływały. Inni mogli uważać, że płacze bez powodu, ale ja zawsze jakiś miałam. Wszyscy mamy ten powód w środku, w samej głębi nas. A największym to było, to że tak mnie traktuje. Przecież to była tylko szklanka nic szczególnego chyba, że dla niego szklanka to ważna rzecz, bo jeśli tak to zakupie mu takich sporo. Zastanawiając się co mam zrobić, po chwili namysłu uklękłam na podłodze i zaczęłam zbierać większe kawałki szkieł. Oczywiście Harry ani rusz żeby mi pomóc tylko przyglądał się mi z głupią miną i kpił jak nigdy, było to widać niemal gołym okiem. Kiedy już prawie kończyłam zbierać większą warstwę, szkło z dość ostrym kantem wylądowało na mojej dłoni, po czym natychmiastowo puścił się z niej wulkan krwi. Było to dość głębokie przecięcie. Oczywiście nie zrobiłam tego świadomie, lecz chwila nie uwagi i bach. Styles natychmiastowo zareagował uklękając przy mnie.

-Bardzo boli?- Spytał biorąc moją rękę.

-Nie dotykaj mnie.-Powiedziałam z wyrzutem. Byłam na niego wściekła o ten cały teatrzyk, najpierw zachowuje się jak by nic nie widział poza własnym ogonem, a teraz jakby wskoczył za mną w ogień. Takie zachowanie przypomina mi kogoś mało odpowiedzialnego.

-Poczekaj tu, za chwilę przyjdę.- Odpowiedział i zmył się za drzwiami.

Moje myśli były całkowicie roztrzaskane niczym te kawałki szkła, które sama stworzyłam. Zawsze muszę doprowadzić do jakiejś katastrofy. Trzeba przyznać, że żyję po to aby ciągle coś psuć i zmieniać na gorsze. Chyba można powiedzieć, że jestem wcielonym złem nawet w dosłownym sensie! Nim się obejrzałam Harold stał koło krzesła kuchennego, a po chwili usiadł na nim, podstawiając naprzeciwko siebie drugie.

-Chodź tu i siadaj.- Powiedział i wziął ponownie do rąk czerwone pudełko, na pierwszy rzut oka było widać, że jest to apteczka. Mruknęłam coś tylko pod nosem i po chwili ociągania się, poszłam w jego stronę.-Daj rękę.- Szepnął cichutko, że ledwie było go słychać. Kidy tylko dotknął mojej dłoni, dreszcze objęły całe moje ciało, na jego lodowate palce od razu się wzdrygnęłam. Harry widząc moją reakcje od razu na mnie spojrzał. -Przepraszam-Powiedział nadal szepcząc. Tylko na niego popatrzyłam ale nie odzywałam się ani słowem i tak nie wiedziałabym co powiedzieć to co za różnica? Raczej żadna.- Przepraszam za to, że ostatnio zachowywałem się jak skończony palant. Za to, że Cię unikałam, byłem taki nie miły i oschły, ja tylko próbowałem uniknąć tego…

Styles zamilkł i przez chwilę spoglądał w moje oczy koloru whisky. Nasze twarze powoli zaczęły się do siebie zbliżać. Mogłam wcześniej nad tym pomyśleć, że ta cała sytuacja w której obydwoje tkwiliśmy była nieunikniona. Wiedziałam, że coś mnie przyciąga do tego chłopaka, ale do końca nie byłam pewna co to było. Nie minęła sekunda a poczułam jego usta na swoich. To trwało jakby wieczność. Przerażało mnie to ale przyjemność i taka dawała w górę. Kiedy nasze języki skończyły ten szalony a zarazem niedozwolony taniec, oderwaliśmy się od siebie, a na mojej twarzy rysowało się zagubienie.-Właśnie tego.-Dokończył to co zaczął przed naszym czynem a raczej jego. Zamurowało mnie już całkiem.

-Harry nie powinniśmy…- Zaczęłam a wyrzuty sumienia zaczęły się dobijać tylnymi drzwiami. Ponownie na mnie spojrzał lecz nie zważając na moje słowa zrobił do jeszcze raz, bardziej stanowczo. Ujął dłońmi moją twarz i zaczął mnie gwałtownie całować, przyznam bez bicia, że czułam motylki w brzuchu, czułam że potrzebowałam przez ten czas Harrego, czułam że żyję…

-Kocham Cię.- Szepną Cichutko do mojego ucha a opuszkiem palców przejechał po moim policzku. Na ciele poczułam przypływ zimna. Dreszcze pojawiły się jak na zawołanie. On mnie kocha? Czy to jawa czy też sen? To niemożliwe.

-Harry…- Spojrzałam na niego już całkiem przerażonym wzrokiem.

-Nie bój się Ellen. Nie pisnę słówka Louisowi, nie dowie się o tym. Wiem, że go kochasz, widzę to lecz wiem też iż ja nie jestem Ci obojętny. A jeśli się mylę… to mi to powiedz?- Spojrzał na mnie tajemniczym wzrokiem który nic nie ujawniał ani zaciekawienia, ani smutku czy też aby szczęścia, po prostu nic. Moja twarz pozostała w takim samym stanie, nie miałam nic do powiedzenia. Czułam, że jak cokolwiek odpowiem będzie to źle odebrane, gdybym powiedziała, że nic do niego nie czuje zabolałoby go a sama nie wiedziałam czy na pewno nie darzę go żadnym uczuciem oprócz przyjaźni. Była to jedna wielka zagadka, na którą w teraźniejszym czasie nie miałam odpowiedzi. Posiadałam tylko jedną nadzieję, że w końcu tą odpowiedź znajdę i rozwiążę to całe zamieszanie w którym tkwiłam. Nic nie odpowiedziałam, siedziałam jakby mnie żywcem przyszyli do tego krzesła. Mogłam tylko w myślach jęczeć i katuszować się z bólu, że krzywdzę wszystkich mi bliskich ludzi. Harold popatrzył na mnie, przytakną głową i skierował się do wyjścia. Podniosłam się w ostatniej chwili z krzesła i runęłam jak huragan w jego stronę.

-Harry!- Stanęłam przed jego osobą. Nie powiedziałam już nic więcej. Objęłam jego twarz rękoma i zamieściłam na jego ustach skromny pocałunek w swojej własnej wersji. On z początku troszkę się zmieszał w powodu mojego wyczynu, sama nie byłam świadom tego co zrobiłam. To było trochę pochopne, ale nie wiem czy mogłam tego żałować. Styles zerknął na moją twarz po raz ostatni, uśmiechną się łobuzersko i wyszedł na zewnątrz przepuszczając przez drzwi oziębły wiatr. Wsiadł do auta i odjechał. Zostawił mnie samą z tymi nieokrzesanymi myślami. Usiadłam na podłodze opierając się o blat kuchenny, sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A za wszelką cenę chciałam uniknąć tego całego przedstawienia, to na pewno nie było jeszcze zakończone. Przez tą jedyną chwilę czułam się szczęśliwa ale nie, oczywiście wszystko się musiało spieprzyć, tak jak działo się to regularnie. Jak już wspominałam kwestia przyzwyczajenia. Poczułam zimno na tyłku i postanowiłam przenieść się z podłogi do sypialni Lou. Kiedy już się tam znalazłam, postanowiłam się jakoś od stresować i wyszłam na olbrzymi balkon. Wyciągnęłam z bluzy moja lekarstwo na stres, czyli papierosy. Od razu mocno się zaciągnęłam i wypuściłam z ulgą dym. Oparłam się o barierkę i zamknęłam lekko powieki.

-Możemy porozmawiać?- Odwróciłam się zaskoczona czyimś głosem. Jak się okazało za moją osobą stał Zayn. Widać, że był bardzo przygnębiony.

-Taak! Ciągle próbuje to zrobić!- Spojrzałam na niego z wyrzutem przypominając sobie jak ciągle mnie unikał. Ale po chwili postanowiłam, że nie będę już taka oschła ponieważ jego twarz ukazywała widoczny smutek. Przystanął obok mnie a po chwili również oparł się o barierkę.

-Co jest grane?- Zapytałam patrząc przed siebie.

-Mogę?- Zignorował moje wcześniejsze pytanie i nie czekając na pozwolenie wyjął z mojej ręki papierosa a po chwili również się nim zaciągał.-Męczy mnie to wszystko.-Dodał po chwili.

-Męczy? Ale co?- Zapytałam nieco zirytowana, że nie mówi pełnymi zdaniami.

-To, że nie może być tu ze mną i to, że chyba nigdy nie będziemy razem.-Odpowiedział i zerknął na mnie czekając na jakąkolwiek reakcje.-Mówię o Alice.-Dodał po chwili widząc zdezorientowanie na mojej twarzy.

-Czemu sądzisz, że nie będziecie nigdy razem? Po za tym sam wiesz jak trudno było jej z powodu babci, nie może tu przylecieć za pomocą pstryknięcia palcem, to nie skasuje jej problemów.-Odpowiedziałam pewniej niż sam Malik.

-Ona nie chcę.-Mruknął pod nosem jakby od niechcenia.

-Czego nie chcę?- Zapytałam nie wiedząc co chodzi mu po głowie.

-Nie chcę tu przyjechać. Z jej babcią już w porządku. Alice powiedziała, że to nie ma sensu.-Odpowiedział a jego oczy się zaszkliły.

-Zayn…- Szepnęłam cichutko i momentalnie go przytuliłam. Kiedy już się ogarnął postanowiliśmy po raz kolejny zakosztować nikotyny, ale niestety ktoś nam w tym przeszkodził.

-Fu! Śmierdzisz!- Krzyknął do mnie Lou który stał zaraz za mną.

-Louis sam śmierdzisz!- Popatrzyłam na niego ze śmiechem.

-Ja spadam, nie chcę słuchać tych kazań!- Zaśmiał się Malik i zniknął nam z oczu.

-Nie powinnaś palić tego świństwa!- Stwierdził Tommo oskarżycielskim tonem.

-Eh, Louis i tak tego nie pojmiesz.-Mruknęłam pod nosem.

-Powinnaś to rzucić… dla mnie.-Szepnął robiąc przy tym maślane oczy.

-Tylko nie ten wzrok!- Zaśmiałam się.-Okay, zobaczymy co da się zrobić.-Syknęłam dając się uwieść jego spojrzeniu. Po chwili obydwoje pomaszerowaliśmy do całej reszty.

-Pakujecie się już?- Zapytał Niall który pojawił się znikąd.

-Co?- Zapytałam zdezorientowana.

-O kurcze! Zapomniałem Ci powiedzieć. Lecimy jutro do Paryża.- Powiedział tak zwykle jakbyśmy jechali do mojego domu, a to był Paryż! Chyba, że się przesłyszałam?

-Co ty gadasz Lou? Naćpałeś się czy co?- Patrzyłam na niego jak na wariata a on miał głupkowatą minę i zgrywał się jak nigdy.

-Niespodzianka?- Krzyknął śmiejąc się.

-Naprawdę lecimy do Paryża?- Zapytałam z nie dowierzeniem Nialla, który stał naprzeciwko.

-Tak! Więc się pośpieszcie bo robimy to z samego rana!- Zaśmiał się Nialler. Jego śmiech naprawdę był niepowtarzalny.

Klepnęłam Tomma w ramię z oskarżycielskim spojrzeniem, które niemal zabijało.

-Pożałujesz jeszcze tego.- On popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.- Jesteś kochany! -Dodałam po chwili wskakując na niego.

-Ty też!- Zaśmiał się i pocałował mnie w czubek głowy.

***

No to z trudem dodałam 22 rozdział! Ale jakoś się udało, pisałam go dwa dni :c nie wiem co się ze mną dzieje!

+Jeszcze jedna sprawa. Chciałabym żebyście pisały w komentarzach co spodobało wam się najbardziej w rozdziale, czego wam brakuje, co doceniacie itd. Wiem, że jestem wymagająca ale komentarze typu świetnie czy tam fajny rozdział, nie motywują mnie w ogóle do pisania. Jeśli chcecie następny rozdział to pokarzcie mi, że wam zależy x

Piszę po raz drugi, jeśli ktoś chętny to, to jest moje nowe opowiadanie J : http://smileforlifex.blogspot.com/
























sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 21 :)x



Wieczór zapowiadał się dość ponuro. Pogoda już ostatnim czasem dawała siwe znaki. Sądzę, że ciągły deszcz i chlapy na doradzę to raczej nie mój klimat. Jak na razie to zapowiadało się jeszcze gorzej, gdyż oprócz deszczu nastąpiły przeraźliwie głośne błyskawice i mogę powtórzyć to wielokrotnie iż ulubieńcem takich pogód to ja nie jestem i mogę przysiąść, że raczej nim nie zostanę. Z tego co dostrzegłam za oknem to zapowiadało się na ostrą burze. Na szczęście w pokoju towarzyszył mi ktoś jeszcze, tym osobnikiem był Louis. W końcu to u chłopaków miałyśmy zatrzymać  się na jakąś godzinę czy też aby dwie, lecz wyszło jak wyszło i zostałyśmy na dłużej. Chodź Lou nie w dosłownym sensie mi towarzyszył, ponieważ we wrzasku tych okropnych piorunów postanowił uciąć sobie drzemkę. Jego sen był tak kamienny, że nawet grat stukający o szybę, robiąc przy tym straszny huk nie mógł go wybudzić z tej bajkowej krainy wszystkiego co możliwe. W sumie to nie powinnam się dziwić jego zmęczeniu iż ciągłe wywiady mogły wyprowadzić człowieka z równowagi i wlepić w niego naklejkę „Nie warz się przeszkadzać, padam z nóg bo gmach roboty”. Trzeba przyznać, że nie była to praca fizyczna tylko umysłowa która równie mocno przyprawiała o ciągłe prośby przerwy czy też spokoju. Mówiąc z ręką na sercu ja na miejscu chłopaków, raczej nie wytrzymała bym pod względem umysłowym. Pisałabym się bardziej na prace fizyczną, nie lubię wysilać umysłu, brudne ręce? to mi bardziej odpowiada.  Jak widać lubię sobie komplikować nie tylko życie ale też i myśli. Pewnie zastanawia was gdzie podziewa się reszta domowników, więc zacznę od Liama, gdy tylko dostał telefon a doszły mnie słuchy, że był on od Danielle, szybko zwinął manatki i ruszył autem w drogę. To trochę przerażające bo gdy tylko przypomnę sobie śpiączkę to wszystko wygląda tak samo, nie chodzi mi teraz o życie lecz o ludzi, Harry i Lou oraz Danielle która także realistycznie jest dziewczyną Liama, a tego bym się nie spodziewała, jednak moja wyobraźnia lubi płatać mi figle więc nie ma co się dłużej dziwić. A wracając do Liama Muszę przyznać , że mu się poszczęściło, ponieważ wyjechał wcześniej i na dworze zapewne nie napotkał się na ten balujący huragan, był tak wściekły niczym pies. Zayn również jak ja i Tommo zaszył się w pokoju i zgaduje, iż napadł go sen zimowy. Zatem pozostał mi tylko Niall i Darcy których ostatnim razem widziałam pochłoniętych w rozmowie (Dla mnie jak zawsze mało zrozumiałej, ale o tym już zdążyłam wspomnieć, że nie trawie potoku wymieniających się zdań tej dwójki) Robiąc sobie herbatę aby mnie ogrzała przed nadchodzącymi dreszczami, dostrzegałam Nialla który co chwila rozgaszczał na przeciw lodówki, bez przerwy coś konsumując, a moja droga Darcy najwidoczniej nie umiała oprzeć się jego pokusie i nie była dość zdolna do tego by mu odmówić i także zajadała się tymi smakołykami, jeszcze nie raz jej to wypomnę kiedy będzie marudzić, że jej tyłek jest za duży. Oboje co sekundę mielili zębami raz w górę a raz w dół.
***
Leżąc na łóżku, co chwilę przewracałam oczami to na Louisa to znów na okno, próbując dostrzec co dzieję się na dworze. Z czasem przed moimi oczyma pojawiała się prawdziwa nicość , nie to nie było żadne porównanie, przenośnia czy też fikcja ani nic z tym związane. Po prosu nicość. Za oknem z czasem było ciemniej niż w najgorszym zakamarku przebiegłego zła. Nie chcąc patrzeć już na tą okropną pogodę która przyprawiała mnie o momentalne wdechy i wydechy, oczywiście w dosłownym sensie, bo jak tu inaczej reagować. Skutecznym ruchem odwróciłam całe swoje ciało w stronę Louisa. Lustrowałam każdy szczegół jego twarzy, wszystkie te niedoskonałości które były mało widoczne, ale dla mnie i tak perfekcyjne. W tej chwili uświadomiłam sobie, że zegar ciągle tykał mi tuż, tuż przed nosem. Tego dnia poczułam iż jestem całkowicie spełniona, załapałam rytm w życiu i poszłam we właściwą drogę którą był Tomlinson,  tak przynajmniej mi się zdawało Ni z gruszki ni z pietruszki naszła mnie myśl na temat tego jaką byłam osobą, a jaką nadal jestem. Mogę porządnie stwierdzić, niemal z ręką na sercu, że nigdy nie porównałabym się do więźnia zasad. To jest człowiek który jest w nich uwięziony, który się do nich stosuje. A ja taką osobą nie byłam nigdy, zawsze omijałam je gromymi krokami. Raczej wszystkie zasady były moimi osobistymi więźniami, ponieważ to ja królowałam nad ich łamaniem, a nie nigdy one nad moją osobą. Tak czy owak byłam pewna, iż teraz może być tylko lepiej, nawet musi! Bo nie mogłabym dopuścić do myśli gdyż miało by się potoczyć inaczej.
-O czym myślisz? –Głos Lou, zupełnie wyrwał mnie z dalszych przemyśleń. Zmrużył nieco zaspane oczy i dalej wpatrywał się pytająco w moją twarz.
-O tym co będzie dalej, o tym co się stanie.-Odpowiedziałam w połowie mówiąc prawdę, nie byłam w stanie opowiadać mu od sedna z jakiego powodu się tak zamyśliłam.
-Dalej męczy Cię temat Harrego?- Spytał spokojnie lecz w jego oczach dostrzegłam małą iskierkę nadziei, która aż błagała abym powiedziała stanowcze NIE. Choć minę miał jak ze stali i ledwo co dało się z niej cokolwiek wywnioskować to i tak po jego oczach zanoszących się tym cholernie niesamowitym błękitem dostrzegłam, iż cała ta sprawa nieźle go dręczy. Mimo wszystko chciał prawdy, a ja bratniej duszy z którą będę mogła przedyskutować wszystko. To miał być związek oparty na prawdzie i wzajemnym wsparciu, więc postanowiłam z nim rozmawiać także na tematy które nie dają mi spokoju. A Harry właśnie takim był. Nie zwracając uwagi na to, że wcale moje wcześniejsze zamyślenie nie dotyczyło Hazzy, ponieważ w tamtej chwili moje zainteresowanie nie krążyło koło niego to i tak postanowiłam wykorzystać daną sytuacje i zagłębić się w temat Stylesa, rozmową z Lou.
-Wiesz, Louis ja miałam tą szansę iż moja polegała na tym kogo wybiorę, oczywiście dokonałam wyboru i padło na Ciebie lecz mogę krzyczeć, wyrywać się, tupać nogą jak sześcioletnie dziecko to i tak nie zaprzeczę, że Harry nie zapadł mi w pamięci, ponieważ to opierało by się na kłamstwie, a ja nie chcę w nim tkwić…
-W porządku, jestem tego świadom…- Dodał swoje trzy grosze przerywając mi przy tym.
-Nie skończyłam mówić, nie przerywaj.- Zrobiłam to samo co on przed chwilą i wtrąciłam mu w zdanie. Tommo skiną tylko posłużenie głową.
-Zatem otrzymałam tą szansę, ale na początku dałam plamę i tego nie doceniłam, pozostawiając Ciebie i Harrego w kropce. A to nie było z mojej strony dość stosowne ani też uczciwe. Zachowałam się jak typowy samolub i jestem w stu procentach tego świadoma i muszę przyznać, że naprawdę mi z tym źle. Gdy siła woli postanowiła do mnie wrócić, to postawiła mnie w efektownej sytuacji, ponieważ Harry oświadczył mi iż zadurzył się w Taylor, ona nie była w takiej sytuacji dla mnie rywalem lecz deską ratunkową, której tak bardzo potrzebowałam. Była to bowiem odpowiednia chwila abym nareszcie się przed Tobą otworzyła i wyznała jak bardzo żałuje wcześniejszych zachowań, oraz jak bardzo mi na Tobie zależy. Wiem, że dużo gadam, a mówi się że jak ktoś dużo mówi to mało robi. Ale ja taka nie jestem, jak coś mówi to robię to zaraz po tym i nie zamierzam się od tego odwracać choćby nie wiem co miałoby się dziać, jestem stanowczą osobą i nie lubię robić czegoś wbrew sobie a zapewne to by było takim działaniem. Wiem, robię się coraz nudniejsza i zaraz pewnie na serio nie wytrzymasz i odpłyniesz.- Na tym zakończyłam swoją wypowiedź i wymownie na niego spojrzałam. Po raz pierwszy pod czas tej rozmowy spoglądając w jego twarz, zauważyłam że w mgnieniu oka zmieniła się w widoczne zdziwienie. Jego oczy były szeroko rozwarte, w takiej samej pozycji tkwiły usta. Tomlinson widząc, że skończyłam swoją wypowiedź, ani dłużej nie zwlekając objął moją twarz w dłoniach i postanowił zasmakować moich koralowych ust. Ten pocałunek był inny, wyjątkowy a co po pierwsze to stopniowy legalny. Taki prawdziwy, czuły namiętny a zarazem delikatny. Czułam w sobie niemal wszystkie oplatające nas, pozytywne emocje.
-Nawet jeśli miał bym Ciebie kochać i ucierpieć na tym to wolałbym tą opcje niż nie zaznać tej miłości w ogóle. – Powiedział jednym tchem, a te zdanie pokrył takimi emocjami które nam nie towarzyszyły nigdy dotąd.
-Nie będziesz cierpiał przeze mnie, na pewno nie z mojego powodu.- Odpowiedziałam sumiennie, gryząc się w myślach, że chociaż przez chwile mógł pomyśleć, iż świadomie go skrzywdzę. Momentalnie przed oczami pojawiła mi się taka wizja, była to fikcja lecz serce i tak niemal krajało mi się na taki obraz. Lekkie uczucie pękało w środku.
Wysłaliśmy w swoją stronę ostanie uśmiechy zrozumienia i oboje zaznaliśmy poprzednich pozycji. Louis z powrotem opuścił głowę na pierzynę, zamykając przy tym powieki a ja ułożyłam się na jego klatce piersiowej. Dalej zaczęłam pogrążać się w tych nie okrzesanych myślach, które dotyczyły przyszłości. Zdałam sobie sprawę iż większe tempo Cie nachodzi tym szybciej zapominasz o tym co było, ja właśnie tak miałam. To wszystko co działo się wokół było takie płytkie i niepamiętne. Nadal płatając sobie figle tymi rozmyśleniami zdałam sobie sprawę, że było mi dobrze a wciąż szukałam problemów, które i tak niebawem się pojawią. Każda taka myśl, atakowała mnie od środka niczym zawzięty rywal. Nie było osoby która mogłaby wyręczyć mnie w tych problemach. Pomoc z kogoś strony była by niemal jak rzucenie wyzwania. Wsłuchując się w rytmiczne serce Lou które bębniło mi do ucha, prawie zasnęłam, dosłownie prawie.
-Sorry, że przeszkadzamy ale właśnie wychodzimy do kina!- Krzyknął Niall opierając się o framugę drzwi, za nim stała rozpromieniała Darcy.
-Wy to znaczy kto?- Spytałam spoglądając znacząco na Louisa który efektownie się zaśmiał wiedząc co mi chodzi po głowie.
-No ja i Niall.- Wtrąciła Darcy.
-Aha, a więc idziecie razem, sami?- Spytał Tommo.
-Taaak, coś w tym dziwnego, że idziemy do kina?- Spytał Niall, kompletnie nie wiedząc o co nam chodzi.
-Jak pytasz serio, to tak! – Zaśmiałam się a MÓJ CHŁOPAK odpowiedział tym samym. Cieszyłam się iż zdałam sobie sprawę, że w myślach i nawet realnie mogłam go tak nazwać.
-Dzieci! –Krzyknęła równo pozostała dwójka. Najwidoczniej w tym samym czasie zorientowali się o co nam chodzi.
-Tylko nie róbcie nic zbereźnego!- Zawołał Lou, kiedy znikali nam z oczu ale mogli to spokojnie dosłyszeć ponieważ jego głos był donośny.
-Możecie, ale nie przy ludziach!- Zawołałam po nim po czym obydwoje się roześmialiśmy. Nie mogąc zasnąć wkręciliśmy się w rozmowy na przeróżne tematy, kiedy jednak stanowczo opadaliśmy z sił nasze powieki zaczęły się mimowolnie zamykać. Tak zasnęliśmy wtuleni w siebie.
***
Rozdział zachodzi nudą, wiem nie postarałam się ale postanowiłam, że za dużo działo się ostatnio i stwierdziłam iż taki spokojny rozdział się przyda : ) Mam nadzieję, że nie zawiodłam.

UWAGA!
 Chciałam powiadomić, że założyłam nowego opowiadanie- „ You know my name, not my story”. na którym aktualnie znajduje się przedstawienie bohaterów a nawet i prolog, więc kto polubił to opowiadanie to może i tamto także mu się spodoba, oczywiście nie zamierzam tego kończyć, przynajmniej w najbliższym czasie bo jeszcze mam plany co do tego opowiadania : )
A OTO LINK DO NOWEGO : http://smileforlifex.blogspot.com/

Dodawajcie się do obserwatorów jeśli przypadnie wam do gustu!
Dziękuję za te 42 komentarze i 52 obserwatorów x
 Ps: przepraszam za jakiekolwiek błędy w rozdziale iż dodałam go szybko bez żadnych poprawek.

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 20 :)x



Wkroczyłam do kuchni ostatni raz przecierając zasapane oczy, które aż się kleiły od śpiochów , ani trochę się nie wyspałam to była dość trudna dla mnie noc. Szarpnęłam za bluzkę Darcy która była oparta o krzesło, siedziała do mnie tyłem. Przez tą noc sporo przemyślałam, powinnam coś zrobić natychmiastowo! A nie siedzieć z założonymi rękami i użalać się nad sobą jak to robię na co dzień. Mimo, że zrobiło mi się przykro gdy Harry oświadczył, że pała do Swift jakimś uczuciem, to starałam się ignorować tą wiadomość. Miałam tylko nadzieję, że ta dziewczyna da mu szczęście jakiego ja bym mu nie potrafiła ofiarować, każdy wie jaka jestem i pewnie wszyscy którzy mnie znają stwierdzili by to samo, ale nie ważne.

-Coś się stało?- Spytała zaskoczona Darcy, patrzyła na mnie coraz bardziej się niecierpliwiąc.

-Chyba mi na nim zależy.-Odpowiedziałam trochę nie śmiało, nie lubiłam zwierzać się z takich rzeczy, prawdę mówiąc nie robiłam tego często, bo nawet sama nie pamiętam kiedy ostatni raz darzyłam kogoś jakimkolwiek ciepłym uczuciem… W tej chwili przypomniał mi się chłopak, w którym podkochiwałam się jeszcze kiedy mieszkałam w Polsce, to było raczej tak zwane zauroczenie ale mniejsza z tym było minęło. Przecież byłam wtedy dzieckiem. Które nie rozumiało miłości. Sama nie wiem czy zdążyłam dorosnąć na tyle aby ją zrozumieć, może kiedyś nadejdzie ten moment a może już nadszedł? Ale to się dopiero okaże, mimo wszystko mam do uczuć pewien sentyment … boję się odrzucenia, tak piekielnie się tego boje.

-Na Lou, prawda?- Spytała ale bardziej wyglądało to na stwierdzenie. Wiedziała co Styles mi powiedział tamtego wieczoru, wyglądała na zawiedzioną jakby nie tego się po nim spodziewała, pewnie liczyła na to, że Harry mnie wyzna miłość a nie jakiejś Taylor.-Znasz tą dziewczynę?- Spytała mnie nieśmiało, dodając kolejne pytanie, tylko te zboczyło z tematu. Chyba bała się mojej reakcji. Poczułam się jakby w tej chwili czytała mi w myślach.

-A kto jej nie zna.-Spojrzałam na nią przelotnie, nie miałam ochoty na pogawędki typu Taylor Swift. Nie chodziło o to, że jej nie lubiłam, nie mogła bym skoro jej nie znam. To jest piosenkarka znana na całym świecie, więc tylko Harry wie jaka ona jest i osoby które z nią przebywają. Mam tylko cichutką nadzieję, że nie skrzywdzą siebie nawzajem. Powinnam założyć sobie jakieś motto życiowe, między innymi zakończyć z tematem tej nowej parki. Koniec użalania się nad sobą.

-Ja na przykład jej nie znam.- Odpowiedziała zmieszana. Czułam się jakby robiła ze mnie głupka.

-Dracy! To jest Taylor Swift!- Krzyknęłam uważnie się jej przyglądając, po chwili stwierdziłam, że ona naprawdę nie wie kim jest ta dziewczyna.

-Nie krzycz, więc kim ona jest, że robisz taki szum?- Spytała podirytowana moim zachowaniem. Nie wiem czy ten jej chłopak zamykał ją w piwnicy czy co, ale nie spodziewałam się tego, że nie ma pojęcia kim jest Taylor.

-Jest piosenkarką i to bardzo sławną.- Popatrzyłam na nią ze śmiechem.

-No to pięknie, gwiazdka związała się z gwiazdką. Nie przejmuj się na pewno nie jest jego warta, pewnie następna dziewczyna zadufana w sobie i w swojej kasie.-Syknęła robiąc złowieszcze miny. Darcy mnie coraz bardziej przerażała, mimowolnie próbowała mnie pocieszyć a nawet rozbawić ale z bólem muszę przyznać, że nie była tego mistrzem a pierwszy powód to taki, że sama nie chciałam obrażać tej dziewczyny, zważając na to, że nie mam o niej zielonego pojęcia, oprócz tego co piszą o niej na stronach plotkarskich lub też w gazetach a temu nie można ufać, nigdy!

-Darcy! Nie obrażaj jej, przecież nie wiesz nic na jej temat. A tak a propos wracając do wcześniejszego tematu to tak na Lou mi zależy. Muszę to jakoś wszystko odkręcić. Naprawić, po prostu zrobić cokolwiek. Pojedziesz ze mną do nich?- Spytałam pełna nadziei. Nie chciałam przebywać tam sama, a byłam pewna, że Darcy się zgodzi.

-No jasne! Tylko zadzwonię do Nialla po adres a ty jeszcze coś zjedz, bo nie mam ochoty jeździć z Tobą po szpitalach.-Powiadomiła mnie szybko, poganiając w stronę lodówki. Po chwili sama się ulotniła w stronę swojego pokoju. Nie miałam ochoty na żadne wielkie śniadanie więc wzięłam tylko do ręki jedną maślankę i pożarłam ją kilkoma kęsami. Usiadłam na krześle przy stole zastanawiając się co mam mu powiedzieć, jak to wszystko zacząć. W tej chwili myślałam, że nerwy mnie pochłoną w całości. Jeszcze przez chwilę zastanawiałam się nad tą całą sprawą, jak to rozegram ale postanowiłam się już dłużej nie truć. Jeszcze chwila a umarłabym cała w nerwach.

Chwyciłam za jeden z dwóch kluczy do auta taty. Trzecim pojechał do pracy. Wypadło na jeepa. Sama nie miałam prawa jazdy ale na moje szczęście Darcy je posiadała. Mimo, że byłam już pełnoletnia to nie śpieszyło mi się do jeżdżenia autem, wolałam na nogach, rowerem, tramwajem albo czym kol wiek. Tata miał manie na punkcie aut, kasy mu nie brakowało i to następny powód z którego posiadamy aż trzy wozy, dla mnie to aż przesada a dla niego to pestka. Chwyciłam jeszcze torebkę i wcisnęłam na stopy białe conversy, które przypominały bardziej kolor czerni, białe były kiedy je zakupiłam, ale to już przeszłość.

-Darcy! Ruszaj się! Chcę tam dojechać jeszcze dzisiaj.- Darłam się wniebogłosy, narażając moje gardło na ból.

-Jestem!- Wkroczyła moja przyjaciółka, na jej ustach pojawił się ogromny banan.

-Co się tak cieszysz? Ja tu przeżywam stok nerwów, tak cholernie się boję, że on mnie wyśmieje, zbłaźni czy też nie weźmie niczego na poważnie, a tak między innymi nas … A ty się śmiejesz!- Powiedziałam na jednym wdechu. Po chwili milczenia, zorientowałam się jakie głupoty gadałam przez te ciągłe nerwy. Spojrzałyśmy na siebie i wybuchłyśmy nie pohamowanym śmiechem, jak przystało na nas.

-Poradzisz sobie. Wierze w Ciebie.- Przytuliła mnie i przez dłuższą chwile nie puszczała, czułam się wtedy tak bezproblemowo. To zabrzmiało jakbym była lesbijką, ale zapewniam, że nie jestem.-Idziemy czy jak?- Spytała targając mnie za sobą. Po co pyta skoro nawet nie daje mi czasu na odpowiedź. No tak, idziemy. Nie odzywając się ani słowem wsiadłyśmy do auta a po 10 minutach byłyśmy na miejscu, nie chciałam nic mówić byłam zbyt zdenerwowana. Myślałam tylko o jednym… żeby było już po wszystkim.

-Jesteśmy na miejscu?- Spytałam markotnie, wolałabym żeby ta droga potrwała dłużej.

-To chyba tu, nie gadajmy tylko sprawdźmy.- Stwierdziła Darcy, parkując naprzeciwko jakiejś hawiry. Ten dom, raczej wyglądał na olbrzymią posiadłość. Ale musiałam przyznać gust to oni mieli.

-Fajne autko! Ellen! to Twoje? –Już w progu tej chaty zauważyłam Zayna pół nagiego. Stał w samych bokserkach i cieszył się jak bachor który widzi olbrzymiego lizaka.

-Mojego taty, ja nie mam prawa jazdy.- Odkrzyknęłam bo dość wielka odległość nas dzieliła.

W środku było jeszcze ładniej niż na zewnątrz. Wszystko do siebie pasowało, choć widać było, że to mieszkanie płci przeciwnej zważając na ten ogromny syf.

-Czysto tu macie.- Zaśmiałam się a sarkazm pokrywał całą moją wypowiedź. Nie mówię, że ja uwielbiam sprzątać, ale sama ze sobą mogę wytrzymać i to się liczy.

-Dzięki miło, że zauważyłaś. Liam się starał.- Powiedział dość poważnie Niall który w tym momencie wkroczył do głównego pokoju, w ręku oczywiście trzymał jakieś smakołyki ale nie wnikałam co to było.

-Niall! Ona nie mówiła tego poważnie.- Zaśmiał się Zayn który nadal stał przed nami w samych bokserkach.

-Przecież jest czysto.-Powiedział zdezorientowany. Na jego odpowiedź automatycznie się zaśmiałam, ten chłopak jest komiczny.

-Jasne…- Powiedziałam po cichu tak aby nikt nie usłyszał.

-Zayn ty lepiej idź się ubierz a nie paraduj z gołym tyłkiem przed wszystkimi.- Do kuchni wkroczył Liam, zaczynając sypać kazania. Ten zatem nic nie odpowiedział i zmył się niczym plama dość łatwo schodząca. Nie minęła minuta a przed nami pojawił się Harry.

-Cześć.- Przywitał się, ale jego mina była widocznie zmieszana.

-Hej.- Odpowiedziałam równo z Darcy.

-Niestety nie dotrzymam wam towarzystwa. Umówiłem się, najwyżej zobaczymy się później, do zobaczenia.- Pożegnał się i wyszedł. A może i stety? Więc umówił, się ciekaw z kim? Ale to chyba oczywiste. Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć głupiego do zobaczenia czy tam cześć … tak mu się śpieszyło. To jest mało ważne w tej chwili, przyjechałam tu aby odbudować coś z Lou a nie psuć to zamyślając się co jest nie tak z Harrym.

-Gdzie jest Lou?- Spytałam Liama który przystaną obok mnie. Zayn jak już mówiłam poszedł do góry, pewnie przywdziać coś na siebie, zapewne bał się Liama, jego groźby czasem bywają skuteczne, jak to się mówi czasem często. Niall razem z Darcy pogrążyli się w jakiejś rozmowie przed telewizorem, niekiedy zdaje mi się, że jestem z innego świata i nie rozumiem paplaniny tych niewinnych stworzeń, ale teraz stwierdzam m, że to raczej oni są „inni”. Nie żebym coś sugerowała.

-Wyjdź po schodach, to jest pierwszy pokój naprzeciwko. Trafisz czy Cię zaprowadzić?- Zapytał spoglądając na mnie wyczekując odpowiedzi.

-Li, nie jestem małym dzieckiem. Pewnie, że trafie.- Popatrzyłam na niego karcącym wzrokiem i nim się obejrzałam stałam przed drzwiami Lou. Kłębek nerwów po raz kolejny wzrastał w brzuchu. Miałam uczucie jak by rozprzestrzeniał się w moim żołądku niczym chytry wirus który chce mnie załatwić na amen i koniec kropka. Ale teraz rozum podpowiadał mi, że nie ma odwrotu. A czemu serce się nie wtrącało? Nie mam pojęcia. Odważyłam się i nacisnęłam na klamkę, zobaczyłam Tomlinsona który siedział na łóżku i wciskał na siebie białe stopki.

-Hej, mogę wejść?- Spytałam a kiedy zobaczyłam jego twarz, serce zabiło pięć razy mocniej, w końcu dawało jakieś znaki życia a nie to co przed momentem.

-Wejdź.-Odpowiedział obojętnie.- Zabolało ale czego mogłam się spodziewać? że przyjmie mnie z otwartymi rękoma? Taka reakcja to tylko wtedy kiedy nasze stosunki się ochłodzą czy też ostygną.

-Tu też czysto.- Powtórzyłam się po raz kolejny, widząc większy bałagan niż na dole ale z tego co czytałam na tych przeróżnych portalach internetowych, Lou był największym bałaganiarzem z całej piątki.

-Nie wiedziałem, że przyjedziesz. Jak byś mnie uprzedziła to bym spróbował ogarnąć pokój ale nie dałaś mi takiej możliwości.-Powiedział z wyrzutem jakbym popełniła jakieś przestępstwo.

-Nic nie szkodzi, nie przeszkadza mi to.- Odpowiedziałam zachowując stoicki spokój, choć już zaczął wyprowadzać mnie z równowagi.- Nie przyszłam tu po to aby oglądać twój pokój, chciałam pogadać.-Dodałam po chwili wahania.

-Świetnie. O czym chcesz rozmawiać?- Spytał odwracając się w moją stronę, pierwszy raz na mnie popatrzył nie wliczając w to poprzednich wizyt.

-O nas.- Odpowiedziałam krótko a moja pewność siebie która istniała przez jakiś czas pękła niczym banka mydlana. Był dla mnie taki oschły.

-Od kiedy było coś takiego jak MY?- Podkreślił ostatnie słowo i natychmiastowo spuścił wzrok, w jego oczach widać było, że żałuje. Popatrzyłam na niego wzrokiem niczym zbity pies i skierowałam się w stronę drzwi.

-Nie odchodź. Możemy pogadać o nas.- Stwierdził zmieniając zdanie, dokładnie jak kobieta w pierwszym miesiącu ciąży.

-Louis, nie będę owijać w bawełnę ponieważ za długo to robiłam. Nie chciałam Cię zranić ale to zrobiłam i tak piekielnie tego żałuje, chciała bym cofnąć czas ale niestety nie ma takiej opcji, więc pytam… czy wybaczysz mi mój błąd i pomożesz go naprawić? –Spytałam wpatrując się w jego morskie tęczówki który przyprawiały mnie o dreszcze.

-To zależy.- Spojrzała na mnie już bardziej milszym wzrokiem.

-Od czego?- Spytałam pełna nadziei, że tym razem nie powie kolejnego głupstwa.

-Nie chcę żebyś mnie okłamywała.- Odpowiedział odwracając wzrok od moich oczu w całkiem przeciwną stronę.- Zależy mi na Tobie i chcę żebyś była pewna, że chcesz się zaangażować. Chce wiedzieć, że oboje chcemy, chcę to widzieć.

Z początku trochę mnie zatkało nie wiedziałam dokładnie co chodzi mu po głowie. Myślami byłam gdzie indziej w całkiem innym świecie… całkiem inna przestrzeń, wszystko zupełnie inne, dopiero po chwili się ocknęłam i stwierdziłam, że ta cisza to nie słowa ani czyny.

-Jestem gotowa na to aby się zaangażować … z Tobą i nikim innym.- Szepnęłam najciszej jak mogłam, ale najwidoczniej Lou ma wyostrzony słuch, uśmiechną się na moje szepty dając mi tym drugą szanse.- Zaczniemy od nowa?- Spytałam już bardziej optymistycznie.

-Jestem Lou.- Tomlinson wystawił rękę naprzeciw mnie, witając się.

-Miło mi, jestem Ellen.- Odwzajemniłam jego gest, a także uśmiech który rysował się coraz bardziej na jego twarzy.

***
Jakie miłe zakończenie Yeah, nawet mi przypadł do gustu.

Uwaga!

Mam do was taką małą prośbę, pod tym rozdziałem prosiłabym was, żeby wszyscy czytający moje opowiadanie pozostawili komentarz, chcę sprawdzić ilu was jest : ) Chociaż pod tym jednym, ponieważ o rozdziałach powiadamiam ponad 80 osób i zastanawiam się czy te osoby mnie czytają, bo komentarzy nie ma nawet połowy z tego ; ) 

Ps: Jakiekolwiek pytania, kierować tutaj :  http://ask.fm/xPatrycjax3