środa, 13 marca 2013

Rozdział 24

 ~Muzyka~
Poczułam na swojej twarzy oddech jakiegoś osobnika. Na to odczucie od razu przewróciłam swoje leniwe ciało na drugą stronę, aby żaden szkodnik nie przeszkadzał mi w porannej drzemce. Nie minęła minuta a znów poczułam ten cieplutki oddech. Mimowolnie moja twarz ukazywała malutki grymas. Nie lubiłam kiedy ktoś zawadzał mi w przysypianiu.
-Kochanie? -Usłyszałam jego ciepły głos.
-Śpię.-Stęknęłam oburzona, po raz kolejny przewracając się na poprzednią stronę łóżka.
-Wcale nie.-Zaśmiał się chłopak.
-Lou, ja śpię.-Oburzyłam się widząc, że chłopak ze mnie żartuje. Długo nie słyszałam żadnej odpowiedzi, w końcu odważyłam się zobaczyć co jest powodem. Uchyliłam jedną powiekę a po momencie drugą. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Louisa który siedział na kancie łóżka, był wpatrzony w okno i miał poważną minę z początku kiedy tak na niego patrzyłam, przerażenie natychmiastowo wpadło na moją twarz. Nigdy nie widziałam go tak subtelnie skupionego jak w tej chwili. 
-Louis? -Odezwałam się widząc, że nie reaguje na moje spojrzenia.
-Tak? -Mruknął cicho. Ta sytuacja była trochę dziwna, ponieważ jeszcze przed chwilą gadał jak w skowronkach a teraz cały ten humor zrzedł mu z twarzy, nie ukazywał żadnych pozytywnych emocji.
-Obrażony? -Zapytałam niepewnie wydostając się spod kołdry i uklękając przed nim.
-Nie skądże.-Jego wymuszony uśmiech rozpoznałby każdy, nawet zwykły przechodni.
-Coś jest nie tak? -Dopytywałam chwytając go za rękę. Lou po chwili spojrzał na nasze splecione dłonie i lekko się uśmiechną, tym razem ten uśmiech był prawdziwy, żaden sztuczny. Żaden naciągany.
-Wszystko w porządku.-Stwierdził Lou po czym szybko zareagował podnosząc głowę ku górze. Zerknęłam prosto w jego morskie oczy. Tommo delikatnie pocałował mnie w nosek dając znać, że naprawdę nic mu nie jest. Mimo, że do końca mu nie wierzyłam, to postanowiłam odpuścić i trochę później wrócić do tego tematu.
-Idę po prysznic.-Oświadczyłam z uśmiechem.
-To idź, ja muszę jeszcze pogadać z chłopakami.-Miłej kąpieli, wrócę jeszcze przed twoim wyjściem.-Powiadomił mnie i wyszedł. Czułam, że coś jest nie tak, lecz wiedziałam, że nie da się wyciągnąć od człowieka niczego siłą. Zabrałam czystą bieliznę oraz ubrania na dzisiejszy dzień. Lubiłam z rana brać prysznic ponieważ czułam się orzeźwiona i jak nowo narodzona. Kiedy tylko spod niego wyszłam, a trwało to dość długo, wyszorowałam pilnie zęby i przywdziałam na siebie świeżą i do tego letnią odzież. Pewnym krokiem wyszłam z toalety, a tuż przed moją sobą staną Lou.
-Już jesteś? -Zdziwiłam się, bo jego pogawędki z chłopakami zawsze trwały dużą ilość czasu, niemal jak plotkary.
-Obiecałem, że wrócę wcześniej i oto jestem.-Popatrzył na mnie z uśmiechem. Ale znów z tym fałszywym znów z tym nie prawdziwym. Spojrzałam na niego nie pewnie i także wymusiłam uśmiech tak samo fikcyjny jak jego. Jego dłoń się uniosła i zaczęła pocierać mój policzek, na jego dotyk moje ciało od razu dostało gęsiej skórki.
-Kocham Cię Lou. -Wyznałam szczerzę licząc, że te same słowa wypłyną także z jego słów, ale się myliłam...
-Świetnie.- Po raz kolejny na jego twarzy zobaczyłam ten nieszczery uśmiech, taki dosłownie sztuczny. Od razu zabrał dłoń. Nie wiedziałam co powiedzieć nie wiedziałam też co zrobić. Więc słowo świetnie było odpowiedzią na wszystko? Nawet na wyznanie mojej miłości do niego? Coś tu było nie tak, coś nie grało. Czy on nic do mnie nie czuł? Czułam się potwornie głupio, pierwszy raz wyznałam mu miłość i nie spodziewałam się takiej reakcji. Po jego fałszywości od razu pożałowałam tych słów, moje uczucie nie pewności i wstrętu do samej siebie wzrosło do zenitu. Prawie dosięgało niemożliwego szczytu okropieństwa jakiego nie poczułam nigdy wcześniej. Niby nic a jednak coś. Niby nie powiedział, że mnie nie kocha ale też nie potwierdził, że kocha. Te myśli były całkowicie puste, oddalone od rzeczywistości, zagubione jak nigdy dotąd. Były niczym, tylko i wyłącznie smutkiem, dla mnie to było nic. Poniżyłam się, upokorzyłam, nie siebie lecz własne uczucia, własne wartości.
-Muszę iść coś zjeść.-Odpowiedziałam próbując nie wykrzesać z siebie żadnych emocji. Żadnych zdziwionych a raczej rozczarowanych emocji. Moja twarz była jak porcelana, ukazująca to samo co przed chwilą, niemal jak maska która nie zmieniała swojego wyrazu i odczuć. Lou tylko na mnie spojrzał, skinął głową i nic więcej, stał w bezruchu czekając aż odejdę aż zostawię go samego i po chwili tak też zrobiłam, wolałam na ten czas unikać jego towarzystwa. Weszłam do pokoju Nialla i reszty z nadzieję, że zastanę tam Darcy. 
-Gdzie Dracy? -Zapytałam Liama który zakładał na siebie koszulkę.
-Wyszła przed sekundą z resztą na zakupy. To mają być takie nasze wakacje, tylko nasze. Więc i takie obowiązki są nam przydzielone. Jeśli chcesz to możemy ich dogonić? -Oświadczył Liam.
-Nie, nie chcę. Liam?
-Słucham? -Skierował na mnie ciekawy wzrok coraz bardziej się niecierpliwiąc. Przez chwilę zwlekałam z jakimikolwiek słowami, aż w końcu podeszłam do niego bliżej i odważyłam się na pierwsze słowa
-Mogę Cie o coś zapytać?
-Pewnie, że tak. Zawsze możesz powiedzieć co leży Ci na sercu.-Już na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że Liam odszyfrował, iż coś mnie gnębi.
-Gdyby osoba którą kochasz, powiedziała Ci że Cię kocha, co byś odpowiedział? -Zapytałam prosto z mostu nie patrząc mu w oczy, żeby nie odszyfrował niczego więcej.
-Odpowiedział bym, że też ją kocham. Co się stało Ellen? -Zmartwił się chłopak widząc, że twarz mi pobladła.
-A gdybyś tej osoby nie kochał to co był odpowiedział? Jakbyś się zachowywał? -Dopytywałam a łzy stanęły mi w oczach, momentalnie się odwróciłam aby Liam nie zauważył w jakim jestem stanie.
-Zapewne żeby jej nie zranić nie powiedział bym nic szczególnego, nic co mogła by sobie wziąć dosłownie do serca. Na pewno nie skłamałbym jej mówiąc, że też odwzajemniam jej uczucia. Zapewne bym się zmieszał po takim wyznaniu. Mogę wiedzieć czemu pytasz? -Zaciekawił się. Nie odpowiedziałam nic, spojrzałam na niego ostatni raz, a z oczu pociekły natychmiastowe łzy. Od razu pożałowałam, że w ogóle zgodziłam się tu przyjeżdżać. Więc on mnie nie kochał? Tylko się nade mną litował? To po co mówił te wszystkie słowa? że mu zależy...
Wybiegłam jak torpeda. Słyszałam tylko wołania Liama, nic więcej. Nie myślałam nad tym co robię. Biegłam tyle ile sil w nogach, niemal jak szaleniec. Moje serce było zranione. Ja byłam zraniona, pokuta aż do krwi, zakuta aż do wnętrza uczuć, tych złych a raczej smutnych które na tą chwilę we mnie górowały. Wybiegłam z hotelu, wtedy wpadłam na niego. Poczułam na sobie ciepłe ramiona i silne objęcie. Poczułam się kruchsza niż przed momentem. Czułam, że w jego ramionach moje emocje bardziej wybuchnął. Miał na sobie okulary przeciw słoneczne i kaptur na głowie. Jedyny powód jego ubioru to taki, aby fanki go nie rozpoznały.
-Ell, co się stało? -Zapytał przestraszony biorąc mnie pod ramie i idąc w przeciwną stronę.
-Nic... nic mi się nie stało.-Łkałam jak głupia. Wiedziałam, że nie wytrzymam tak dłużej. Usiedliśmy w jakimś parku, na ławce. Słońce od czasu do czasu przedostawało się przez odchylone gałęzie i raziło mnie w oczy na co ja od razu je mrużyłam i obracałam głowę w stronę Hazzy który oczekiwał dalszego ciągu moich użaleń. Powiedziałam mu wszystko, to co zaszło między Lou a mną. To, że zamartwiałam się takim czymś. To, że nie wyznał mi miłości kiedy ja się na to odważyłam. Oboje milczeliśmy, nie odzywaliśmy się ani słowem. Położyłam głowę na ramieniu Hazzy i mruczałam pod nosem piosenkę która mnie wystarczająco uspakajała i odtrącała od siebie wszystkie negatywne myśli. Harry z czasem zaczął gładzić dłonią moje kasztanowe włosy co stanowczo mnie uspakajało. Rozumieliśmy się bez słów. 
-Czas wracać.-Stwierdziłam niechętnie po dłuższym czasie wygodnej dla nas obojgu sielanki.
-Racja. A więc chodźmy.-Przyznał Hazz po czym oboje podążyliśmy w stronę hotelu. Robiliśmy to leniwymi krokami ale w końcu doszliśmy.
~ Godzinę później ~
Wygrzewałam się w ciepłym łóżku. Nikt nie próbował zakłócać mojego spokoju. A już na pewno nie Louis który wyszedł gdzieś bez słowa i więcej się nie pojawił. Liam kilka razy próbował do mnie dotrzeć ale dawałam mu siwe znaki co oznaczało, że ma zaprzestać jakichkolwiek starań bo i tak z nim nie porozmawiam. Chłopak szybko zrozumiał moje aluzje mówiąc, że wrócimy do tej rozmowy kiedy indziej lecz ja wcale nie miałam takiego zamiaru. Harry także zaszył się w swoim hotelowym pokoju, odwiedził mnie tylko raz przynosząc jakieś Fast foody na poprawę humoru, sam to tak ujął. A reszty nadal nie było, tak jak się zmyli na zakupy, tak już się więcej nie pojawili. Przez jakiś czas moje powieki stawiały opór, ale w końcu je zamknęłam dając się uwieść zaświatom...
-Ellen wstawaj! -Ktoś szarpnął mnie za ramię. Gdy tylko usłyszałam ten zachrypnięty głos, moje powieki się rozszerzyły.
-Harry, czemu krzyczysz? -Zapytałam nieprzyjaźnie.
-Przepraszam. Próbowałem Cię obudzić łagodniejszym sposobem ale się nie dało. Widocznie masz twardy sen.-Powiedział wyraźnie zastanawiając się nas swoimi słowami. Spojrzałam na niego jak na wariata.
-To po co to w ogóle robiłeś? -Zaśmiałam się.
-Co? -Zapytał zdezorientowany.
-Harry... Po co mnie w takim razie budziłeś? -Zapytałam nadal się śmiejąc.
-Ach tak! Ponieważ idziemy do klubu. A sama na pewno nie zostaniesz.-Stwierdził kiwając głową.
-Nie idę.-Mruknęłam przykrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
-Ellen! Idziesz. Chyba nie chcesz, żeby wszyscy zadręczali Cię pytaniami co Ci dolega?-Dobrze wiedział jak mnie przekonać.
-Okay, tym razem Ci się udało.-Stwierdziłam na odczep wstając niezadowolona z łóżka.-Gdzie Lou? -Dodałam po chwili.
-Jest już na miejscu, dzwonił do nas stamtąd żebyśmy przyjechali. -Oświadczył szczególnie mnie obserwując.
-Aha.-Przytaknęłam nie wytwarzając żadnych emocji.
~ Półgodziny później ~
Dotarliśmy do klubu. Nawet nie zdążyłam porozmawiać na spokojnie z Darcy ponieważ obecność innych jednoznacznie mnie krępowała. Postanowiłam to odłożyć na później, zresztą jak wszystko inne. Louis non stop gdzieś znikał mi z oczu. Przez ten cały czas pobytu w hotelu postanowiłam, że nie będę mu truć. Myślałam, że będzie dla mnie nieco milszy... ale nie był. Minęły dwie równe godziny a ja już chciałam znaleźć się w ciepłym łóżku. Wypiłam nie dużą ilość alkoholu. Za to Louis sobie nie żałował i do swojego żołądka lał go litrami. W końcu postanowiłam do niego podejść, miałam nadzieję, że chociaż tym razem mnie posłucha. Był zbyt zajęty... powodem były ciągle krążące wokół niego dziewczyny z którymi dobrze się zabawiał. A samą mnie ranił.
-Louis, koniec. Nie pij już. Chodź ze mną, zamówimy taxi i pojedziemy do hotelu.-Poprosiłam grzecznie.
-Nie, ja dopiero się rozkręcam.-Prychnął, podnosząc kolejny kieliszek.
-Lou, jestem zmęczona do tego źle się czuje. Proszę… -Jęknęłam zrezygnowana.
-Jedź sama.-Stwierdził poważnie.
-Słucham?
-Albo spytaj się kogoś o podwózkę, popatrz ile tu ludzi.-Powiedział wskazując dłońmi na walające się tłumy.
-Louis...
-O ty! -Zwrócił się do jakiegoś chłopaka który ledwo co trzymał się na nogach.-Zawieziesz moją dziewczynę do domu? -Zapytał całkiem poważnie. Popatrzyłam na niego jak na totalnego debila nie mogłam dowierzać własnym oczom i uszom. On właśnie prosił kogoś całkiem obcego i pijanego w trzy trupy aby odwiózł mnie do domu. Popatrzyłam na niego całkiem zrezygnowana.
-Ja ją odwiozę.- Nagle znikąd pojawił się mój wybawiciel, mój loczek. Lou nawet nie zareagował, nawet nie spojrzał. Odchodziłam w przeciwną stronę dalej zerkając na moją miłość... nie odwrócił się ani na sekundę, widziałam tylko jak dalej pochłania kolejne ilości alkoholu szczerząc się do obcych mi dziewczyn.W tej chwili poczułam się nikim. W dosłownym sensie. Jakąś zabawką bez uczuć, po prostu nikim ważnym, nikim specjalnym, nikim nadzwyczajnym ... nikim szczególnym.

* * *
Mamy już 24 rozdział! Hahaha jest godzina Czwarta rano a ja tworzę i dodaję. Ludzie tego jeszcze nie było! Mam nadzieję, że jakoś się odwdzięczycie wstawiając komentarze :)
Ps: Scena +18 będzie w kolejnym rozdziale :)
Ja podekscytowana, bo właśnie dziś jadę z przyjaciółką robić sobie tatuaż :)
Dla ciekawych będzie to napis "Only time will tell..." (Tylko czas pokażę...)  Na nadgarstku x
Tak, tak LIAM ma taki sam *,* Więc, życzcie szczęścia abym jakoś przetrwała.


UWAGA!
Zarządzam konkurs! Napiszcie jakiegoś imagine albo wyślijcie jakiś rozdział ze swoich blogów. Pracę która spodoba mi się najbardziej, wystawię na swojego bloga :) WYSYŁAĆ NA GG : 17770479 !
CZAS JEST DO KOŃCA MARCA! 

+Kocham was.

++ Jakiekolwiek pytania kierować tutaj : http://ask.fm/xPatrycjax3


sobota, 9 marca 2013

Rozdział 23

~Muzyka~


Gdy Louis odwiózł mnie i Darcy do domu to sam odjechał informując, że przyjedzie po nas o szóstej rano z resztą. Przez jakiś czas spierałam się z tatą. Jakoś nie mógł się pogodzić z tym, że jego pełnoletnia córeczka jedzie do Paryża na całe dwa tygodnie.
-Tato! Ja nie jestem dzieckiem nic mi się nie stanie! -Odkrzyknęłam już całkiem wyprowadzona z równowagi.
-Ale to całe dwa tygodnie...
-Proszę! -Powiedziałam błagalnym tonem.-Przecież kiedy Lou Cię pytał to się zgodziłeś! -Nalegałam.
-No nie wiem...
-Wujku! Zgódź się. Będziemy się pilnować nawzajem. Po za tym nie jedziemy tam sami, chłopcy mają grom ochroniarzy. -Darcy zaczęła robić oczy jak ze Shreka, oczywiście wiedziałam, że z jej pomocą będziemy miały ten wyjazd jak w banku.
-Dobrze. Ale jak będzie się coś działo to od razu do mnie dzwońcie, zrozumiano? -Upewnił się mój ojciec.
-Zrozumiano! -Odkrzyknęłyśmy równo na znak, że będziemy telefonować regularnie.
Obie w cytrynowym humorze pobiegłyśmy do pokoi spakować swoje rzeczy do walizek. Wyciągnęłam z szafy burgundową walizkę której dawno nie używałam. Nie była mi potrzebna, ponieważ na wakacje raczej nie wyjeżdżałam. Pomijając mojego tatę który jedynie jeździł na kilka dniowe delegacje, ale on miał swoją własną torbę więc moja była zbędna. Rozpoczęłam penetracje szafy. Kiedy skończyłam układać w walizce ciuchy, na samą górę wepchnęłam kosmetyczkę. Przez jakieś dziesięć minut usiłowałam zasunąć zamek, kiedy tylko usiadłam tyłkiem na samej górze to od razu poskutkowało i bagaż był gotowy. Postanowiłam pójść coś zjeść, więc pobiegłam do kuchni, przebrana już w skromną pidżamę. Kiedy miałam wejść przez drzwi kuchenne, chwilowo się zatrzymałam ponieważ usłyszałam, że mój tata rozmawia przez telefon kręcąc się od jednego progu do drugiego. Oparłam się o ścianę i postanowiłam skrycie nasłuchiwać się rozmowy.
-Możemy spotkać się jutro wieczorem. Tym razem u mnie, bo Ellen jedzie do Paryża z przyjaciółmi a jeśli nie to możemy wyjść na miasto. Dobrze… o dziewiętnastej pod naszą restauracją. Też się nie mogę doczekać, kocham Cię i do zobaczenia jutro.- Włożył komórkę do kieszeni i zaczął iść w moją stronę. Ja całkiem zrezygnowana cichaczem schowałam się za drzwiami aby uniknąć sprzeczek co do tego, że go potajemnie podsłuchuje. Oczywiście udało się i obeszłam bez szwanku, tata miał taką radosną twarz, że pewnie nie przyszłoby mu do głowy aby rozglądać się wokół siebie, czy jego córka przypadkiem nie przeprowadza jakiegoś nielegalnego śledztwa. Przez kolejną chwilę jeszcze klęczałam za tymi drzwiami, aż w końcu postanowiłam ukazać swoją osobę i skierowałam się wprost na lodówkę. Do cholery z kim mój ojciec tak dyskutował? Spotkać się, wieczorem? Wyjść na miasto? Pod ‘naszą’ restauracją? Kocham Cię? Czyli mój tata kogoś miał! Ale dlaczego nie raczył mi o tym powiedzieć? Pewnie wiedział, że zareaguję nie tak jak on by chciał. Mojej mamy nikt nie mógł zastąpić, była niepowtarzalna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Jak on śmiał w ogóle się z kimś spotykać? Przecież jeszcze niedawno był mężem a nadal jest rodzicem. Nie chcę mieć macochy, kto by chciał? Zapewne ma platynowe włosy i wygląda jak strach na wróble, do tego stawiam na to, że znienawidzi mnie kiedy napotka mnie na drodze za pierwszym razem. A może jednak za dużo naoglądałam się filmów i nie każda macocha jest zła? Ale moje przeczucia i tak miały swoje własne zadnie, że jednak będzie nieubłaganie wredna i przebiegła jak lis! Chyba zaczynam przesadzać, bo nie każdy człowiek jest tak paskudny jak ja, żeby wszystkich do siebie zrażać. Przypomniałam sobie nagle jak chłopcy zostali u nas na noc, a tata wtedy też nie wrócił do domu. Możliwe, że był u tej kobiety. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym ale postanowiłam, że gdy tylko wrócę z Paryża porozmawiam z tatą na spokojnie. Hm na spokojnie? Od kiedy ja znam takie słowa. Chyba naprawdę przestała mi uderzać woda sodowa do mózgu i zaczynam racjonalnie myśleć, a raczej zapominać o tym co było…
 Druga sytuacja która męczyła mój mózg to ta która wydarzyła się jeszcze w tym dniu. A mianowicie to, że całowałam się z Harrym a jestem z Lou. To ja zachowuję się jak potwór… a jednak bardziej jak dziwka. Postanowiłam, że muszę zakończyć tą grę. Jutro miałam jechać do Paryża i chciałam ten wyjazd wykorzystać jak najlepiej i spędzić go z … moim chłopakiem ale także z resztą zespołu. Odłożyłam te myśli na bok i wyciągnęłam blackberry z etui. Wyszukałam w kontaktach numer Alice i od razu nacisnęłam zieloną słuchawkę. Kilka sygnałów i poczta głosowa.
-Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału…
-Alice! Kurwa! Odbierz w końcu ten telefon. Ja tu od zmysłów odchodzę.  Przez kilka dni nie da się do Ciebie dodzwonić, co się z Tobą dzieje? Zayn powiedział, że z babcią jest już dobrze ale z Tobą nie, więc o co chodzi? Oddzwoń i powiedz mi co jest grane! Albo chociaż napisz… proszę. Ja już nie daje rady…-Nagrałam się, a po skończeniu nacięłam czerwoną słuchawkę. Od tych nerwów nawet jeść mi się odechciało, więc od razu poszłam do sypialni Darcy.
-Śpimy razem? -Zapytałam siadając na kancie jej łóżka.
-Pewnie!- Zgodziła się od razu.
-Ale u mnie, dobrze?- Upewniłam się, bo jednak preferowałam tylko i wyłącznie swoje łóżko.
-W porządku, tylko pomóż mi wziąć do Ciebie od razu walizkę, nie chcę mi się z rana ją targać, a od twojego pokoju będę miała bliżej.-Poprosiła po czym obie chwyciłyśmy za uchwyt i przez jakiś czas mocowałyśmy się z tym ciężarem aż w końcu dotarłyśmy do mojego pokoju.
-Połóż ją z boku i wskakuj do łóżka.- Rozkazałam po czym sama wskoczyłam pod jeszcze chłodną kołdrę którą trzeba było jak najszybciej ogrzać.
-Ellen wszystko gra?- Zapytała spoglądając na mój wyraz twarzy.
-Gra, gra jak nigdy, a teraz chodźmy spać bo jutro trzeba wcześnie wstać.-Upomniałam po czym naciągnęłam kołdrę po sam czubek głowy, zgasiłam nocną lampkę i zamknęłam powieki.
-To dobranoc.-Powiedziała niepewnym głosem Darcy.
-Dobranoc.-Odpowiedziałam cichutko.
Choć cały ten teatrzyk mieszał mi się już w głowie, to postanowiłam zasnąć, zrobiłam to opornie ale mimo wszystko po jakimś czasie udało mi się odpłynąć w te tajemnicze zaświaty, którymi dałam się ponieść.

Stałam na jakiejś skarpie. Czułam to, czułam przenikliwy strach który przedostał się przez moje ciało aż do wnętrza samej mnie. Powieki miałam szeroko otwarte, aż bolały z wysiłku. Stawiałam dość oporne kroki, ale było w nich dużo nacisku, nie robiłam ich pewnie. Bałam się ale nie wiedziałam czego. Usłyszałam krzyk, taki potworny .. był kobiecy. Obróciłam lekko głowę żeby dojrzeć co dzieję się po drugiej stronie lasu. Nic nie widziałam, całkowita przeziębła nicość która wydawała z siebie ochrypły strach. Serce zaczęło mi bić szybciej. Zbliżałam się… zbliżałam się do przepaści… kolejny krzyk, tym razem za moimi plecami. Obróciłam się napięcie, ponieważ głos tego osobnika poznałabym nawet po dwustu latach.
-Nie jesteś ich warta! -Krzyknęła po raz kolejny.
-Alice? Co się stało?- Odkrzyknęłam nieco głośniej, ponieważ odległość między nami robiła się coraz większa, wyłącznie tylko przeze mnie. Kroczyłam tyłem w stronę przepaści jak zagubiona nastolatka która sama nie wie co robi, ale czułam, że nie posiadam władzy nad własnym ciałem, kierował mną ktoś inny.
-Nie zasługujesz na nich! Ani na Louisa ani na Harrego! -Wydarła się po raz kolejny.-Zrób to! -Krzyknęła i wskazała na przepaść.-Zabij się! -Dodała po chwili jeszcze bardziej pobudzona. Konkretny obłęd krążył w moich myślach. Miałam popełnić samobójstwo, ale dlaczego? Czy miałam konkretny powód?
-Zniszczyłaś ich! Byli najlepszymi przyjaciółmi a ty to zniszczyłaś. Pojechałaś po nich jak huragan! Czemu nie odpuściłaś kiedy oni mieli dość? Czemu nie wyjechałaś gdzieś daleko stąd? Czemu zdradzałaś każdego z nich? Zepsułaś tą pieprzoną miłość… zepsułaś.-Te słowa automatycznie powtarzały mi się w głowie… zepsułaś tą miłość, zepsułaś.
Nie wytrzymałam spojrzałam ostatni raz na jej twarz, wyglądała jak wrak. Oczy miała podpuchnięte od płaczu, makijaż zlewał jej się po policzkach. Zakryła twarz dłońmi i uklękła na ziemi obdzierając przy tym kolana pokryła się dźwięcznym szlochem który rozbrzmiewał w moich uszach, łkała. Oglądnęłam się za siebie. Obróciłam się napięcie i skoczyłam.
-Ellen! -Usłyszałam ostatni krzyk Alice.
To było moje jedno przegrane życie, to byłam ja…

Ten okropny piskliwy dźwięk. Ten okropny budzik?
Nie to raczej nie był odgłos budzika. Otworzyłam oczy a milimetr przy mojej twarzy pojawiła się twarz tego potwora który mnie budził, a mianowicie
-Darcy!!! -Na mój głos dziewczyna od razu odskoczyła i spadła na podłogę a ja zamiast jak zawsze pokryć się bezmyślnym śmiechem, spojrzałam na tą sytuacje jeszcze raz a na mojej twarzy rysowały się rysy nieposkromionej powagi. Może i gdyby sen który był całkowitą fikcją nie pojawił mi się przed oczyma byłabym wstanie śmiać się do upadłego, ale sam humor nie ukazywał tych pozytywnych emocji które zazwyczaj wydobywały się przy Darcy, a raczej przeciwnie, byłam przygnębiona ponieważ nie mogłam rozszyfrować tej całej zagadki która pojawiła się w zaświatach.
-Ale z Ciebie debil! -Krzyknęła oskarżycielskim tonem.- O mało co nie padłam trupem.-Syknęła siadając na łóżku i masując sobie obolałe ramie które było powodem upadku na podłogę.-Nie chcę Ci nic mówić ale masz jeszcze dwadzieścia minut do przyjazdu chłopaków.-Uśmiechnęła się głupkowato.
-O ja pierdziele.- Wstałam jak burza i pobiegłam do łazienki. Na grubą rurę wskoczyłam pod wrzący prysznic który zajął mi pięć minut wysuszyłam szybko włosy, ale w związku z tym, że nie posiadałam czasu to nie prostowałam ich tylko zostawiłam naturalne, czyli loki. Przez kolejne nużące się pięć minut próbowałam na powiecie zamieścić stabilną i dokładną kreskę ale po tak długim czasie z trudem mi się to udało, byłam tak strasznie zdenerwowana ale także podekscytowana. Kiedy skończyłam męczarnie z makijażem ubrałam na siebie czarne rurki, zwykłą białą koszulkę i narzuciłam na siebie burgundową bluzę a na stopy wcisnęłam czarne vansy. Mogłam przyznać to nawet z ręką na sercu, mój humor ulotnił się gdy tylko nastała pobudka więc nie liczyłam na jakiś happy Day. Wyszłam z mojego pokoju, mojej walizki nie napotkałam w środku więc to świadczyło o tym, że albo Darcy zaciągnęła ją na dół albo i też przyjechała cała zgraja tych wariatów. Już miałam dotrzeć do korytarza który doprowadzał do schodów, kiedy nagle ujrzałam Harrego. On po chwili także na mnie spojrzał, jego oczy od razu błysnęły ze szczęścia a na twarzy pojawił się szczery uśmiech. Wyszedł po schodach i dotarł do mnie.
-Cześć.-Powiedział trochę nie pewnie i musnął mnie wargami o policzek. Na początku się wahałam, on z nagła przybliżał się bardziej, tak, że przylegałam do bialutkiej ściany. Spoglądnęłam na jego twarz wzrokiem który nie wyrażał żadnych emocji, albo i próbował ich nie pokazywać. Nie chciałam mu mieszać w głowie ani robić zbędnych nadziei. Popatrzył na mnie zawiedzionymi oczami. Spuściłam mimowolnie głowę. Harry sięgnął momentalnie po mój podbródek i delikatnie go podniósł, na jego dotyk od razu moje ciało zadrżało właśnie takie dziwne emocje przechodziły przez moją osobę. Te uczucie do niego było mi dotąd obce, nigdy nie doznałam takiego czegoś. Ale bałam się tego. Nie minęła sekunda a poczułam jego oddech na swoich ustach.
-Harry…- Zdążyłam tylko niesłyszalnie jęknąć. On nie reagował na moje odgłosy tylko szybkim ruchem przejechał mi swoim językiem po suchych ustach. Czułam się ja nastolatka która sama nie wie czego chcę. Lecz w tamtej chwili długo nie myślałam nad tym co robię. Styles naparł na mnie swoim ciałem jeszcze bardziej niż przed sekundą. Wtedy dopiero oprzytomniałam co my robimy. Byliśmy u mnie w domu. W każdej chwili mógł się pojawić tu mój ojciec, Louis a nawet reszta chłopaków a takiej niewygodnej sytuacji to ja nie chciałam. To była dla mnie nie zręczna bajka.
-Harry to nie sprawiedliwe, tak nie można. Daj spokój.- Powiedziałam nieco odważniej i odepchnęłam go ręką cofając się kilka korków do tyłu. Hazz miał zawiedzioną minę która pokrywała się nieskazitelnym smutkiem. Chciałam go przytulić ale właśnie w tej chwili pojawiła się kolejna osoba. Dziękowałam Bogu, że nie przyłapano nas nad tym co wcześniej robiliśmy.
-O! Udało Ci się i pierwszy znalazłeś moją zgubę.-Ucieszył się Lou na nasz widok.-Cześć kochanie.- Mimowolnie uśmiechnęłam się na jego słowa ale mimo wszystko moje serce nieubłaganie cierpiało na widok Harrego. Tommo zbliżył się do mnie ochoczym krokiem i pocałował delikatnie w usta.
-Lepiej chodźcie bo się spóźnimy.-Styles od razu zareagował, po swoich słowach zbiegł szybko po schodach.

-No tak, a więc chodźmy.-Przytaknęłam i cmoknęłam Lou w malinowe usta.

* * *

Na lotnisku było niemożliwie tłoczno. Ochroniarz chłopaków przekonał mnie abym nałożyła kaptur na głowie, Louis przytakną na znak, że także się z nim zgadza. Od razu wiedziałam z jakiego powodu mam to zrobić, a między innymi dlatego, żeby fanki chłopaków nie wbiły się w moją skórę i nie i wiedziały do końca kim jestem. Po jego słowach postanowiłam dłużej nie zwlekać i od razu wysiadając z samochodu zrobiłam poleconą mi czynność. Przed lotniskiem to był pikuś, ponieważ dziewczyn było mało, ale za to kiedy weszliśmy do niego był ich spory tłum. Jedne płakały, drugie krzyczały za to te najbardziej spokojne napawały się w ciszy urodą chłopaków. Niektóre nawet rzucały jakimiś maskotkami oraz albumami, z czasem kiedy patrzyłam na te uradowane dziewczyny, postanowiłam im pomóc trochę w szczęściu i podnosiłam każdą rzecz która napotykała mi się na drodze aby wręczyć ją chłopakom, ponieważ sami nie mieli jak zważając na to, że ochroniarze nie byli zbyt dla nich wygodni ciągle poganiając. Raz natrafił mi się jakiś album, później znów niewielka maskotka oraz masę bransoletek które próbowałam utrzymać w ręce. Chłopcy kiedy tylko na mnie spojrzeli zaśmiali się jak nigdy i widząc co robię, zaczęli wykonywać to samo, gdy tylko widzieli jakieś dziewczyny które sięgały rękami do nich przybijali piątki a także zbierali różne podarunki. Od razu uśmiechnęłam się na ten widok. Lecz kiedy napotkałam te zielonkawe oczy Harrego, cytrynowy uśmiech zszedł mi z twarzy. Chciałam coś do niego wyszeptać ale gdy tylko otworzyłam usta, on odwrócił się napięcie. Zawiodłam się na własnym zachowaniu, na własnych czynach po prostu na sobie.

Szybko przeszliśmy odprawę. Cały lot przespałam w towarzystwie Dracy i Nialla którzy non stop pochłaniali jakieś słodycze, szeleszcząc mi przy tym nad uchem ale jakoś dałam rade ulotnić się w tą krainę. Później wszystko potoczyło się już szybko. Nie miałam ochoty na nic.

-Wszystko w porządku? Coś marnie wyglądasz.-Zmartwił się Liam kiedy wychodziliśmy z huczącego lotniska, natychmiastowo wszyscy oprócz Stylesa na mnie spojrzeli.

-Źle się czuje, po prostu chcę być na miejscu i odpocząć.- Stwierdziłam kłamiąc jak z nut ale chyba każdy oczywiście oprócz kędzierzawego połkną haczyk. Lou przez pewną chwilę przyglądał mi się w niepokoju ale gdy tylko spojrzałam na niego i wymusiłam uśmiech na swojej twarzy od razu przyciągną mnie do siebie i mocno przytulił całując lekko w czoło. Podróż nie trwała długo, przynajmniej tak mi się zdawało ale co najważniejsze fanki nie były chyba tak dobrze poinformowane jak myślałam i pod hotelem było ich brak. Akurat na moje szczęście ponieważ nie miałam ochoty już na żadne piski typu „Zayn! Wyjdź za mnie”.
Szybko znaleźliśmy się w hotelu. Całą resztę dnia spędziliśmy w środku. Wszyscy stwierdzili, że jak jedna osoba nie idzie to i nikt nie pójdzie, a to, że ja nie miałam ochoty krzątać się to wypadło na to, że zostajemy. Próbowałam ich namówić aby nie przesadzali i wyszli na miasto ale protestowali mówiąc, że zostaną dotrzymując mi towarzystwa. Siedzieliśmy oglądając jakieś filmy, które ani trochę mnie nie interesowały ani nie ruszały w dany sposób. Non stop ziewałam zarażającą nudą. W końcu kiedy tylko zaczęła dochodzić północ wmówiłam reszcie towarzystwa, że idę do swojego apartamentu obok który dzieliłam z Darcy. Natomiast Louis spał z Harrym a cała pozostała trójka razem. Wyszłam z pokoju Lou i Harrego w którym przesiadywaliśmy wszyscy. Skierowałam się powolnym krokiem do siebie i runęłam jak głaz na łóżko, nie zważając już na to co działo się wokół mnie, zamknęłam ociężałe powieki i odpłynęłam.

***

 Dodałam! Wyszedł jaki wyszedł taki na -3.
Dobra! A więc chciałam zapytać o ważną rzecz. A mianowicie o to, że ostatnio planowałam scenę +18 i czy zgadzacie się na nią ?
Jeśli tak to piszcie w komentarzach i ogólnie oceniajcie rozdział x
Zważając na to, że jestem zboczona to do '69' obserwujących brakuje mi ośmiu czytelników *,*
Jakiekolwiek pytania kierować tutaj : http://ask.fm/xPatrycjax3

Ps:Po raz kolejny przypominam o moim drugim opowiadaniu które postanowiłam stworzyć, jak na razie tylko prolog i dwa rozdziały :  http://smileforlifex.blogspot.com/
+Dziękuję osobom które wzięły sobie moją prośbę do serca na temat pisania dłuższych komentarzy. Dalej trzymam kciuki żeby ich liczba się zwiększała a także i treść ;x
Kolejny rozdział dodam wtedy kiedy znajdę czas a twórcza wena nadejdzie, więc czekajcie aż się doczkacie xo
++Dziękuję za wszystko x 

UWAGA!
Zarządzam konkurs! Napiszcie jakiegoś imagine albo wyślijcie jakiś rozdział ze swoich blogów. Pracę która spodoba mi się najbardziej, wystawię na swojego bloga :) WYSYŁAĆ NA GG : 17770479 !
CZAS JEST DO KOŃCA MARCA! 
 

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 22




Minęły kolejne dwa tygodnie. Stan pogody nieco się poprawił wraz z moim humorem, który czasem samą mnie przyprawiał o męki. Ostatnimi dniami zauważyłam, że Dracy i Niall bardzo się do siebie zbliżyli, a słowo ‘bardzo’ to i tak chyba za słabe określenie. Alice coraz rzadziej dzwoniła i prawie w ogóle nie pojawiała się na znanych mi portalach internetowych, przez które często się z nią kontaktowałam. Zauważyłam też, że Zayn chodzi ostatnio coś przybity, kilka razy próbowałam z nim porozmawiać ale zawsze udawało mu się wykręcić jakimiś wymówkami których ja niestety nie mogłam poprzeć. Liam przez ten ostatni czas często przyprowadzał do nas Dan, w związku z tym mogłam ją poznać i okazało się iż jest naprawdę świetną dziewczyną z którą można pogadać niemal o wszystkim. Za to jeśli mam wspomnieć o Harrym, przechodził kryzys swojego wieku. Ponieważ raz latał niemal jak w skowronkach, a raz jak wcielone zło które wszystko burzyło co stało mu na drodze, czasem naprawdę mnie przerażał. Muszę przyznać, że nasze kontakty ze sobą nieco się zmniejszyły, od kiedy jestem z Lou a on z Tay, mniej ze sobą rozmawiamy. Trochę mnie to zaczęło przerastać ale co począć jak widzę gdy sam nie ma czasem ochoty na mnie patrzeć, od tego aż się przykro robi.

***

Louis pojechał z Liamem i Niallerem oraz Darcy do miasta. Ja za bardzo nie miałam ochoty na włóczenie się, zważając na to, że przez tą chorą pogodę trochę się pochorowałam. Taka fajna rzecz, kiedy jest brzydko na dworze jestem zdrowa jak rydz a kiedy znów robi się ciepło ja muszę dostawać jakiegoś napadu kaszlu. Kiedy tylko Zayn zauważył, że został ze mną i Hazzą sam na sam, także się zmył, a gdzie? Tego chyba nikt nie wie. Jedno jest wiadome, chciał uniknąć po raz kolejny rozmowy ze mną i tak w końcu do niej dojdzie. Bo muszę wiedzieć co tu jest grane. Więc jak już wiecie zostałam sam na sam z szanownym Harrym, który zapewne przez ten cały czas się do mnie nie odezwie, nie piśnie ani słówka. Wyszłam z pokoju Lou i skierowałam się do kuchni. Na początku szłam do kuchni z myślą iż spotkam tam Hazze, ale najwidoczniej moje przeczucia się pomyliły co do jego obecności w takim miejscu bo to w sumie nie Niall. Sięgnęłam po szklankę która była zamieszczona na najwyższej półce.

-Wiesz kiedy reszta wróci?- Spytał z nagła Harry. Nieco mnie przestraszył a efekt był taki, że szklanka wyleciała mi z rąk i wylądowała na płytkach tucząc się w drobny mak.-Co ty robisz do cholery?- Wrzasnął na mnie wściekły. Byłam trochę zdziwiona jego reakcją, a bardziej zawiedziona tym, że tak podle mnie traktował jakbym była dosłownie nikim, jakąś ścierą posiadającą brak jakich kol wiek uczuć.

-Przepraszam…- Popatrzyłam na niego a oczy momentalnie się zaszkliły. Moje łzy często wypływały. Inni mogli uważać, że płacze bez powodu, ale ja zawsze jakiś miałam. Wszyscy mamy ten powód w środku, w samej głębi nas. A największym to było, to że tak mnie traktuje. Przecież to była tylko szklanka nic szczególnego chyba, że dla niego szklanka to ważna rzecz, bo jeśli tak to zakupie mu takich sporo. Zastanawiając się co mam zrobić, po chwili namysłu uklękłam na podłodze i zaczęłam zbierać większe kawałki szkieł. Oczywiście Harry ani rusz żeby mi pomóc tylko przyglądał się mi z głupią miną i kpił jak nigdy, było to widać niemal gołym okiem. Kiedy już prawie kończyłam zbierać większą warstwę, szkło z dość ostrym kantem wylądowało na mojej dłoni, po czym natychmiastowo puścił się z niej wulkan krwi. Było to dość głębokie przecięcie. Oczywiście nie zrobiłam tego świadomie, lecz chwila nie uwagi i bach. Styles natychmiastowo zareagował uklękając przy mnie.

-Bardzo boli?- Spytał biorąc moją rękę.

-Nie dotykaj mnie.-Powiedziałam z wyrzutem. Byłam na niego wściekła o ten cały teatrzyk, najpierw zachowuje się jak by nic nie widział poza własnym ogonem, a teraz jakby wskoczył za mną w ogień. Takie zachowanie przypomina mi kogoś mało odpowiedzialnego.

-Poczekaj tu, za chwilę przyjdę.- Odpowiedział i zmył się za drzwiami.

Moje myśli były całkowicie roztrzaskane niczym te kawałki szkła, które sama stworzyłam. Zawsze muszę doprowadzić do jakiejś katastrofy. Trzeba przyznać, że żyję po to aby ciągle coś psuć i zmieniać na gorsze. Chyba można powiedzieć, że jestem wcielonym złem nawet w dosłownym sensie! Nim się obejrzałam Harold stał koło krzesła kuchennego, a po chwili usiadł na nim, podstawiając naprzeciwko siebie drugie.

-Chodź tu i siadaj.- Powiedział i wziął ponownie do rąk czerwone pudełko, na pierwszy rzut oka było widać, że jest to apteczka. Mruknęłam coś tylko pod nosem i po chwili ociągania się, poszłam w jego stronę.-Daj rękę.- Szepnął cichutko, że ledwie było go słychać. Kidy tylko dotknął mojej dłoni, dreszcze objęły całe moje ciało, na jego lodowate palce od razu się wzdrygnęłam. Harry widząc moją reakcje od razu na mnie spojrzał. -Przepraszam-Powiedział nadal szepcząc. Tylko na niego popatrzyłam ale nie odzywałam się ani słowem i tak nie wiedziałabym co powiedzieć to co za różnica? Raczej żadna.- Przepraszam za to, że ostatnio zachowywałem się jak skończony palant. Za to, że Cię unikałam, byłem taki nie miły i oschły, ja tylko próbowałem uniknąć tego…

Styles zamilkł i przez chwilę spoglądał w moje oczy koloru whisky. Nasze twarze powoli zaczęły się do siebie zbliżać. Mogłam wcześniej nad tym pomyśleć, że ta cała sytuacja w której obydwoje tkwiliśmy była nieunikniona. Wiedziałam, że coś mnie przyciąga do tego chłopaka, ale do końca nie byłam pewna co to było. Nie minęła sekunda a poczułam jego usta na swoich. To trwało jakby wieczność. Przerażało mnie to ale przyjemność i taka dawała w górę. Kiedy nasze języki skończyły ten szalony a zarazem niedozwolony taniec, oderwaliśmy się od siebie, a na mojej twarzy rysowało się zagubienie.-Właśnie tego.-Dokończył to co zaczął przed naszym czynem a raczej jego. Zamurowało mnie już całkiem.

-Harry nie powinniśmy…- Zaczęłam a wyrzuty sumienia zaczęły się dobijać tylnymi drzwiami. Ponownie na mnie spojrzał lecz nie zważając na moje słowa zrobił do jeszcze raz, bardziej stanowczo. Ujął dłońmi moją twarz i zaczął mnie gwałtownie całować, przyznam bez bicia, że czułam motylki w brzuchu, czułam że potrzebowałam przez ten czas Harrego, czułam że żyję…

-Kocham Cię.- Szepną Cichutko do mojego ucha a opuszkiem palców przejechał po moim policzku. Na ciele poczułam przypływ zimna. Dreszcze pojawiły się jak na zawołanie. On mnie kocha? Czy to jawa czy też sen? To niemożliwe.

-Harry…- Spojrzałam na niego już całkiem przerażonym wzrokiem.

-Nie bój się Ellen. Nie pisnę słówka Louisowi, nie dowie się o tym. Wiem, że go kochasz, widzę to lecz wiem też iż ja nie jestem Ci obojętny. A jeśli się mylę… to mi to powiedz?- Spojrzał na mnie tajemniczym wzrokiem który nic nie ujawniał ani zaciekawienia, ani smutku czy też aby szczęścia, po prostu nic. Moja twarz pozostała w takim samym stanie, nie miałam nic do powiedzenia. Czułam, że jak cokolwiek odpowiem będzie to źle odebrane, gdybym powiedziała, że nic do niego nie czuje zabolałoby go a sama nie wiedziałam czy na pewno nie darzę go żadnym uczuciem oprócz przyjaźni. Była to jedna wielka zagadka, na którą w teraźniejszym czasie nie miałam odpowiedzi. Posiadałam tylko jedną nadzieję, że w końcu tą odpowiedź znajdę i rozwiążę to całe zamieszanie w którym tkwiłam. Nic nie odpowiedziałam, siedziałam jakby mnie żywcem przyszyli do tego krzesła. Mogłam tylko w myślach jęczeć i katuszować się z bólu, że krzywdzę wszystkich mi bliskich ludzi. Harold popatrzył na mnie, przytakną głową i skierował się do wyjścia. Podniosłam się w ostatniej chwili z krzesła i runęłam jak huragan w jego stronę.

-Harry!- Stanęłam przed jego osobą. Nie powiedziałam już nic więcej. Objęłam jego twarz rękoma i zamieściłam na jego ustach skromny pocałunek w swojej własnej wersji. On z początku troszkę się zmieszał w powodu mojego wyczynu, sama nie byłam świadom tego co zrobiłam. To było trochę pochopne, ale nie wiem czy mogłam tego żałować. Styles zerknął na moją twarz po raz ostatni, uśmiechną się łobuzersko i wyszedł na zewnątrz przepuszczając przez drzwi oziębły wiatr. Wsiadł do auta i odjechał. Zostawił mnie samą z tymi nieokrzesanymi myślami. Usiadłam na podłodze opierając się o blat kuchenny, sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A za wszelką cenę chciałam uniknąć tego całego przedstawienia, to na pewno nie było jeszcze zakończone. Przez tą jedyną chwilę czułam się szczęśliwa ale nie, oczywiście wszystko się musiało spieprzyć, tak jak działo się to regularnie. Jak już wspominałam kwestia przyzwyczajenia. Poczułam zimno na tyłku i postanowiłam przenieść się z podłogi do sypialni Lou. Kiedy już się tam znalazłam, postanowiłam się jakoś od stresować i wyszłam na olbrzymi balkon. Wyciągnęłam z bluzy moja lekarstwo na stres, czyli papierosy. Od razu mocno się zaciągnęłam i wypuściłam z ulgą dym. Oparłam się o barierkę i zamknęłam lekko powieki.

-Możemy porozmawiać?- Odwróciłam się zaskoczona czyimś głosem. Jak się okazało za moją osobą stał Zayn. Widać, że był bardzo przygnębiony.

-Taak! Ciągle próbuje to zrobić!- Spojrzałam na niego z wyrzutem przypominając sobie jak ciągle mnie unikał. Ale po chwili postanowiłam, że nie będę już taka oschła ponieważ jego twarz ukazywała widoczny smutek. Przystanął obok mnie a po chwili również oparł się o barierkę.

-Co jest grane?- Zapytałam patrząc przed siebie.

-Mogę?- Zignorował moje wcześniejsze pytanie i nie czekając na pozwolenie wyjął z mojej ręki papierosa a po chwili również się nim zaciągał.-Męczy mnie to wszystko.-Dodał po chwili.

-Męczy? Ale co?- Zapytałam nieco zirytowana, że nie mówi pełnymi zdaniami.

-To, że nie może być tu ze mną i to, że chyba nigdy nie będziemy razem.-Odpowiedział i zerknął na mnie czekając na jakąkolwiek reakcje.-Mówię o Alice.-Dodał po chwili widząc zdezorientowanie na mojej twarzy.

-Czemu sądzisz, że nie będziecie nigdy razem? Po za tym sam wiesz jak trudno było jej z powodu babci, nie może tu przylecieć za pomocą pstryknięcia palcem, to nie skasuje jej problemów.-Odpowiedziałam pewniej niż sam Malik.

-Ona nie chcę.-Mruknął pod nosem jakby od niechcenia.

-Czego nie chcę?- Zapytałam nie wiedząc co chodzi mu po głowie.

-Nie chcę tu przyjechać. Z jej babcią już w porządku. Alice powiedziała, że to nie ma sensu.-Odpowiedział a jego oczy się zaszkliły.

-Zayn…- Szepnęłam cichutko i momentalnie go przytuliłam. Kiedy już się ogarnął postanowiliśmy po raz kolejny zakosztować nikotyny, ale niestety ktoś nam w tym przeszkodził.

-Fu! Śmierdzisz!- Krzyknął do mnie Lou który stał zaraz za mną.

-Louis sam śmierdzisz!- Popatrzyłam na niego ze śmiechem.

-Ja spadam, nie chcę słuchać tych kazań!- Zaśmiał się Malik i zniknął nam z oczu.

-Nie powinnaś palić tego świństwa!- Stwierdził Tommo oskarżycielskim tonem.

-Eh, Louis i tak tego nie pojmiesz.-Mruknęłam pod nosem.

-Powinnaś to rzucić… dla mnie.-Szepnął robiąc przy tym maślane oczy.

-Tylko nie ten wzrok!- Zaśmiałam się.-Okay, zobaczymy co da się zrobić.-Syknęłam dając się uwieść jego spojrzeniu. Po chwili obydwoje pomaszerowaliśmy do całej reszty.

-Pakujecie się już?- Zapytał Niall który pojawił się znikąd.

-Co?- Zapytałam zdezorientowana.

-O kurcze! Zapomniałem Ci powiedzieć. Lecimy jutro do Paryża.- Powiedział tak zwykle jakbyśmy jechali do mojego domu, a to był Paryż! Chyba, że się przesłyszałam?

-Co ty gadasz Lou? Naćpałeś się czy co?- Patrzyłam na niego jak na wariata a on miał głupkowatą minę i zgrywał się jak nigdy.

-Niespodzianka?- Krzyknął śmiejąc się.

-Naprawdę lecimy do Paryża?- Zapytałam z nie dowierzeniem Nialla, który stał naprzeciwko.

-Tak! Więc się pośpieszcie bo robimy to z samego rana!- Zaśmiał się Nialler. Jego śmiech naprawdę był niepowtarzalny.

Klepnęłam Tomma w ramię z oskarżycielskim spojrzeniem, które niemal zabijało.

-Pożałujesz jeszcze tego.- On popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.- Jesteś kochany! -Dodałam po chwili wskakując na niego.

-Ty też!- Zaśmiał się i pocałował mnie w czubek głowy.

***

No to z trudem dodałam 22 rozdział! Ale jakoś się udało, pisałam go dwa dni :c nie wiem co się ze mną dzieje!

+Jeszcze jedna sprawa. Chciałabym żebyście pisały w komentarzach co spodobało wam się najbardziej w rozdziale, czego wam brakuje, co doceniacie itd. Wiem, że jestem wymagająca ale komentarze typu świetnie czy tam fajny rozdział, nie motywują mnie w ogóle do pisania. Jeśli chcecie następny rozdział to pokarzcie mi, że wam zależy x

Piszę po raz drugi, jeśli ktoś chętny to, to jest moje nowe opowiadanie J : http://smileforlifex.blogspot.com/