środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 14 :)x



-Czy to jest normalne?- Spytałam rozdrażnionej już od moich pytań Darcy. Po jej twarzy wiedziałam, że ma mnie już całkowicie dość. W sumie to się jej nie dziwie ponieważ mój potok zdań też i mnie doprowadzał o totalne zmęczenie a co dopiero musiała czuć moja biedna Darcy.

-Ale co tym razem wymyśliłaś?- Spytała lekko zdezorientowana biorąc następny łyk kawy.

-Ciągle spotykam ich na swojej drodze! Czy to jest normalne?- Powtórzyłam wgapiając się w pusty już kubek. Ta cała sytuacja doprowadzała mnie do lekkiego szału który bez przerwy przewracał się wokół mojej głowy.. Sama nie byłam w stanie dowierzać jak mój mózg funkcjonuję z taką paranoją w środku, ni porównać to do kamikadze ni do czegoś bardziej gorszego.

-Eh, Ellen. Gadasz o nich jak najęta przez kolejne dwa dni..- Popatrzyła na mnie z litością.-Może to przeznaczenie?
Ona się w ogóle słyszy? Przeznaczenie? To zabrzmiało jak z jakiegoś dennego serialu dla naiwnych nastolatek.

-Nie bądź śmieszna.. – Powiedziałam zrezygnowana. Moje myśli były coraz bardziej zagubione. Kiedy to się skończy?

-No nie patrz tak na mnie!- Krzyknęła w obronie.-Umów się z nimi.- Powiedziała po chwili namysłu a jak twarz spoważniała.

-Ty jesteś głupia! Niby jakim sposobem?-  Zakpiłam z jej pomysłu.

-Coś się wymyśli. – Powiedziała jakby sama nie wierząc we własne słowa. Po prostu myślałam, że ze mnie żartuje umówić się z nimi? Przecież ja nie jestem Rihanna czy też Jennifer Lopez, żeby się z nimi umawiać, nie posiadam żadnych czarów aby tak po prostu postawić ich przed sobą!

Przecież nie da się w jakikolwiek sposób zdobyć kontakt do jednych z największych gwiazd świata. Boże, dziewczyno co ty z siebie robisz? Chyba dali Ci wprost do zrozumienia, że nie są zbyt zainteresowani, a ty próbujesz uknuć jak by się z nimi spotkać.

Koniec z tym! Nie mogę tak ciągle żyć. Zważając na to, że dosięgam umysłu osoby chorej psychicznie.
Myślę, że auto które mnie potrąciło jednak uszkodziło mój mózg. Tylko czemu lekarze tego nie wykryli?
Może są zbyt głupi. Może. Chyba trzeba ten wątek wziąć pod uwagę, bo kiedy osoba NORMALNA przebywa w moim towarzystwie około pięć minut, natychmiastowo ma mnie dość i w duchu błaga aby ktoś jej pomógł oderwać się ode mnie raz na zawsze! Albo to tylko ja mam tak źle poukładane w głowie i już całkiem mi się przewraca, a szare komórki nie dają już w ogóle znaku życia.

-Jest dziś ładna pogoda, wychodzimy gdzieś?- Przed nami pojawiła się uśmiechnięta Alice. Która wcześniej chrapała jak nigdy.

-Świetnie. W końcu nie będziemy gnić w domu.- Ucieszyła się Darcy. Co spowodowało, że od razu zerwała się na równe nogi.

-Nie tak prędko! Przed tym idziemy jeszcze na zakupy. –Powiadomiłam ich. Wiedziałam, że zapasów nam nie potrzeba bo mamy ich wystarczająco.. ale? No właśnie ALE..

-Co? Ellen! Jakie zakupy? Lodówka jest pełna, nawet można powiedzieć, że pęka w szwach..- Powiedziała zmieszana Ali, po czym po chwili oprzytomniała, że mi wcale nie zakupy chodzą po głowie tylko co innego. No i oczywiście nie można nazwać to rzeczą! O nie. Bo oni ani trochę jej nie przypominają. Widzicie? Ponownie mam zanik szarych komórek, które coraz bardziej się ulatniają w nieznane mi obszary ..

-Będziesz znów nasz taszczyć do tego sklepu, żeby się łudzić z tym, że ich spotkasz?- Spytała krytycznie Darcy. Oho, zabolało! Taka jest prawda ale i tak nie dam za wygraną dopóki nie spełnię swojego. Wiem, że lubię się łudzić i widać to gołym okiem ale .. No i znów jakieś ale.. ale .. ale tak już mam więc trzeba to zaakceptować i próbować, nie miejcie mi tego za złe!

-Nie po prostu chcę iść na zakupy.- Kłamałam jak z nut wiedząc, że i tak mi nie uwierzą. To było oczywiste, nie wiem kto głupi w takiej chwili chociaż dostrzegł odrobiny nutki prawdy.

-Jasne..

-Proszę.- Powiedziałam błagalnie. Robiąc niemal oczy kota ze Shreka.

-W porządku!- Odkrzyknęły obydwie biorąc mnie na litość. Dobrze mieć wyrozumiałe przyjaciółki.

Jak zawsze miały racje, poszłyśmy na te cholerne zakupy a tam nic. Nie ma po nich śladu. Cholerna pustka. Zżerało mnie od środka. To wszystko to gówno prawda! Tylko co mi chodzi po głowie? Sama nie wiem o czym w tej chwili myślę. Chyba upodabniam się do bardzo naiwnych osób, mam te kurewskie osiemnaście lat a dalej zachowuje się tak nie odpowiedzialnie, to chyba już wchodzi mi w nawyk. Taki tam mój zwyczaj "być ciągle dzieckiem". Cały dzień spędziłyśmy w trójkę chodząc po centrum handlowym i ciągle coś pożerając. Nogi centralnie wchodziły mi do tyłka, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy? No właśnie. Ten dzień był nawet bardzo udany, a najbardziej zważając na to co spostrzegła Alice.

-Ell! Ellen! Chodź tu szybko!- Zawołała mnie, co chwila wskazując na jakiś słup na którym wisiał wielki plakat. Już z daleka widziałam, że na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek ale nie ma się co bać zdążyłam zapamiętać, że to dzieję się kiedy zauważa coś pozytywnego i wartego uwagi.

Stanęłam obok niej jak wryta i nie mogłam się ruszyć. Przez kilka minut wpatrywałam się w ogromny plakat czytając go bardzo uważnie.. lustrując dokładnie każde słowo. Byłam co najmniej zdumiona..  byłam.. byłam pod wielkim wrażeniem? To raczej dobre określone do danej sytuacji. Zastanawiałam się przez chwilkę jak mogłam być tak głupia żeby nie wpaść na ten pomysł, a raczej żeby nie przejrzeć na jakiejś oficjalnej stronie internetowej kiedy są w najbliższym terminie koncerty ..

-A jednak znalazł się jakiś sposób.- Wyszczerzyła się Darcy której wcześniej nie widziałam obok nas. Była z siebie dumna. Choć wcześniej pewnie nie przychodziło jej to akurat do głowy ale mimo wszystko była dumna, że jakoś jej słowa w tej chwili wydawały się pokryte grubą warstwą sensu.

Spisaliśmy na kartkę kiedy i gdzie odbędzie się koncert , wsiadłyśmy do tramwaju i odjechałyśmy do domu. Potoczyło się to dość szybko. W końcu zawsze byłyśmy nie obliczalne i nigdy nie miałyśmy czasu na przemyślenie sytuacji albo nie chciałyśmy go mieć i tyle na ten temat.

Tak!  Zgadza się, to był plakat One Direction. To mało wiarygodne ale gdy tylko znalazłyśmy się w domu zamówiłyśmy internetowo bilety na koncert który miał się odbyć za tydzień.. z miejscem VIP i wejściem za kulisy. Jednak pieniądze dają szczęście zarówno jak i głupi człowiek je ma. Szkoda, że nie sama je zarobiłam .. miała bym większą satysfakcje. Ale tata nie miał nic przeciwko żebym się tam wybrała razem z dziewczynami, a nawet poparł ten pomysł płacąc za bilety Darcy i Alice. Czasem mnie zadziwia, ale co on niby ma robić z tą kasą? Bo sama nie wiem, skoro tak jak by tylko chciał mógłby upychać ją w szafach?


*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*


Właśnie stałyśmy za kulisami przed ogromnymi drzwiami za którymi czekało na nas pięciu chłopaków.  Chyba każdy wie jakich. Koncert minął niesamowicie szybko. Jedno trzeba przyznać, głosy to oni mają. Ale trzeba tylko zobaczyć czy mają też coś w głowie? Bo jeśli nie to nici ze wszystkiego.


-Tylko nie krzycz jak wariatka!- Upomniała mnie Darcy.

-Czy widziałaś żebym kiedy kol wiek krzyczała na ich widok?- Spytałam oskarżycielskim tonem.- Ja tylko chcę sprawdzić czy są warci tego wszystkiego.- Dodałam.

-Nie wiem co my tu robimy.- Zaśmiała się Alice.

- A Tobie o co chodzi?- Spytałam rozdrażniona.

-O to, że idziemy tu a nic o nich nie wiemy. A nie .. Sory znamy ich imiona! Bo nas uczyłaś żebyśmy nic nie pomyliły. Tego to ja nigdy nie zapomnę.- Powiedziała z lekkim śmiechem Ali.

-Wiem o nich dużo.-Stwierdziłam przewracając teatralnie oczy. Proszę was! Zamknijcie się! Nie mogę skupić się na niczym.. definitywnie niczym. A mam w głowie całkowity mętlik połączony z lawiną bałaganu którego w żaden sposób nie da się uporządkować, a one jeszcze trują mnie słowami, których czasem sama nie pojmuję i zanim odpowiem muszę się zastanowić co najmniej minute! Może to wszystko naprawdę jest przeznaczeniem? DOBRA. Ellen skończ.. cicho. Nie ma to jak uspakajać swoje własne myśli.

-Już bym zapomniała. Przecież to ty nam przez cały tydzień czytałaś jakieś głupoty na ich temat.- Ponownie się zaśmiała. Tak, może i było to prawdą. Ale nie mogłam tu przyjść ze świadomością, że nic o nich nie wiem, nie? Otóż to! Przecież musiałam się trochę podszkolić dla własnego dobra i żeby te cholerne wyrzuty sumienia nie obijały mi się po całym ciele.

-Dobra cicho już.- Uspokoiłam ją trochę zażenowana. Bo przecież nigdy się tak dla nikogo nie poświęcałam, żeby nie przesypiać tyle nocy spędzając je przed ekranem komputera, żeby chociaż trochę dowiedzieć się jakich kol wiek informacji na ich temat .. No ale już podałam tego powód więc koniec kropka, nie mają nic do gadania bo i tak postawie na swoim.


Nim się obejrzałam kilkanaście dziewczyn zaczęło się posuwać w stronę drzwi to oznaczało, że zostały one otwarte. Ujrzałam przed sobą pięciu chłopaków.  Nie minęła minuta a piski dziewczyn rozeszły się po całym pomieszczeniu, rozdziewiczając mi w uszach a chłopcy momentalnie się zaśmiali, machając w naszą stronę. Miałam ochotę zadrzeć się do nich -Helą! To nie ja się tak drę, proszę nie bierzcie mnie za idotkę!
A tak a propos to od kiedy zaczęłam się przejmować zdaniem innych? Sama nie wiem ale mniejsza z tym. Rozsiadłyśmy się na przeciwko chłopaków, w nieźle wygodnych i wielgaśnych fotelach. Cała sytuacja wydawała mi się zbyt obca, nie miałam odwagi zadać jakiego kol wiek pytania. Nie wiem czy chodziło tu nawet o odwagę a nie o to co chciałam. Może i trochę na wieść o tym, że mam ich o cokolwiek zapytać mroczyło mnie, ale drugi powód to pewnie taki, że nie miała bym o co chyba, że palnęła bym jakąś głupotę pytając jak często robią zakupy w "moim" markecie w którym ich ostatnio widziałam, pewnie TYLKO wzięli by mnie za niepoczytalną osobę która śledzi ich krok w krok, to tylko minimalny szczegół.. może ja nie z taką dokładnością ich śledzę, pomijając to, że codziennie chodzę do tego sklepu z nadzieją, że spotkam tych bałwanów jak by to naprawdę było mi potrzebne, właśnie! Czy to wszystko było mi do czegoś potrzebne? Chyba chciałam uświadomić samej sobie, że chociaż w połowie są tacy jak w moim śnie. Nie wiem dlaczego ale chciałam to udowodnić żeby w końcu z tym wszystkim skończyć i zostawić ich dumę w spokoju. Nie zdziwiła bym się jak by mnie wyśmiali gdybym wspomniała o tym co mi się śniło podczas śpiączki, właśnie dlatego w ten temat nawet nie miałam zamiaru wchodzić, więc zamknąć buzię i połknąć kluczyk! Tylko jak? ..
Przez uszy ocierały mi się jedynie pytania które zostały zadawane przez wiecznie nie zaspokojone fanki. jedno słowo które określały te głośne dziewczyny SZALONE, nic dodać nic ująć. Widziałam jak Darcy i Alice są widocznie zdumione urodą chłopaków i ciągle coś wymrukują i wlepiają w nich ślepia. A one mnie oskarżały, że jestem nieznośna. Wydało się kto robi za te najbardziej nie znośne. 
Napotkałam jego wzrok. Louis wpatrywał się we mnie i mrużył nieco oczy to chyba było powodem w którym próbował sobie mnie przypomnieć. Po chwili jego oczy otworzyły się szerzej i szerzej .. Nie minęła minuta a zaczął szeptać coś do Harolda który sam po chwili wbił we mnie wzrok. Po prostu nie wiedziałam gdzie mam patrzeć..  Ich wzroki mnie onieśmielały. Nachyliłem się nieco i żeby uniknąć spotkania ich oczu wpatrywałam się ciągle w podłogę w ogóle nie podnosząc głowy, jak by naprawdę znajdowało się coś w niej, tak bardzo interesującego. Nadszedł czas na zdjęcia. Zdjęcia! Zdjęcia! Zdjęcia! Te cholerne zdjęcie całkowicie wyszły mi z głowy! Chyba nie podejdę do nich wlepiona w podłogę. Oddychaj.. oddychaj. Powolutku wstałam i robiłam kroczek za kroczkiem, byłam nieco przerażona a moja panika rosła coraz bardziej, ręce jednoznacznie drgały z nerwów, bez przerwy mrużyłam powieki i pilnowałam się żebym aby nie przestała oddychać.Gdy zbliżyłam się do chłopaków którzy stali czekając na kolejną „Fankę” którą byłam ja a jak widać ruszałam się w tempie mało rozwiniętego żółwia. Przyśpieszając trochę kroku Ustawiłam się pomiędzy Louisem a Harrym. Nie wiem czemu koło nich! Nie wiem co mi odbiło!Nogi tak po prostu poszły w ich stronę i ani rusz..
-A mnie doszły słuchy, że nie jesteś naszą fanką.. Ellen.-Powiedział roześmiany Tomlinson. Tak! To wcale mi się nie zdawało, tak po prostu rechotał mi do ucha, jakby naprawdę zasłyną czymś zabawnym.. no może trochę było to śmieszne, zważając na to jak tamtym razem ostro zaprzeczyłam, że nie należę do ich fanek, ale czemu on w tej chwili mi to wypomina? Czemu? Czuję się jak by wbił mi w serce jakieś ostrze! Ponieważ nie wiedziałam co mam powiedzież od tak zamarłam.To dziwne, że kiedy widzi się tyle twarzy dziewczyn on zapamiętał MNIE. PAN SZANOWNY TOMLINSON zapamiętał mnie.. tak po prostu mnie zapamiętał.
-A więc pamiętasz mnie..- Odpowiedziałam nieco zmieszana paląc kolejnego buraka. W tej chwili mogłam się tylko domyślać jak bardzo jestem czerwona, pewnie jest ze mną gorzej niż z tą szminką dla jakieś wyrafinowanej dziwki. Takiej czerwonej .. Tak teraz wyglądałam, co poradzić.
 -Kto by zapomniał. A teraz tłumacz się.. kłamczucho?- Popatrzył na mnie dalej drwiąc. Człowieku! Zlituj się.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Dostrzegłam tylko roześmiane twarze chłopaków a najbardziej przykuł mą uwagę Niall który leżał na podłodze pokrywając się śmiechem. Jak tylko znajdę się na osobności z tym perfidnie farbowanym blondynem to nie wiem co mu zrobię, ale życie będzie mu nie miłe! Szkoda, że nie ma zdolności do wyczytania z mojej twarzy jak bardzo chcę go zamordować w tym momencie, pewnie by się troszkę uspokoił.
-Ja nie widzę w tym nic śmiesznego.- Syknęłam zażenowana. Wow, brawa dla mnie wydusiłam coś z siebie, Nawet pozwoliłam sobie na nutkę wściekłości, ale przy nich chyba moje stare JA odrastało! Bo jak tu się nie wkurzać kiedy jesteś wstanie momentalnie wykipieć i to z ich powodu!
Wszyscy patrzyli na nas z lekkim zdezorientowaniem, fanki tylko przypatrywali się nam, śmiejąc się z widoku Horana który wycierał całą podłogę swoim ubraniem .. bez przerwy pokrywając się głośnym śmiechem a mi wcale nie było do śmiechu.

****  
ELO! Więc mamy NEXT!
Trochę się namęczyłam przy nim wyszło takie .. jednym słowem marne! jak bym to na siłę wyciągła!
Ale opinie pozostawiam wam ! :)x
Dość szybko dodałam bo zanudzam w domu. Ferie jak ferie mimo, że siedzę ciągle w domu to nie mam tego sobie za złe ponieważ LUBIĘ TO! :)x Bo kto nie lubi leniuchować.

+Marika która wspominała o rozprawce, nie myliłaś się przychodził do niej :)! Ps: Oddaj swoje imię! <3

+@anooshkaa THANK you very much! Eh, wydanie książki to jest jedne z moich "mało realnych" marzeń! Ale dajmy, że jak ją wydam to podaruję Ci ją za DARMO! :3 Dziękuję za przemiłe słowa<3

 +No i nasza kochana CURLY! Ja tak bardzo ubóstwiam twoje komentarze które przypominają jednostronne opowiadanie! <3 Tylko proszę Cię nie mdlej mi tak bo będę za to odpowiedzialna! A po za tym jak zaliczysz zgon to kto mi będzie pisał takie komentarze? :c <3

Serdecznie dziękuję wam za komentowanie <3
Jesteście ALL niesamowici <3
Kiedy czytałam ostatnio to co pisałyście pod 13 rozdziałem
o mało co się nie popłakałam, dziękuję za te słowa <3
Jesteście najlepsze EVER!

Wyświetlenia: 3283 <3










poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 13 :)!



To niesamowite uczucie, że masz takie wspaniałe osoby obok siebie. Mimo, że brakuje mi tego cholernego szpitala i tego diabelskiego snu, to trzymam się. Czy to jest normalne aby zakochać się w śnie? Sądzę, że raczej nie. Mogę zaprzeczać, kręcić głową na nie, ale nie ma się co łudzić. Ja Ellen Sarut jestem tak bardzo głupia, tak bardzo naiwna, że chociaż przez minutę wmawiałam sobie, że to nie sen.. tylko fakty które są realne! To chyba nigdy mi nie wyjdzie z głowy. Nie da się tak łatwo zapomnieć. A to jest czysta głupota ciągle o tym marzyć.

Obejrzałam się w bok, po czym delikatnie przewróciłam zmęczone ciało.  Byłam sama. Dziewczyny poszły spać do swoich pokoi. Tym razem powiedziały, że nie będą się gnieść w moim łóżku skoro mam tyle wolnych pomieszczeń z takimi łożami. 
Od tego czasu kiedy napotkałyśmy w markecie Harrego i nieznajomą mi blondynkę minęły już równe dwa tygodnie, a ja ciągle targałam dziewczyny o tej samej porze do tego samego sklepu, jak zwykle po zakupy. Chyba wszyscy wiemy dlaczego? Tak. To oni byli przyczyną ta piątka (nieznajomych) mi chłopaków. Ze smutkiem muszę przyznać, że przez ten cały czas ani razu nie napotkałam ich na swojej drodze, tak to trochę dziwne z mojej strony ale jakoś tak wyszło, że ich twarze nie dały mi zapomnieć o sobie. A zwłaszcza ta jedna. Nevermind. Trzeba żyć dalej. Tym razem bez nich. Wstałam lekko oziębiona. Od razu ubrałam na siebie ciepły sweter i skinny. Zważając na to, że pogoda na dworze wcale nie odzwierciedlała czegoś pięknego, raczej przeciwnie.

Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy po czym nalałam do szklanki i wypiłam duszkiem.  Taty nie było, jak zawsze w pracy. Lodówka pusta, co dziwo ponieważ jeszcze wczoraj była dość pełna. Zajrzałam do pokoju dziewczyn ale obie chrapały, śpiąc jak susły. Włożyłam na siebie płaszcz i wysokie oficerki. Wyszłam na dworze,  po chwili zastanowienia wróciłam do domu po parasol i nim się zorientowałam szłam chodnikiem ciągle wdeptując w ogromne kałuże mało przejrzystego deszczu. Moje ciśnienie podniosło się wyżej zenitu ponieważ byłam coraz bliżej sklepu, a mój humor opuścił się do minimalnie  -0 bo komuś totalnie się śpieszyło i jadąc autem ochlapał mnie. Ja centralnie mokra od brudnego deszczu tupłam nerwowo nogą jak małe dziecko.

-Kurwa! Kurwa. Kurwa. Kurwa –Syknęłam wulgarnie, Chociaż to było wiadome, że sprawca tego co się na mnie znajdowało odjechał w nieznane.

-Bezczelny typ!- Powtórzyłam do siebie.

-Też tak myślę.- Zironizował ktoś za moimi plecami.

Obróciłam się napięcie mając zamiar skarcić go jakimś beszczelnym słowem jak to robiłam do tej pory. Naprzeciw mnie stał wysoki brunet, miał dość wielkie oczy koloru ciemnej gorzkiej czekolady.  Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

-Czego?- Warknęłam nie miło.

-Nie krzycz!- Zaśmiał się.- Przecież nic Ci nie zrobiłem.- Dodał nadal się śmiejąc.

-Co Cię tak śmieszy?-  Spytałam wrogo idąc przed siebie. Już prawie dochodziłam do mojego marketu. Skąd słowo mojego? To pewnie dlatego, że jestem tu na co dzień. Ale w żaden sposób nie jest mój. A co do tego kolesia, co ciągle kroczył za mną. To nie wiem co on sobie wyobrażał!

-Ładnie Ci tak!- Odpowiedział z uśmiechem dorównując mi kroku.

-Jesteś jakiś chory.- Spojrzałam na niego karcąco.

-Wiem, ale wyjadę mi się, że ty nie mniej.

-Nie pozwalaj sobie za dużo.- Popatrzyłam na niego drwiąc.- I odwal się w końcu ode mnie bo nie potrzebuje twojego towarzystwa.

-Jasne. Przecież widzę, że potrzebujesz.- Odpowiedział, lustrując mój strój z góry na dół. Po czym sięgnął do kieszeni ręką i wyciągną z niej paczkę chusteczek.

-Proszę. –Podał mi, nadal się uśmiechając.

-Dzięki.- Odpowiedziałam zwykle, nie dając po sobie poznać jak w tej chwili bardzo chcę mi się śmiać. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale miny jakie robił ten chłopak nie mogły obejść się bez śmiechu. Stanęliśmy pod zadaszeniem sklepu. Odłożyłam na bok parasol i wyjęłam z jego ręki chusteczkę po czym starłam zaplamioną część która znajdowała się na płaszczu.

-Cholera, to i tak nic nie da.-  Mruknęłam pod nosem, widząc, że kolejna plama której próbowałam się pozbyć bardziej się rozprzestrzenia.

Nie zastawiając się dalej weszłam do marketu.  Widząc, że chłopak nie daje sobie spokoju i dalej idzie za mną, pomachałam przecząco głową i się zaśmiałam. Wzięłam koszyk i pakowałam potrzebne rzeczy.

-Jak masz na imię?- Spytałam nawet na niego nie spoglądając.

-Oliver.- Odpowiedział z szerokim uśmiechem.

- A więc Oliwerze, czemuś się tak uczepił? – Spytałam sarkastycznie.

-Teraz zdradź mi swoje imię?- Zignorował moje poprzednie pytanie.

-Ellen.-  Powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

Szliśmy przez pewną chwilę w ciszy dopóki nie zobaczyłam trzech chłopaków stojących naprzeciwko mnie, w dość bliskiej odległości, mieli jakąś sprzeczność zdań, bo ich głosy roznosiły się po całym sklepie.

-Cholera.- Syknęłam odwracając się w stronę Olivera. Tak długo na to czekałam, przez te całe dwa tygodnie chodzenia do tego cholernego sklepu z nadzieją, że spotkam tu któregoś z nich. No i nadszedł ten dzień, a teraz tak po prostu tchórze.

-O co Chodzi?- Spytał dziwnie na mnie patrząc.

-To długa historia. Nie mogę tak po prostu do nich podejść.

Oliver zlustrował moją twarz po czym przeniósł wzrok na trzech chłopaków strojących naprzeciw nas.

-Czemu nie możesz?- Spytał dalej na nich patrząc.

-Jeśli mnie nie pozna..-  Krzywiłam się patrząc na chłopaka, nie wiedziałam jaką decyzje podjąć.

-Nic z tego nie rozumiem. Ale jeśli zaraz tam nie podejdziesz to nigdy już nie zdołasz bo się zamordują nawzajem. –Powiedział przez śmiech. – No idź! Nie wiem o co w tej grze chodzi ale mimo wszystko będę trzymał kciuki!- Powiedział zachęcająco, po czym popchnął mnie w ich stronę. A wtedy to już nie było odwrotu.

Stanęłam przed nimi jak wryta.

-Jasna cholera, co ja robię? – Skarciłam się w myślach.

Przez chwilę nie zwracali na mnie żadnej uwagi. Harry stał naprzeciw Nialla i ciągle na niego krzyczał, ale nie miałam pojęcia za co. Uwierzcie, że z ich rozmowa i szybkość wypowiadania zdań doprowadzała mnie do dużego zniecierpliwienia zważając na to, że kompletnie nie wiedziałam czego się tak drą a zwłaszcza nie rozumiałam Tomlinsona który stał koło Nialla ciągle im przerywając jakimiś pojękiwaniami.

-No jasne. Tsa blablabla. Weźcie! Yhm. Jak dzieci! – Powtarzał ciągle Tomlinson.

-Zamknijcie się, nie jesteście sami.- Warknęłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to ja wypowiedziałam te słowa! A wcale tego nie chciałam .. Czasem po prostu nawet nie staram się panować nad tym co robię i mówię.

-A ty co? –Popatrzył na mnie pytająco Lou.

-Bądźcie trochę ciszej.- Powiedziałam już milej.

-My się przypadkiem nie znamy?-  Harry przyglądał się mojej twarzy, próbując sobie przypomnieć skąd mu się kojarzę.

 Wiedziałam, że nawet mnie nie pamięta. Wyszłam tylko na totalną idiotkę. Obróciłam się napięcie mrucząc coś pod nosem. Nawet nie zdążyłam zrobić dwóch kroków, ponieważ poczułam jak ktoś chwycił mnie za ramie. Od tego zamieszania nieźle zawróciło mi się w głowie. Przez chwile moim otwartym oczom towarzyszyła kompletna ciemność.

- Ellen? Wszystko porządku?- To był głos Olivera który zdążył do nas podbiec.

Dopiero po chwili zauważyłam, że to Harry uratował mnie przed upadkiem.

-Ellen .. – Szepną Styles ciągle przyglądając się mojej twarzy. W tej chwili wiedziałam, że się zorientował kim jestem.

-Świetnie. Jeszcze brakuje nam problemów.- Spiorunował mnie wzorkiem Lou który ociekał wściekłością.

-Przepraszam, nie chciałam sprawić kłopotu.- Powiedziałam lekko wystraszona, powodem była ostrość w głosie Louisa nie spodziewałam się tego.

-Jeszcze nam mdlejących fanek brakowało.- Popatrzył na mnie z litością. A jego wzrok coraz bardziej wyrażał jak bardzo jest podirytowany.

-Nie jestem waszą fanką.- Burkłam oschle. Jednak Pan Tomlinson chyba za dużo sobie wyobrażał. Co nie zmieniało postaci rzeczy, że było mi trochę smutno. Wyobrażałam sobie go tak jak w śnie.

Widziałam zakłopotanie jakie rysowało się na jego twarzy, jak widać Louis sam już nie wiedział w jaki sposób ma doprowadzić mnie do płaczu, a brakowało mu nie wiele.

Podparłam się o ramie Olivera. Zdawałam sobie sprawę, że przez całą tą sytuacje nadal jest mi na tyle słabo żeby ponownie upaść. Objął mnie lekko ramieniem i spojrzał na mnie ze współczuciem.

-Nie ważne. Idziemy chłopaki. – Ostatni raz spojrzał tymi swoimi morskimi oczami wmoje po czym zniknął razem z pozostałą dwójką. Po mojej twarzy zaczęły spływać słone zły. Leciały strumieniami. Oliver widząc mój stan, objął mnie mocniej ramieniem. A ja schowałam swoją twarz w jego bluzie.

-Powiesz mi co jest grane?- Szepnął spokojnie.

-Nie tutaj.- Stwierdziłam ocierając łzy z twarzy.

Już od godziny siedzieliśmy w pobliskiej kawiarni. Sprzyjało mi jedno, nie roiło się tam od ludzi, a ja w tamtej chwili potrzebowałam spokoju.

Oliver Parker. Tak się nazywał chłopak który zdołał mnie uspokoić. Był w moim wieku, z charakteru całkiem przypominał mnie, przynajmniej tak mi się ciągle wydawało, nie wyglądał na osiemnaście lat. Ja widziałam go w co najmniej dwudziestu. Zwierzyłam mu się ze wszystkiego aż od samego początku po sam koniuszek.

- To wszystko wydaje się takie..

-Nierealne.- Dokończyłam za niego

-Raczej skomplikowane.- Poprawił mnie.

Wymieniliśmy się numerami. Oliver odprowadził mnie po same drzwi a sam wsiadł w autobus i gdzieś odjechał. Był dość tajemniczy. Ale jakoś nie zwracałam na to największej uwagi, byłam mu wdzięczna za to, że mi pomógł w takiej chwili.

Kiedy tylko dotarłam do kuchni dziewczyny obsypały mnie dużą ilością pytań.

-Gdzieś ty była? Czemu do cholery nie odbierałaś telefonów?-  Patrzyły na mnie wściekle.

Nawet się nie tłumaczyłam z powodu telefonu. Po prostu nie miałam ochoty go odbierać taki już mam charakter. Opowiedziałam im co zaszło w sklepie.

-To nieźle się podziało.- Stwierdziła na koniec Darcy.

-Myślałaś, że są..

-Nie ma najmniejszego znaczenia co ja myślałam.- Sprostowałam trochę oschle.- Przepraszam. Po prostu byłam innego zdania na temat tego w jaki sposób będą się zachowywać. – Powiedziałam nieco milej.

Chyba raczej chciałam powiedzieć w jaki sposób ON będzie się zachowywać. Bo Harry chyba nie był niczego świadomy tylko patrzył się na mnie jak zahipnotyzowany mając nadzieję, że coś ze mnie wyciągnie nie używając słów. Niall nawet nie był mną zainteresowany pakując do koszyka stos różnych produktów, tylko co jakiś czas odwracał ku nam głowę, dziwnie na mnie spoglądając, sama nie wiem jaki był tego powód. A Louis? Po prostu do niego mam brak słów. Co ja mu takiego złego zrobiłam. Przecież CHYBA niczym nie zawiniłam. Widział mnie pierwszy raz na oczy a zachowywał się jak bym go prześladowała co najmniej miesiąc, a nawet nie byłam ich fanką! A co dopiero mówić o śledzeniu.

Resztę dnia przesiedziałam z dziewczynami leżąc na kanapie i oglądając jakieś durne filmy, pogoda nie dopisywała więc nie miałyśmy co się łudzić, że wyjdziemy na dwór lub pojedziemy do miasta…


***
Myślę, że wyszedł mi jakiś dłuższy ale to chyba dobrze. Dodaje ponieważ moja kara jest już przekreślona! Dlaczego?  Mój tata pojechał za granice więc odzyskałam neta YEAH <3

Dodałam dość szybko bo mam jeszcze tydzień ferii :3 

Wiem to dość drastyczne, że to wszystko okazało się snem. No ale jakoś przetrwacie! (Przynajmniej taką mam nadzieję)

+Dziękuję za wszystkie komentarze : ) Jak się je czyta to naprawdę od razu mam wenę do pisania! Mam nadzieję, że niczym was nie zawiodłam.

W komentarzach piszcie swoje wszelkie uwagi itp. :D

Kocham was najmocniej na świecie!

PS: Rządzimy z akcjami na TT <3

+A więc Dziewczyna o nazwie "Curly" (@smileforme_now) Która dodała mi do 11 rozdziału tak niesamowity komentarz.. myślałam, że mi oczy wyjdą! Dziękuję za te słowa! I dla twojej wiadomości wzięłam sobie je do serca! Mam nadzieję, że pojawisz się jeszcze na moim blogu i zauważysz to :)x

+Jeśli wam coś nie pasuje albo przeszkadza to w jaki sposób pisze!

 To dajcie znać! Krytyka zawsze jest potrzebna aby wyrabiać swój

 styl pisania. Więc nie bójcie się tylko komentujcie :)



Jeśli chcecie coś osobiście oto moje gg : 17770479
 :)x





czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 12 :)!

Kiedy tylko wybudziłam się ze śpiączki, przeleżałam kolejny tydzień w szpitalu. Pierwszy powód był taki, że sama nie czułam się na siłach żeby wstać. Drugim powodem były ciągłe badania które przyprawiały mnie o totalną męczarnie. Ale jak widać przeżyłam i leże pod ciepłą kołdrą oczywiście już w domu (na szczęście). Ojciec przesadnie się o mnie troszczy, choć nigdy tego nie robił! o dziwo z nim wytrzymuję ale to wszystko nie jest mi na rękę, mniejsza z tym dalej nie mogę dowieżyć, że to wszystko było tylko snem? Czujecie? to tylko sen. Trochę mnie to dobija bo gdy tylko przypominam sobie te wszystkie "nieprawdziwe" chwilę uśmiech zawiesza się na mojej twarzy. To smutne. Jednak nadal jestem tą samą Ellen tą upierdliwą, pyskatą, palącą, pijącą i tak dalej można wymieniać bez końca .. O dziwo mój organizm wytrzymał cały miesiąc bez palenia.

Ktoś zapukał do drzwi mego pokoju.

-Proszę.- Szepnęłam słabiutkim głosem.

-Kochanie, masz gości.- Tato uśmiechną się promienienie i lekko popchnął ku drzwiom .. Wiecie kogo? Nie, nie to nie był Harry ani nikt z chłopaków... nie łudźcie się. W drzwiach stała moja przyjaciółka Alice a za jej plecami chowała się .. Darcy? Tak to była Darcy! Moja kuzynka, której tak dawno nie widziałam.

Wyskoczyłam z łóżka, nie wiedziałam jak to rozegrać, było mi trochę głupio tak dawno się nie widziałyśmy a to były najważniejsze osoby w moim życiu .. Chwile stałyśmy przed sobą oglądając wyrazy swoich twarzy. Potem Alice i Darcy wpadły mi w ramiona. Po mojej bladej twarzy spływały pojedyncze łzy. Eh, tak mi ich brakowało.
-Teraz może być już tylko lepiej.- Powiedziałam ledwo słyszalnie.

-I będzie! - Pisnęły obydwie, dalej mnie ściskając!

-Chyba jednak będę musiała wrócić do szpitala!- Jęknęłam cicho.

-Czemu? - Spojrzały na mnie przerażone.

-Bo jak dalej będziecie mnie tak ściskać to mi żebra połamiecie!- Pisnęłam dźwięcznie chichocząc.

-Nie strasz nas! - Spiorunowała mnie wzrokiem Darcy po czym roześmiała się.

- Przepraszam, że wam przeszkadzam ale chciałem was powiadomić, że jadę do pracy jeśli by się coś działo dzwońcie! Pieniądze na zakupy zostawiłem za kredensem, do zobaczenia potem!- Krzyknął i szybko zniknął za drzwiami.

Zrobiłam im wolne szafki po czym pomogłam im się rozpakować.

-Na ile zostajecie? - Spytałam.

-A co? Już się chcesz nas pozbyć?- Wybuchła ze śmiechem Alice.

-Tak masz racje, przecież muszę wiedzieć ile czasu poświecę tej istnej masakrze! - Syknęłam ironicznie, po czym szybko dodałam widząc, że dziewczyny myślą, że moje słowa były wypowiedziane z prawdziwą nutą.-Ja tylko żartuje!- Krzyknęłam w obronie. Ale i tak się nie obeszło bez kuksańca z ich strony.

-Zostaniemy aż nam się nie znudzi! -Poklepała mnie po plecach Ali.

Godzinami opowiadałyśmy sobie co działo się w naszym życiu, ja byłam lepszym słuchaczem niż rozmówcą. Ale sama dziwie się, że w ogóle staram się słuchać, bo przeważnie nie mam kogo. Pomijając mojego ojca. Rozmówcą ani trochę nie jestem. To wynika pewnie z tego wszystkiego co wokół mnie ciągle się dzieje. Kiedy wybudziłam się, to od tego czasu przez moją głowę przechodzą myśli czy nie lepiej by było żebym w ogóle nie budziła się z tej śpiączki? Tak to wydaje się głupie i dziecinne ale takie mam już podejście. Bo lepiej mi było w tym śnie niż teraz w tej ponurej rzeczywistości. Jak by się tak zastanowić, to lepiej by było żebym nie istniała. Dobra, na dzisiaj koniec bredni bo mnie mózg całkowicie zeżre. A tak zapomniałam sobie coś przetrawić. A mianowicie to, że Darcy nie jest już z Eliaszem. Ta wiadomość mnie trochę wstrząsnęła. Przecież planowali przyszłość.. razem?

-Po prostu nam nie wyszło i tyle. Ciągle się kłóciliśmy o drobiazgi to było wcale nie potrzebne. Wytrzymaliśmy ze sobą tak długo .. Sama w to nie dowierzam. On został we Włoszech, powiedział, że jest mu tam dobrze i nigdzie się nie rusza. A ja nie miałam tam zamiaru gnić, więc wróciłam do Polski. A później znalazłam się tu.-To były ostatnie słowa Darcy na ten temat.

Ociągnęłyśmy się do kuchni, penetrując całą lodówę, dosłownie jak wściekłe psy.

-Nic nie ma.- Stwierdziłam ponuro.

-Może jednak chodźmy na zakupy ? - Podsunęła od razu Ali.

-Pewnie. Poczekajcie 5 minut. Musze się przebrać w coś w czym mogłabym wyjść. Oznajmiłam i migiem znalazłam się w swoim pokoju. Wcisnęłam na siebie dżinsowe spodenki i kremową koszule z kołnierzykiem. na stopy włożyłam kremowe lordsy z ćwiekami. I tak oto w normalnym ubraniu znalazłam się na dworze.

-Jak się czujesz?- Spytały jednocześnie dziewczyny.

-Skąd takie pytanie?- Zaśmiałam się.

-Nie chcemy żebyś na zemdlała w sklepie trzymając karton mleka!- Zachichotała Darcy.

Popatrzyłam na nią zdezorientowana.

-Czemu akurat karton mleka?- Ponownie się zaśmiałam.

-Oj tam, nie czepiaj się. Taką mam zajawkę na KARTON Z MLEKIEM! - Po jej słowach wszystkie wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem.

- A więc jak się czujesz?- Wróciła do tematu Ali.
-W głowie mi szumi, no i jestem nieco osłabiona a po za tym to jest okej.- Odpowiedziałam puszczając im oczko.
Szybko znalazłyśmy się w markecie. Brałyśmy do wózka wszystko co jadalne.
Stanęłyśmy po środku sklepu zastanawiając się czy aby na pewno wszystko wzięłyśmy.
-Kurna.- Zamurowało mnie.
-Co się stało?- Popatrzyła na mnie zdziwiona Darcy.
-Jest tam z dziewczyną. A jeszcze nie dawno mówił mi, że mu na mnie zależy.- Posmutniałam.
-Do cholery Ellen o czym ty mówisz?- Warknęła na mnie niecierpliwa Alice.
-Harry stoi tam z jakąś blondynką.- Sprostowałam. Dopiero po dziwnych spojrzeniach dziewczyn uświadomiłam sobie, że powiedziałam całkowitą głupotę! Przecież Styles nigdy mi nie powiedział, że mu na mnie zależy. Chyba, że w śnie.
-Ell..- Zaczęła Ali.
-Wiem. Głupia jestem. Trudno mi jest pogodzić się z taką rzeczywistością ale naprawdę nadal nie zdaje sobie sprawy, że Harry Styles to nie żadna moja bajkowa miłość i żadna realna postać.
-Zakochałaś się w nim we śnie?- Spytała smutno Darcy.
-Nie Dar, nie. Raczej nie mogłabym. To nie on był moją miłością ze snu.- Odpowiedziałam delikatnie po czym pociągłam za sobą  wózek z zakupami kierując się do kasy.
-Może podejdziemy do niego?-Wyskoczyła z nagła Alice.
-Oszalałaś do reszty?- Wybuchłam.- Nie będziemy w żaden sposób przeszkadzać tej idealnej parce.-Dodałam i odwróciłam wzrok.
-Nie jest idealna.- Mruknęła niesłyszalnie Darcy.
Nie musiałam się nawet przed nim ukrywać, tak był zainteresowany tą blond postacią, że nie zwracał na nikogo innego uwagę. Ale dlaczego miałabym mu mieć cokolwiek za złe? Przecież tak naprawdę nigdy mnie nie poznał. Nigdy ja go nie poznałam. My się nigdy nie poznaliśmy i tyle na ten temat.


********

SIEMA! Dodałam bo rodzice gdzieś pojechali :D
Trochę nudnawy ale się powoli rozkręcę :)!
 Thank you all!
Komentarze naprawdę pomagają w pisaniu!
<3

piątek, 11 stycznia 2013

Uwaga!

Informuje was, że nie jestem pewna czy w najbliższym czasie zdołam coś dodać iż moja wspaniałomyślna wychowawczyni dzwoniła do moich rodziców i powiedziała, że nie było mnie we wtorek w szkole! (podziękujmy jej wszyscy"bitch!")
Ale to nie jest jedyny powód, ponieważ ustaliłam w poniedziałek z tatą, że jak pójdę we wtorek do szkoły to  nie będę musiała iść w środę. Ale mi oczywiście tak bardzo się nie chciało i nie poszłam, więc powiedzieli i oczywiście oni nie wiedząc pozwolili mi zostać w domu w środę. A Pani zadzwoniła do nich we czwartek -.- i rodzice powiedzieli mi, że kłamałam ich w "żywe oczy" .. no i co ? nie mam dostępu do neta! zabrali wszystko co z nim związane kompa.. tablet :( 
A dzisiaj zdołałam wejść ponieważ tata pojechał na wywiadówkę, no i ON ma swojego laptopa a ja "cudem" znam hasło (dowiedziałam się przez przypadek :D)
+będzie kolejny przypał za oceny ale to już szczegół ..
+Pewnie nie bd miała dostępu do neta przez całe ferie ! :O dowierzacie? bo ja nie!

umrę ..

Ps: Kocham was no i przepraszam :(

wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 11 :)x



Przez chwile moim oczom ukazywała się ciemność. Wewnątrz czułam jakieś nadchodzące sygnały abym bezproblemowo otworzyła oczy. Posłuchałam rozkazów mózgu i moje powieki mimowolnie uniosły się ku górze. Z lekka mnie przymroczyło a obraz był dość nie wyraźny, przetarłam oczy dłońmi i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowałam. Towarzyszyły mi cztery, perfidnie białe ściany, nie mogłam dojrzeć na nich ani odrobinę skazy, poczułam się jak w psychiatryku. Spojrzałam na dłoń która była przyssana do przeźroczystej rurki, w środku spływała kroplówka. Nie mogłam nic pojąć. Chciałam się podnieść ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Przez chwile zastanawiałam się o co tu we wszystkim chodzi. Nie miałam pojęcia. Zamknęłam powieki i po pięciu sekundach otworzyłam ponownie licząc na to, że to zły sen. Niestety wszystko wskazywało, że to rzeczywistość. Usłyszałam mało cichy szmer. Mój tato stał w progu drzwi.

-Gdzie Louis? Gdzie oni wszyscy się podziewają? Możesz mi powiedzieć co ja tu robię? Co się stało? Jak się tu znalazłeś przecież byłeś daleko.. w delegacji? Tato, wyjaśnisz mi to?-  Zasypałam ojca pytaniami. Spojrzał na mnie jakby nie winnym wzrokiem i spuścił głowę. Zgubiłam się we własnych myślach, czyżby on też?

-Tato?- Popatrzyłam na niego pytająco. W końcu musiał wydusić z siebie chociaż jedno słowo, które cokolwiek dało by mi do myślenia.

-Byłaś w śpiączce. Znajdujesz się w szpitalu.

-Słucham? Dobrze się czujesz?- Spytałam z lekkim przerażeniem. Nie wiedziałam czy mam wierzyć czy nie. Moje myśli były rozstrojone. Nie byłam niczego pewna. Czy on właśnie oznajmił mi, że byłam w śpiączce? Czy to aby na pewno nie sen? Czy ja śnie? Tak mnóstwo pytań przechodziło mi przez głowę. Na żadne nie znałam odpowiedzi. Mogłam się jedynie domyślać.

-Kochanie.. Pamiętasz kiedy oznajmiłem Ci, że twoja przyjaciółka przyleci do nas na wakacje?-  Zapytał podenerwowany podchodząc do mnie i siadając na kancie mojego łóżka, które raziło istną bielą.

-Tak, pamiętam. Do czego zmierzasz?- Zlustrowałam jego twarz. Moje myśli dalej były roztrzaskane na milion puzzli. Nie mogłam ich ułożyć w nic sensownego.

-Kiedy wybiegłaś z domu, byłaś strasznie roztrzęsiona tą wiadomością. Przypominasz sobie co stało się później? –Ciągną dalej zadając mi kolejne pytanie.

-Tak oczywiście, że pamiętam. Szłam drogą.. No i chłopak o imieniu Harry wylał na mnie kawę. Płakałam wtedy.. więc mnie przytulił ja nie miałam do tego zastrzeżeń ale uciekłam .. tak po prostu. Tydzień później spotkałam go w tej restauracji w której dostałam posadę kelnerki no i…

Mówiłam i mówiłam. Nie opowiadałam ze szczegółami. Pominęłam co dokładnie stało się na imprezie i co zaszło między mną a Lou. Kiedy skończyłam tata wpatrywał się we mnie ze współczującą miną.

-To się nigdy nie zdarzyło.- Jękną cicho.

-Nie gadaj głupot.- Roześmiałam się widząc powagę taty.

-Ellen, posłuchaj. W tym dniu jak oznajmiłem, że Alice do Ciebie przyleci kiedy uciekałaś Harremu, potrąciło Cię auto. – Powiedział unikając mojego wzroku. Czy on mówił prawdę? Bezwładnie wpatrywałam się w białą ścianę. Czy to było prawdą? Każdy puzzel w mojej głowie układał się w jedność. On naprawdę mówi prawdę. Ja nigdy nie spotkałam tego zespołu. Nigdy nie poczułam smaku ust ani Stylesa ani Louisa. Nigdy ich nie widziałam.. pomijając te krótkie spotkanie z Harrym. To było jedyne zdarzenie które miało miejsce naprawdę. To co mnie z nimi łączyło to tylko kawa na moim swetrze, nic więcej. Oni wcale mnie nie poznali ani ja ich. Już nie miałam co się oszukiwać. Naprawdę byłam w śpiączce.

-Ile tu tak leże?- Spytałam cichym głosem, nie stać mnie było na nic więcej.

-Miesiąc.- Jego słowo automatycznie zaczęło powtarzać mi się w głowie. A więc leżałam tu miesiąc ..

-Ten chłopak o imieniu Harry był tutaj kilka razy.- Oznajmił ojciec nerwowo splątując swoje palce.

-Kiedy ostatnio?- Spytałam dalej wpatrując się w hipnotyzująco białą ścianę. Oczy miałam nieco przeszklone. Cała sytuacja była powodem tego, że mój umysł był na tyle głupi aby wprowadzać to wszystko do mojego wnętrza. Jak przez chwile mogłam pomyśleć, że to stało się naprawdę?

-Jakiś niecały tydzień temu, wspomniał coś, że wyjeżdża w trasę koncertową.

****
UWAGA : 



 Ten rozdział stworzyłam ponieważ stwierdziłam, że pisałam totalne bzdety. To wszystko nie łączyło się.. Zaszło tak szybko, że wydawało się mało realne, więc takie BUM!

Ostatnia informacja to taka, że ponad 30 osób prosiło mnie o informowanie o nowych rozdziałach! A robię to nie wiedząc czy te osoby naprawdę to czytają, więc proszę zaszczycie mnie i komentujcie chcę wiedzieć, że nie czyta mnie PIĘĆ osób tylko o wiele więcej.
Nie wiem czy moje pisanie ma jakikolwiek sens.

Jeśli pod tym rozdziałem nie pojawi się przynajmniej 15 komentarzy, raczej z tym kończę.