poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 4.


Rozdział 4 :)x

-Przepraszam.- Szepnęła z przerażeniem w oczach po czym weszła do pokoju blondasa z osłupieniem rysującym się na twarzy…
Trochę ją ta cała sytuacja która zdarzyła się przed momentem zbiła z tropu. Znajdując się w pokoju Nialla , dostrzegła go siedzącego na rogu łóżka. Skierowała się ku niemu z lekkim współczuciem ponieważ nie wiedziała, że chłopak przejmie się tak Żelaźnie zawistną sytuacją. Dla niej w ostatnich dniach jej zachowanie było normalką, zmienny humor, łzy w oczach itd.
-Nie masz się o co obwiniać!- Spojrzałam na niego ze współczuciem.
-Wiem.. na pierwszy rzut oka wydaje się , że jestem beznadziejny i wścibski, jejku naprawdę przepraszam nie lubię patrzeć jak ktoś płacze do tego z mojego powodu.- Wyraźnie posmutniał i spuścił wzrok wlepiając go w podłogę.
-Nie przejmuj się mną, ja codziennie miewam takie nastroje! Jeśli dłużej będziesz się smucił to się na Ciebie obrażę!- Syknęłam dezaprobatą.
-Miałaś mi zrobić omlety!- Oprzytomniał po czym jego twarz rozpromieniała w uśmiechu.
-No i to lubię! Uśmiech na twarzy naszego głodomora.-  Zadowolona pociągnęła chłopaka za koszulkę targając go w stronę drzwi.
Dopiero na schodach oprzytomniała a pamięć zarazem obiła jej się o głowę. Bała się tam zejść. Nie wiedziała jak Tomlinson może zachowywać się wobec jej osoby. Nie ukrywała, że nadal było jej przykro po tym jak pocałował i zostawił ją jak by nic pomiędzy nimi nie zaszło.. przez chwile poczuła się jak typowa szmata. Próbowała się otrząsnąć i zachować stoicki spokój ale nie było jej to na rękę, ciągle biła się z myślami dlaczego to zrobił. Wchodząc do kuchni napotkała po drodze tryskającego pozytywną energią na wszystkie obecne strony Liama. Ku zaskoczeniu Ellen, towarzyszyła mu dziewczyna o ślicznie kręconych włosach. Patrząc na jej urodę poczuła nutkę zazdrości, wiedziała, że nie dorównuje się chociaż w połowie.
-Cześć wam, Ellen poznaj Danielle moją dziewczynę.-Powiedział z radością w oczach po czym oboje znikli biegnąc ku górze, dziewczyna dostrzegła tylko jak Danielle przesyła jej szczery uśmiech po czym szybkim ruchem macha jej, znikając za drzwiami.
To co dostrzegła na dole kompletnie ją dobiło, nie mogła oderwać od nich oczu ani postawić kolejnego kroku, czuła się jak by ktoś mimowolnie przykręcił ją do drewnianych paneli na których stała.
-Kto to jest? Kim jest ta dziewczyna którą całuje w tej chwili Louis?- Syknęła pytająco, złowieszczo spoglądając na bezbronnego Niallera który zorientował się, że coś jest nie tak.
-To Eleanor, jego dziewczyna.  Wszystko porządku? Nie wyglądasz za dobrze.- Przyglądał się jej nie pewnie, kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
-Możemy iść powrotem na gór..
-No w końcu! Zbierajcie się, idziemy do klubu!- Krzyknął entuzjastycznie Harry pojawiając się przed Ellen która nawet nie zdążyła dokończyć spokojnie zdania.
-Gdzie?- Spytała szorstko ukradkiem spoglądając na obściskującą się parę. Była wściekła.. wściekła to mało powiedziane, jej emocje tak buzowały, że można spokojnie powiedzieć, że była wściekle wkurwiona. Ta cała sytuacja wydawała jej się chora, potraktował ją jak istną idiotkę która nie ma uczuć!
-Do klubu! Nawet nie masz prawa zaprzeczać, po prostu nie ma takiej opcji, że nie pójdziesz.- Powiedział Harold lustrując minę dziewczyny.
-Spoko, to nie stójcie tak tylko się zbierajmy.- Opanowanie sprostowała. Już wiedziała, że tego wieczoru nie będzie przyjemnie wspominać, ale miała to głęboko w dupie największą ochotę na ten wypad robił obraz który wyobrażała sobie przed oczami to upicia się tak, że całkowicie będzie pozbawiona jakichkolwiek kontaktów z otoczeniem. To było jedno po czym otrzymywała ulgę i odlatywała w swój świat do którego nikt nie miał prawa wejść.
Po zaledwie 10 minutach dotarli do zatłoczonego klubu. Tomlinson ani trochę nie zwracał na nią uwagi, nie raczył nawet przelotnie na nią spojrzeć.
-Dupek!- Powtórzyła do siebie z wyrzutem, że pozwoliła na pocałunek z jego strony.
-Kogo tak ładnie nazywasz?- Spytał Niall wyczekując odpowiedzi z widocznym zaciekawieniem.
Ellen popijając kolejnego drinka (Oczywiście już ledwo trzymała się na nogach) wskazała głową na Louisa.
-Czy mi się zdaje czy aby mnie coś ominęło? Przecież nie było mnie zaledwie 20 minut!- Ryknął irytującym głosem.
-Pocałował mnie palant!- Syknęłam gapiąc się na Harrego który był już zalany w trzy trupy.
-Że co? Słucham!?- Przeraził się i odskoczył momentalnie powodując spojrzenia innych.
-Tylko nie raczył mnie uprzedzić, że ma dziewczynę. Ahh no i te jego miłe zachowanie wobec mnie. Pocałował i uciekł, rozumiesz? Kretyn! Po prostu kretyn!- Mówiła a jej złość z sekundą na sekundę przeradzała się w smutek.
-Co za debil!- Wydarł się, po czym widząc, że dziewczyna płacze objął ją lekko ramieniem.
Sama nie wiedziała o co jej chodzi, zmiana nastrojów powoli wyprowadzała ją z równowagi. To wydawało jej się głupie. Przecież znała Louisa dopiero dzień i do tego nie cały! Nie o to chodzi, że była w nim zakochana, bo nie była, ale nie mogła wybaczyć chłopakowi, że potraktował ją tak.. tak jak pierwszą lepszą która dała uwieść się PANU TOMMLINSONOWI!
-Muszę do toalety! – Wyszczerzył się Nialler, po czym biegiem skierował się w stronę swoich osobistych potrzeb.
-Witam Cię piękna istoto.- Dziewczyna ujrzała przed sobą mężczyznę z lekką czupryną na głowie, ale nie mogła powiedzieć, że nie był przystojny, bo był.. i to bardzo.
-Cześć.- Wymusiła uśmiech na swojej twarzy. Przyszedł jej do głowy trochę chytry plan.
-Zatańczymy?- Spytał trochę zachrypniętym głosem. Miał koło trzydziestu lat ale mimo wszystko pałał takim wyglądem i nie dało się odmówić, do tego czuła, że będzie jej potrzebny.
Po chwili wylądowali oboje tańcząc , wczuwając się w rytmy muzyki. Widziała to. Widziała jak Louis wpatrywał się we nią, bez przerwy czuła jego wzrok. Była pewna, że był zazdrosny, stu procentowo! Po chwili znowu przystanęli obok baru zamawiając po kolejnym drinku.
-Ell, nie powinnaś już pić.- Usłyszała za sobą zmartwiony głos Tomma. Nie chciała dawać za wygraną, wiedziała, że nie ulegnie jego spojrzeniom. Wiedziała.
-Odwal się, pilnuj swojej Ell.- Syknęła do niego sarkastycznie po czym chwyciła rękę jej towarzysza i podążyła w stronę parkietu.
Nawet nie zorientowała się kiedy stała oparta o ścianę, a obcy jej facet z którym przed chwilą wywijała, nachalnie ją całował.
-Przestań..- Szepnęła do niego cichym głosem, była zbyt pijana żeby móc w bardziej natarczywy sposób zareagować. Nikt ich nie zauważał był za dużo tłum żeby ludzie mogli się zorientować, że coś jest nie tak.
-Zostaw mnie!- Powiedziała po czym  nieznajomy używając siły przygrzmocił ją do ściany. Jeździł rękoma po całym ciele. Ona nie miała sił nawet na lekkie odepchnięcie. Włożył jej rękę pod biust.. zjeżdżając coraz niżej.
Otwierając ponownie powieki, poczuła, że obcy nie przywiera już do jej ciała, zatem zjechała lekko po ścianie lądując przy ziemi. Słyszała krzyki Lou. Przecierając lekko oczy dostrzegła, że Louis leży na zakrwawionym od ciosów mężczyźnie który przed minutą się do niej dobierał, obijał go pięściami tak silno jak tylko mógł.
-Louis! Spokój! Bo go zabijesz! – Wydarł się Liam który jako jedyny zobaczył co jest grane, po nim zleciała się cała reszta, widząc Ellen w takim stanie byli zdezorientowani. Tomlinson podszedł do Ellen po czym wziął ją ręce bez przerwy powtarzając
-Przepraszam, wiem, że to przeze mnie gdyby nie ja to.. japierdziele przepraszam.
Usnęłam, kładąc bezwładnie głowę na jego ramieniu..
**
No to SIEMA! Jest już 4! Sama nie wierzę własnym oczom! Po prostu siadłam i zaczęłam pisać od tak, a wcale nie miała takiego zamiaru! Sama się sobie dziwie. Tak po prostu przyszła mi wena więc proszę! :) No i do zobaczenia!



sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 3.


Rozdział 3 :) x

Kiedy cała trójka doszła do pobliskiego baru, Nialler z widoczną ochotą zamówił dużą porcje spaghetti. Oczywiście nie obeszło się bez śmiechu ze strony pozostałej dwójki.
-Przytulnie tu.- Powiedział lokowaty spoglądając w oczy Ellen posiadające kolor mocnego whisky.
-Dokładnie. Lubię tu przychodzić, czas upływa tu tak spokojnie.- Przytaknęła nie śmiało widząc jak Harold ją bacznie obserwuje.
-Ah, proszę was nie biadolcie już więcej. Ja tu przyszedłem w spokoju nakarmić mój burczący brzuch.- Rzekł zirytowany wyczekując niecierpliwie swojego zamówienia.
Kiedy tylko się posilili, wyszli na świeże powietrze, bez przerwy pokrywając się ciągłym śmiechem wywołanym przez blondyna.
-Masz jakieś plany na dziś?- Zapytał z zaskoczenia kędzierzawy.
-Zdecydowanie żadnych, jakieś propozycje ?- Zapytała trochę zmieszana widząc jak Harry wyczekuje jej odpowiedzi.
-To świetnie! Pojedziesz do nas i poznasz resztę chłopaków. Jeśli nie masz nic przeciwko to będziesz mogła zapełnić mój brzuch i usmażyć mi pyszne omlety. Umiesz prawda ?-Spytał błagalnie, patrząc na nią ze smakiem.
-Umiem! Robię najlepsze na świecie!- Powiedziała dumnie zanosząc te zdanie pełnym entuzjazmem.
Ellen nie była pewna czy odwiedzenie chłopaków w ich domu jest dobrym pomysłem, ale mimo wszystko postanowiła się zgodzić. Trochę nie mogła uwierzyć, że kiedykolwiek mogła by ich spotkać a teraz tak po prostu stoi przed ich domem.
-No chodź!-  Blondyn pociągnął ją za rękę, prowadząc do salonu.
Przed jej osobą pojawił się uśmiechnięty mulat.
-Cześć! Jestem Zayn.- Przedstawił się po czym uścisnął jej dłoń.
-Miło Cię poznać, Ellen.- Odpowiedziała odwdzięczając się uśmiechem.
Po chwili przed nią pojawiła się dwójka kolejnych chłopaków, równie przystojnych. Największą uwagę zwróciła na niebieskookiego z koszulką w paski. Kiedy ujrzała jego twarz wiedziała, że ten chłopak od początku był obiektem jej westchnień tylko wcześniej doznawała tego przed ekranem telewizora a w tych okolicznościach jej serce niemal przestało bić gdyż podarował jej cwaniacki uśmieszek puszczając przy tym oczko.
-Jestem Lou, ty jestem Ellen? Mam nadzieję, że dobrze usłyszałem.- Upewniał się bombardując ją kolejnymi uśmiechami.
W dziewczynie aż buzowało, stała jak wryta nie była pewna czy dobrym pomysłem będzie powiedzieć cokolwiek, skoro i tak nie była pewna czy zdoła z siebie wydusić chociaż słowo.
-Oddychaj ..proszę Cie. Bo wyjdziesz na głupią! –Karciła się w myślach za swoje niespodziewane zachowanie.
-Dobrze usłyszałeś.- Przytaknęła spoglądając mu z niepewnością w oczy.
-Wiecie, że Ell to jest ta dziewczyna o której Hazza gadał ostatnimi dniami. No na pewno pamiętacie, wylał na nią kawę!- Mówił jak najęty Nialler.- Podobno płakałaś.. czemu? –Dodał po chwili, ale nim się zorientował , że te pytanie jest nie na miejscu było za późno.
Dziewczyna nie miała pojęcia jak zareagować na istną sytuacje, wszyscy milczeli. A jej od razu przed oczyma pokazała się mama leżąca na szpitalnym łóżku z resztką sił. Bała się. Wiedziała, że zaraz nie wytrzyma. Uroniła pierwszą łzę, po chwili leciały kolejne i kolejne. W tej chwili czuła się słaba.
Poczuła na sobie zbiorowe objęcie. Każdy z chłopców zaczął ją pocieszać przytulając ją w milczeniu.
-Przepraszam..-Wydukał speszony blondyn.
Było mu wstyd, że przez niego dziewczyna płakała. Przez te kilka godzin naprawdę ją polubił i nie Chciał jej ranić..
-Dwa miesiące temu moja mama zmarła na raka. Okropnie mi jej brakuje..- Odważyła się dziewczyna przepuszczając kolejne łzy.
Była pewna, że może im zaufać. Nie potrzebowała współczucia tylko bliskości jaką jej dawali.
-Przepraszam na chwilkę, ale nikotyna mnie wzywa.- Przerwała całą ceremonie po czym chwyciła torebkę kierując się w stronę drzwi balkonowych.- Mogę prawda?- Spytała po chwili namysłu dostrzegając na sobie wzrok chłopaków.
-Nie wyglądasz na palącą. – Stwierdził mulat przyglądając się jej bacznie.
-Życie robi z ludzi swoje..- Syknęła przewrażliwiona po czym wyszła.
Zapalając papierosa, zauważyła obecność Zayna. Który nasycał się dymem tytoniu.
-Nie wiedziałam, że palisz.- Spojrzała na niego badawczym wzrokiem.
-Jeszcze dużo o nas nie wiesz. Co Cię do tego skłoniło?- Spytał z widoczną troską.
-Do palenia? Śmierć matki.- Oznajmiła ze stoickim spokojem jak nigdy. Nie chciała po raz kolejny pokazywać swojej słabości a tym bardziej, że jeszcze dość dobrze nie poznała ich, choć domyślała się, że są naprawdę interesującymi ludźmi zważając na to jak bardzo się zaniepokoili jej zachowaniem.
Dobrze dogadywała się z Zaynem, była pewna, że jeszcze nie raz zdoła mu się zwierzyć ze swoich problemów dotyczących jej całego życia.
Po woli oboje skierowali się w stronę kuchni. Dostrzegła tam wszystkich prócz wiecznie godnego blondasa.
-Gdzie Niall?- Spytała spoglądając na Harrego.
-Jest u góry w swoim pokoju, trochę przejął się tym, że przez swoją głupotę zepsuł Ci się humor.- Odpowiedział Harold ze zmieszaną miną.
-Pójdę do niego.- Powiedziała stanowczo.
Nie chciała żeby przez nią miał wyrzuty sumienia. Sądziła, że to nie jego wina, przecież on tylko spytał nie był świadomy co było powodem jej płaczu.
-Zaprowadzisz mnie?- Tym razem te pytanie skierowała do Louisa który z uwagą przyglądał się wyrazowi jej twarzy.
-Chodź. –Powiedział krótko chwytając ją za rękę. Oboje czuli na sobie podejrzliwe spojrzenia całej reszty ale ani słowem się nie odzywając skierowali się ku górze.
-Wszystko w porządku?- Upewnił się niebiesko Oki, przystając obok Ell.
-Myślę, że tak. –Odpowiedziała tonąc w jego spojrzeniu.
Przez dłuższą chwile patrzyli sobie prosto w oczy, milcząc. Louis przybliżył się do Ellen stykając się nos w nos. Dziewczyna odruchowo musnęła jego usta zamykając bez władnie oczy. Nie wierzyła , że to wszystko dzieje się tak szybkim tempem. Jego język przejechał po jej suchych wargach po chwili lądując w ustach dziewczyny. Louis dopiero po chwili oprzytomniał, przecież miał dziewczynę o której za pewne Ellen nie miała pojęcia, oderwał się od niej szybkim ruchem.
-Nie powinniśmy.- Oznajmił odsuwając się o dwa kroki w tył.
Zamurowało ją nie wiedziała co powiedzieć, była pewna, że Louis wcześniej tego chciał. Jej myśli były rozdarte, zrobiło jej się strasznie przykro, że potraktował ją tak sucho.
-Przepraszam.- Szepnęła z przerażeniem w oczach po czym weszła do pokoju blondasa z osłupieniem rysującym się na twarzy.
***
Witam was! Noto mamy już następny rozdział! J Na początku mi coś nie wychodziło, ale w końcu wena z czasem przyszła. Mam nadzieję , że choć trochę się spodobał!
+Pewnie was to ciekawi z kim będzie Ellen i do kogo będzie pałać jakimkolwiek uczuciem a więc… nie napisze! Czytajcie a się dowiecie!
++ Wasze komentarze proszą się o dalsze pisanie, więc proszę was zaszycie mnie i wstawiajcie! To naprawdę mnie cieszy i wywołuje natychmiastową wenę : )!





wtorek, 4 grudnia 2012

Rozdział 2.

Minął już tydzień po tym całym zdarzeniu. Była pewna, że skądś kojarzyła twarz tego chłopaka, ale nie miała zielonego pojęcia skąd.
-Uspokój się to tylko zwykły chłopak!- Szepnęła do siebie z nutą irytacji.
Kiedy znalazła się w kuchni jej tata chrząkał się próbując zrobić coś do jedzenia.
-Dzień dobry-Przywitał ją ciepło. Od spotkania z nieznajomym postanowiła, że będzie dla Richarda nie co milsza, tak wiadomo, że dużo spraw w jej życiu zaprzepaścił ale uświadomiła sobie, że każdy zasługuje na drugą szansę a jej matka na pewno nie była by zadowolona jej zachowaniem wobec taty.
-Cześć. Podwiózł byś mnie na Oxford street?- Zapytała niecierpliwie czekając na odpowiedź ojca.
-A mogę wiedzieć dlaczego tam? –Popatrzył na nią z ciekawością.
-Możesz. Będę pracować jako kelnerka przez jakiś czas na pewno kojarzysz tą restauracje koło..
Spodziewała się trochę mieszanej reakcji ze strony ojca. Przecież to trochę dziwne skoro mają tyle pieniędzy to po co miała by gdzie kol wiek pracować? Chodziło o to, że Ellen nie chciała bez przerwy ciągnąć od niego kasy, pragnęła mu udowodnić , że sama też się do czegoś przydaje i nie jest bezużyteczna. Przerwał jej chrząknięciem.
-Nie widzę powodu żebyś musiała pracować.- Oznajmił z miną nieco kapryśną.
Tego dziewczyna się spodziewała. Wiedziała, że nie będzie zadowolony z tego co Ell tym razem wymyśliła ale liczyła na to, że nie będzie się sprzeczał.
-W tym problem, że ja widzę. Po prostu chcę sama o siebie zadbać. Chyba nie zabronisz mi pracować, prawda?- Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem. Wiedziała, że ojciec nie może jej niczego zabronić była już pełnoletnia a to był pierwszy i najważniejszy powód.
-Dobrze, a więc zabieraj się i jedziemy. Nie mam dużo czasu więc prosił bym Cię żebyś się streszczała.-Nim się obejrzał Ellen popędziła ku pokojowi. Włożyła na siebie czarne rurki, kremową koszulkę a na stopy wcisnęła kremowe ceoverse. Zrobiła lekki makijaż po czym wzięła torebkę i popędziła do auta gdzie czekał na nią tata. Po 10 minutach znaleźli się już na miejscu.
-Dzięki.-Powiedziała cichym głosem wysiadając. Richard bez pożegnania z piskiem opon odjechał w stronę biura.
Wszystko potoczyło się szybkim tempem. Dziewczyna o imieniu Milena pokazała jej sprzęt i całą resztę.
-Będziesz odnosiła dania przy pierwszym skrzydle, a ja jak zawsze przy drugim. Dasz rade?- Powiedziała z troską.
-Pewnie.- Wydukała sarkastycznie Ell.
Jak na pierwszy dzień szło jej bardzo dobrze, do póki nie zauważyła jego. Chłopaka który wylał na nią tydzień temu całą zawartość kawy.
-Milena! Tych dwóch chłopaków jest na twojej połowie. –Oświadczyła przestraszonym głosem podchodząc do koleżanki.
-Przykro mi skarbie ale ty się nimi zajmiesz, ja muszę lecieć na wezwanie do szefa. Powodzenia.-Powiedziała rudowłosa z uśmiechem i zniknęła za drzwiami.
-Super!- Syknęła do siebie Ell i podążyła w stronę ich stolika.
-Dzień dobry. Co podać?- Spytała spoglądając na blondyna. Nie chciała żeby tamten ją zauważył.
-Nie mogę o niej zapomnieć. Naprawdę była śliczna. Kurde. To głupie ale pewnie nigdy już jej nie ujrzę na oczy.. Niall czy ty mnie w ogóle słuchasz?- Zapytał nieco wkurzony widząc, że przyjaciel ani trochę nie poświęcał mu uwagi tylko katuszował kelnerkę zamówieniem.
-Mogą być trochę przypieczone.. no ale jeśli to sprawi kłopot to nie koniecznie no ale prosił bym bardzo.. bo przy bladych boli mnie brzuszek.. Mówiłeś coś Harry? –Spytał blondas z grymasem na twarzy, że tamten mu przeszkadza.
Dziewczyna jednym uchem podążała za mową chłopaka o imieniu Niall, a drugim za brązowowłosym czyli jak już jej było wiadomo Harrym. Trochę zrobiło jej się żal gdy usłyszała, że loczek wspomina o jakiejś dziewczynie ale szybko się otrząsnęła skupiając się na wybrednym Blondynie. Na szczęście lokowaty nie zauważył jej obecności.
Po zaledwie pięciu minutach szła w stronę ich stolika z wielką porcją frytek.
Dopiero po chwili dotarło do niej to co się stało. Wpadła na Harrego lądując wprost na nim z całą zawartością frytek i ketchupem który skapywał mu po twarzy.
-Nie chciałam. Prze..przepraszam.-Wysyczała przestraszona.
Chłopak zaśmiał się i pomógł jest wstać z podłogi.
-Dwie niezdary się znalazły. Ja chciałem to zjeść..-Powiedział z politowaniem Niall kręcąc znacząco głową.- A tak a propos to dobry ten ketchup.-Uszczęśliwiony nabrał na palca jego zawartość z twarzy Loczka z zlizał językiem.
-Jestem Harry a to jest Niall.- Przedstawił się pokazując szereg zębów.
-Ellen która zaraz będzie zwolniona.- Wydukała zanosząc się śmiechem na widok blondyna pochłaniającego całą zawartość czerwonej masy z twarzy poszkodowanego.
-Panno Sarut! Zwalniam Panią!- Usłyszała za sobą wściekły głos mężczyzny. Jak i się domyślała był to szef którego okazji nie miała jeszcze zbytnio poznać.
-To było nieuniknione.-Szepnęła śmiejąc się w duchu.
Przebrała się zabierając wszystkie swoje rzeczy. Po czym wyszła z zadowoleniem nie ukrywając tego, że cała ta sytuacja panicznie ją bawiła.
-Widzę, że jest Ci do śmiechu. Wnioskuje z tego, że wcale nie była Ci na rękę ta praca.- Przed nią pojawił się Harry z Niallem.
-Muszę przyznać, że nie.-Powiedziała z lekkim rozbawieniem. Po czym roześmiała się na widok blondyna który zlizywał ze smakiem palce.
-Jestem głodny!- Ryknął rozpaczliwie.
-Przeze mnie straciłeś obiad więc ja stawiam. Chodźcie!- Rzekła entuzjastycznie poganiając ich ręką.
-Nie ma takiej opcji żebym odmówił!- Szepnął cicho pod nosem. Podążając za Ellen równym krokiem.
Dziewczyna już była stuprocentowo pewna skąd kojarzyła twarz chłopaka. Od czasu do czasu lubiła posłuchać piosenek zespołu One Direction, a on był jednym z ich członków niestety nie tym który tak bardzo na nią działał.
***
Starałam pisać się jak najszybciej no i jakoś mi się udało. Jeśli pojawią się błędy to przepraszam.
+Nawet nie wiecie jak jakiekolwiek komentarze dają mi weny do dalszego pisania. A najbardziej takie długie <3
++No i mam nadzieję , że spodobał się ogólny pomysł i , że was nie zawiodłam :O Oczywiście nie bądźcie co do wszystkiego pewni bo pewnie was jeszcze zaskoczę .
Kocham was *___*

Rozdział 1.

Dziewczynę obudził potworny ból głowy. Okropnie się czuła. Ostatnim czasem życie dało jej w kość..Stała się całkiem innym człowiekiem. Do tej pory nie mogła się pogodzić z sytuacją jaka ją opętała. Po śmierci swojej matki dziewczyna przeszła wielką zmianę jak i w środku tak i na zewnątrz. Nie była już otwarta i wiecznie uśmiechnięta w zamian miewała nieznośne humory, często płakała i ze stresu którą ją otaczał wplątała się w nałóg nikotynowy o którym jej ojciec nie miał pojęcia, nigdy nie tolerował czegoś takiego jak papierosy a już na pewno nie u nich w rodzinie.
Zwlekła się z łóżka wciskając na siebie dżinsowe przecierane rurki i wkładając na siebie burgundowy sweter. W kuchni zastała swojego ojca całkiem pochłoniętego w papierach.
-Wybierasz się gdzieś?- Zapytał wysilając się na krótko trwały uśmiech.
-Uhm .. od kiedy moje życie zaczęło Cię interesować.- Ostatnie zdanie wypowiedziała nieco ciszej. Taka była prawda. To zawsze mama poświęcała więcej czasu jej towarzystwie. Richard nawet w weekendy nie mógł zrobić sobie wolnego od pracy.
-Nie takim tonem młoda damo!- Spiorunował swoją córkę wzrokiem. Nie podobało mu się w jaki sposób ostatnio się do niego odzywała. Wcześniej wyczuwał między nimi chociaż trochę miłości a teraz odczuwał , że to nie jest już ta sama Ellen.
-Mam dla Ciebie niespodziankę.- Dodał po chwili namysłu.
-Nie lubię niespodzianek. A najbardziej w twoim wykonaniu.- Syknęła sucho na wspomnienie ile to jej razy obiecywał wspólny wyjazd na wakacje.. takie rodzinne, WSPÓLNE. Jakoś w ostatnich chwilach wypadał mu wyjazd z pracy lub jakieś spotkanie służbowe taka była prawda, że nigdy nie umiał się porządnie zorganizować chodź by dla niej.
-Chociaż mnie wysłuchaj dziecko! Mianowicie to wykupiłem dla twojej przyjaciółki z Polski, tej Alice bilet. Chciałem żebyś lepiej się poczuła. Zostanie u Ciebie na miesiąc wakacji.-Rzekł pewny siebie.
Nie wierzyła własnym uszom .. Nie, nie! Jej zdziwienie nie było pozytywne. Nic z tych rzeczy. Była wściekła.
-Chyba żartujesz? Nie mówisz poważnie, prawda?- Wycedziła zbulwersowana nastolatka.
-Czemu miał bym żartować? Coś nie tak?- Spytał podejrzliwie ojciec. Dobrze wiedział , że dziewczynie było zawsze tęskno za swoją przyjaciółką i to był powód wpadnięcia na ten pomysł, więc nie spodziewał się po niej innej reakcji jak uśmiech na twarzy a jak widział po swojej córce to ta wiadomość ani trochę nie była równa jego wcześniejszym wyobrażeniom.
-Bo nie mam na to ochoty! Jak następnym razem będziesz próbował zafundować mi jakaś niespodziankę to proszę powiadom mnie o tym, przynajmniej będę przygotowana na najgorsze z twojej strony!- Krzyczała prosto w twarz swojemu ojcu a kiedy tylko skończyła całe przedstawienie chwyciła swoją torebkę w ręce i wybiegła z hukiem pozostawiając go samego jak palec.
-Mamo wracaj..-Szepnęła do siebie a z jej oczu puściły się strumieniami łzy.
Richard nie wiedział co ze sobą począć. Słowa Ellen naprawdę go zabolały. Czuł, że schrzanił wszystko. Domyślał się , że córka ma mu za złe te wszystkie dni i noce spędzone w biurze. Za czasów gdy Nicole jeszcze żyła mało spędzał z nimi czasu, ale kochał je z całego serca. Dopiero w tej chwili zdawał sobie sprawę jakie błędy popełniał.
Nastolatka chrząkając się bezczynnie po głównej ulicy Londynu zapalała co chwile kolejnego papierosa. Jednego po drugim. Uspakajało ją to. Za każdym razem tłumiła się z myślami co by było gdyby.. nie było co gdybać. Kochała swoją przyjaciółkę mimo wszystko ale nie była na to gotowa. Stała się całkiem obcą osobą i była pewna, że Alice nie zaakceptowała by jej takiej. Zrobiła się wulgarna, pyskata, zaczęła palić, pić.. Można by było długo wymieniać jak bardzo przerosła ją ta cała sytuacja z matką. Nie zdążyła nawet porządnie zagłębić się w swoich rozmyśleniach iż poczuła na swoim ciele gorąco i uderzający o jej nozdrza zapach kawy. Jej sweter przemakał smrodem kofeiny której tak bardzo nienawidziła.
-Skończony kretynie! Patrz jak chodzisz! – Wyszczerzyła oczy ze złością na chłopaka który stał ze zmieszaną miną. Kiedy na niego spojrzała w środku żołądek jej normalnie podskakiwał. Miał coś w sobie. Patrzył na nią nie winne z lekkim strachem. Prawda, nakrzyczała na niego i miała przez to lekkie wyrzuty sumienia. Brązowo włosy szybkim ruchem wyciągnął z kieszeni chusteczki i z paniką wycierał brudny od kawy sweter.
-Dobra. Poradzę sobie..-Mówiła dziewczyna ale to w ogóle nie skutkowało bo chłopak bezczelnie się uparł.
-To moja wina. Następnym razem będę uważał.-Mówił a w jego głosie było słychać lekkie zakłopotanie. –Ty płaczesz? Jezu ale ze mnie niezdara. Naprawdę przepraszam.- Mówił zmartwiony z wyrzutem.
Ellen widząc jego zakłopotanie od razu postanowiła sprostować sytuacje.
-Nie martw się to nie przez twoją kawę która poplamiła mi cały sweter i sparzyła ciało teraz płacze. Po prostu zły dzień.- Szepnęła jednym tchem bez przerwy łkając.
Chłopak spojrzał na nią z widocznym zdziwieniem. Trochę zatkały go słowa dziewczyny, sam nie był świadom dlaczego. Przyglądał się jej przez chwile. Miała podpuchnięte oczy od płaczu, było mu jej szkoda. Przytulił ją lekko.
-Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Mogę jakoś pomóc?- Próbował być miły bo widział jak dziewczyna cierpi i pewnie nie bez powodu płacze.
-Nie powinnam nic mówić. Przepraszam za kłopot.- Powiedziała z mieszanymi uczuciami. Sama nie wiedziała co robi. Było jej dobrze w jego ramionach, już od dawna brakowało jej takiej bliskości z drugą osobą do tego płci przeciwnej. To było wszystko pod impulsem a tym bardziej miała na myśli płacz, nie mogła pogodzić się z tym, że okazała słabość przy osobie której kompletnie nie znała.
Zwiała..Uciekła jeśli można to takimi słowami określić. Biegła tak szybko jak tylko mogła. Płakała. To było oczywiste jej słabość coraz bardziej pokazywała się światłu dziennemu..
***
No to wystukałam pierwszy rozdział. Mam nadzieję , że chociaż trochę się spodobał ;)x
No i jak myślicie który z chłopaków jest tym brązowowłosym :3?
W ostatnich dniach życie Ellen obróciło się do góry nogami. Nicole, jej mama zmarła na raka. Nawet pieniądze nie mogły utrzymać ją przy życiu. A wszystko zaczęło się od tego, że cztery lata wcześniej przed jej śmiercią, ojciec Ell dostał awans. Rzecz w tym, że musieli zmienić kraj w którym zamieszkują, wypadło na Wielką Brytanie. To wszystko na początku przytłaczało nastolatkę, nie mogła się pogodzić z opuszczeniem bliskich jej osób. To było dla niej trudne nie znała tam nikogo.. musiała oswoić się z nową szkołą i z nowym tokiem życia. Po pół roku dziewczyna przyzwyczaiła się do wszystkiego co było dla niej wcześniej niedopuszczalne. Jej rodzice nie za bardzo poświęcali jej czas tym bardziej dlatego, że Richard tata Ellen był bardzo zapracowany ... Można powiedzieć, że nie brak im było pieniędzy nastolatka była pod dostatkiem wszystkiego. Matka próbowała rozpieszczać ją na wszelkie sposoby. Ale po dwóch latach okazało się, że jej rodzicielka ma raka... Pieniądze na początku pomagały przedłużyć jej życie ale to nie mogło trwać wiecznie. Od razu po śmierci matki dziewczyna nie wiedziała co ze sobą począć, od dziecka była do niej bardzo przywiązana nawet jak Nicole nie miała dla niej czasu pracując po godzinach. Załamała się... Co wieczór z jej oczu ciekły łzy... nie mogła się pogodzić, że straciła kogoś tak ważnego. Nawet jej tata nie spodziewał się takiej reakcji po córce ... Mało spała, praktycznie w ogóle nie jadła ... Richard zdecydował się na to żeby jej przyjaciółka która pozostała w Polsce i rzadko ich odwiedzała, przyleciała do nich za miesiąc na wakacje. Nie miał innego wyboru a wiedział, że córce po tej wiadomości od razu się polepszy. 

WITAM!

Czeeść :)! Przeniosłam tu swoje opowiadanie ale i tak jest jak na razie tylko Prolog i dwa rozdziały.
Mam na imię Patrycja , jestem już prawie rok directioner. Postanowiłam pisać kolejne opowiadanie o One Direction. Mam nadzieję , że spodoba wam się mój styl pisania i będziecie tu zaglądać co jakiś czas :)!